Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Ostatnio obił mi się o uszy temat wesel i kontrowersji, jakie wzbudzają młodzi nieuwzględniający na swoim weselu dzieci.

Nie żebym planowała, nie planuję, pewnie po tym poście zostanie mi przypięta łatka zrzędliwej starej panny, ale co mi tam! Nie pierwsza niepochlebna łatka. Będę mieć całą kolekcję. :)

Nie lubię dzieci. Po prostu. Nie dostaję mdłości na ich widok, znoszę je w swoim otoczeniu (w momencie, gdy większość znajomych już pozakładała rodziny, to w zasadzie nie mam wyjścia, jeśli chcę kontynuować znajomość, dzieci znajomych są już jakby w pakiecie z nimi), ba, nawet jestem skłonna się z nimi pobawić, jednak nie czuję się komfortowo w ich towarzystwie.

Przez całe życie miałam do czynienia tylko z rówieśnikami, prawie rówieśnikami i osobami dorosłymi. Nie przechodziłam etapu, gdy opiekowałam się dziećmi sąsiadów/ kuzynów/ dużo młodszymi kuzynami. Po prostu jeśli takie dzieci były, to najzwyczajniej w świecie nie miałam z nimi kontaktu, bo były daleko, a nasze pokrewieństwo też nie było ścisłe, dlatego nie umiem rozmawiać z dziećmi i ich obecność jest dla mnie stresująca. W dorosłym życiu, w związku z moim wykształceniem i branżą, w jakiej pracuję, czy na studiach, czy na stażu, czy już w pracy, miałam prowadzić zajęcia dla dzieci (już nie mam, wynika to z zakresu moich obecnych obowiązków, nie jest mi przykro). Moje podejście do nich nie uległo zmianie.

I w związku z tym, zastanawiając się nad tematem wesel bez dzieci, pomyślałam sobie, że jakby mi przyszło moje własne wesele organizować, też nie chciałabym na nim dzieci. Z tego prostego względu, że w takim dniu chciałabym się czuć swobodnie i komfortowo, a, jak wspomniałam, dzieci mnie takiego poczucia pozbawiają.

Z ciekawości poczytałam na forach internetowych, jakie są zdania na ten temat.

I przechodzę do postawy, którą uważam za piekielną. Otóż większość głosów rodziców była taka, że dzieci są ich nierozerwalną częścią i albo są zapraszani z całą rodziną, albo wcale. Do tego dochodziły głosy, że przecież za małe dziecko płaci się tylko pół ceny, więc to, dajmy na to, 100 zł przecież młodym różnicy w budżecie nie zrobi. Głosy oburzenia, że młodzi chcą mieć show, nie wesele. A to nie zawsze jest z kim dziecko zostawić. A to przecież dzieci dodają tylko uroku. A to że młodzi przecież mogą zapewnić animatora, kącik dla dzieci.

Ludzie, przecież, ostatecznie, to młodzi wydają przyjęcie weselne, opłacają je i, o ile nie zobowiązaliście się sponsorować imprezy (nie mówię o kopercie, daje się tyle, ile uważa się za słuszne, ostatecznie wesele ma na celu wspólne świętowanie, a nie odzyskanie kosztów jego organizacji), to nie możecie narzucać im, kogo mają uwzględnić na liście gości.

Dziecko nie jest Waszą nierozerwalną częścią. Dziecko jest osobnym istnieniem. Drugim człowiekiem i tak jak nie wszędzie musi się chodzić z mężem/żoną/partnerem/ką, tak nie wszędzie trzeba chodzić z dzieckiem.

Podejrzewam, że takie podejście wręcz byłoby niezręcznym dla dzieci, gdybyście uczestniczyli z nimi w np. imprezach osiemnastkowych ich znajomych.

Nie wiem jak kształtują się opłaty za dzieci w lokalach weselnych. Były głosy, że w niektórych tak jak za dorosłych, w niektórych pół ceny, w niektórych, do pewnego wieku, nic. Zakładając, że za dziecko młodzi mieliby dopłacać tę przykładową stówkę. Jak już jakieś dziecko zaproszą, wypada zaprosić całą resztę, żeby nikt nie poczuł się pokrzywdzony. Załóżmy 10 dzieci, to już jest 1000 zł. Podejrzewam, że ten 1000 już robi różnicę w budżecie, a na serio, zamiast kilku dzieciaków (które szanuję, ale zakładam imprezę dla dorosłych), wolałabym zaprosić na to konto kilku znajomych. Jest wiele okazji do spotkań rodzinnych z dziećmi.

Jeśli młodzi chcą mieć show, to niech mają, przecież Was zapraszają, a nie wzywają na wesele. Jeśli Wam nie odpowiada, nie musicie w nim uczestniczyć. Młodzi mogą mieć swoje powody, dla których proszą tylko dorosłych i trzeba to uszanować.

Wiadomo, z opieką dla dziecka może być problem, ale wesela to raczej nie są spontaniczne uroczystości, planowane z dnia na dzień. Zaproszenia dostaje się z dużym wyprzedzeniem, na tyle dużym, że można coś zorganizować. Dziadków, ciocie, wujków, znajomych. Ostatecznie, można się dogadać z innymi zaproszonymi na wesele i zorganizować wspólnie jakąś opiekę. Nie ma sytuacji bez wyjścia.

Dzieci nie zawsze dodają uroku uroczystości. Nie każdy zachwyca się, jak Jaś i Małgosia ślicznie tańczą.

Wesela są imprezami, na których podaje się alkohol, na których jest zamieszanie. Dziecko nieświadomie może chwycić za kieliszek z wódką i wypić. Nie zawsze da się przewidzieć każdy jego ruch. Na weselu tańczą nie tylko dzieci. Tańczą i dorośli. Sama, jako dzieciak, będąc na weselu, zostałam kopnięta przez własną Mamę, bo kręciła na parkiecie piruety z wujkiem, a ja próbowałam do niej cichaczem, pośród innych tańczących par, podejść. Było dużo ludzi, nie zauważyli mnie i bum. Nic mi się nie stało, ale mogłam nie mieć takiego szczęścia.

Młodzi nie muszą brać odpowiedzialności za rozrywkę Waszych pociech. Jeśli za wesele płacą sami, to czemu mieliby swoje ciężko zarobione pieniądze wydawać na rozrywkę dla gości, których nie przewidzieli?

Zresztą dużo głosów na forach było takich, że na czas wesela nie mogą zatrudnić niani, bo dziecko nie będzie spędzać czasu z całkiem obcą osobą. Może się mylę, ale animator też będzie dla dziecka całkiem obcą osobą.

Tyle moich wywnętrzeń. Po prostu piekielne jest dla mnie to, że niektórzy uważają, iż posiadanie dzieci daje im przywilej specjalnego traktowania.

Skomentuj (79) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 206 (310)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…