Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#82767

~zlodziejkasklepowa ·
| Do ulubionych
Cholera wie, co mnie skłoniło do dodania tej historii... Krzyk się zaraz podniesie w komentarzach, że fejk, że wymyślam, że to niemożliwe. A w doopie to mam! Przeczytajcie. I tyle. Nic do przemyśleń, żadnych apeli, żadnego przesłania - ot, po prostu, kawałek mojego życia. Ten najbardziej piekielny.

Zawód - złodziej sklepowy. Czyli ja, X lat temu. Kłaniam się uniżenie wszystkim obecnym tu ochroniarzom, bo przeciwników szanuję. Raz oni wygrali, raz ja - no dobra, raz oni, 1000 razy ja. Nie protestujcie, bo nawet nie wiecie, ile razy wyszłam "z towarem" ze sklepu. Gdybyście wiedzieli, to bym nie wyszła.

Punkt pierwszy - bezczelność, ale grzeczna. "Poproszę panią ze mną". Idę, bo zaprotestować = wezwanie policji. Proszę pokazać kieszenie - pokazuję, no idiotką nie jestem, żeby chować coś do kieszeni. Torebka - proszę uprzejmie, wybebeszam momentalnie, typowo kobiecy chłam. Uśmiech firmowy nr 5 i tekst 'no chyba nie myśli pan, że mam coś przy sobie", po czym rozchylam kurtkę/płaszcz/co tam mam na sobie i prezentuję zwykłą, kobiecą sylwetkę. Łykasz? Błąd! Ćpam i normalnie wyglądam jak kościotrup, zaokrąglenia na moim ciele to ukradziony towar, a ty mnie puszczasz, no bo przecież ona taka spokojna, pewna siebie... Nie zliczę, ile razy wyszłam w ten sposób ze sklepu.

Wpadłam. Idę do więzienia? Nie, trzeba umieć liczyć, ile można wziąć towaru, żeby to było wykroczenie, a nie przestępstwo. No ale wpadłam, znasz już mnie i przekazałeś kolegom, na kogo mają uważać. Kocham cię za to! Przychodzę do sklepu, który ochraniasz i przechadzam się po alejkach oglądając najdroższe towary. Biorę do ręki, wkładam do koszyka, potem odstawiam z powrotem na półkę. Oczywiście, że zatrzymasz mnie w momencie, kiedy chcę opuścić sklep. Oczywiście, ze pójdę z tobą grzecznie na zaplecze, żebyś mógł się przekonać, że nie ukradłam NIC. Nie musiałam, bo kiedy byłeś zajęty obserwowaniem mnie, mój wspólnik brał, co chciał. I wyszedł w momencie, kiedy ty zszedłeś ze stanowiska, żeby mnie zatrzymać. Ja mam z tego 50%. Spoko, poczekam na policję, która ma prawo mnie przeszukać, bo nic nie znajdą. Wyjdę ze sklepu śmiejąc ci się w twarz. Znowu wygrałam!

Tak, tutaj też mnie złapaliście. A ja nie mam konkretnego wspólnika pod ręką, jestem z jakąś śmieszną dziunią, która bardzo potrzebuje kasy, ale jeszcze bardziej upiera się, że ONA NIE UMIE KRAŚĆ! Ale pieniążków potrzebuje, bo następną działkę trzeba kupić. Krótka instrukcja, co i jak i tym razem ja odwalam całą robotę. Idę na sklep, pod czujnymi spojrzeniami ochrony bezczelnie pakuję dużą ilość drogiego towaru do koszyka (z tego co pamiętam, najlepsze były np. dezodoranty kulkowe), biorę jakiś ciuch z wieszaka i idę do przymierzalni. Wychodzę, odwieszam ciuch i łażę chwilę po sklepie, przy probie wyjścia już nie zgadzam się grzecznie i potulnie, aby pójść z ochroniarzem na zaplecze. Robię niezły cyrk, żeby dziunia, która NIE UMIE KRAŚĆ, mogła bezstresowo wyjść ze sklepu z towarem, który uprzejmie jej zostawiłam w przymierzalni... Tym razem 75% dla mnie.

To takie najpopularniejsze tricki, panowie ochroniarze. Nie wiem, czy nadal stosowane, ale chyba lepiej o nich wiedzieć. Reszta następnym razem - jeśli będzie ten następny raz.

I jeszcze krótkie wyjaśnienie - nie, nie jestem z tego dumna. Tak żyłam, tak zarabiałam na swoje potrzeby. Teraz jestem zwykłym, szarym człowiekiem, który zakupy w sklepie robi "normalnie". A że czasem na widok tych sklepowych, pożal się boże, zabezpieczeń, coś mi westchnie w duszy - "ku*wa, przecież ja im tu pół sklepu wyniosę i jeszcze drzwi przede mną otworzą!", to już "inna inszość". Może i bym wyniosła. Tylko... po co?

sklepy

Skomentuj (64) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 181 (257)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…