Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#83231

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję sobie ostatnio jako pracownik biurowy na budowie. Mamy jedną taką budowę, która jest na terenie zamkniętym.
Po wielkim cyrku z przepustkami osobowymi, drugim cyrku z samochodowymi i trzecim - nieco mniejszym - z przepustkami na sprzęt budowlany, który nie posiada numerów rejestracyjnych myślałam, że to już koniec "gry wstępnej" i mamy ten etap za sobą.
Otóż nie mamy.

Ostatnio Szef miał pojechać jeszcze gdzieś-tam po coś-tam, więc wyrzucił mnie z busa pod bramą. Zamysł był taki, że rozłożę się ze sprzętem w budzie biurowej i będę sobie spokojnie pykać na laptopie, w oczekiwaniu na komisję.
Podchodzę do bramy, pokazuje przepustkę i już już, miałam przekroczyć bramkę gdy zatrzymał mnie w miejscu głos ochroniarza.

- A pani co ma w tym plecaczku?
- Laptopa - odpowiedziałam zgodnie z prawdą, pomna tego, że jakby co to oni mają prawo do mnie strzelać.
- SPRZĘTU KOMPUTEROWEGO NA TEREN WNOSIĆ NIE WOLNO!
Noszkurfa.
- Niby jak nie wolno?
- ZGODNIE Z PUNKTEM X REGULAMINU Y I ROZKAZEM Z KOMENDANTA Z DNIA TEGO A TEGO, SPRZĘTU KOMPUTEROWEGO NIE WNOSI SIĘ! Poszła won!

Ponieważ ten pan nawet nie jest pracownikiem Instytucji na tym Terenie Zamkniętym, tylko firmy ochroniarskiej zatrudniającej niepełnosprawnych, emerytów i rencistów postanowiłam podejść do Komendanta Ochrony.
Problem polega na tym, że żeby się do niego dostać musiałam wejść na Teren Zamknięty tzn. przejść przez inną bramkę z innym ochroniarzem, który też na pierwszy rzut oka rozpoznał plecak z laptopem.

Zadzwoniłam do gościa. Tzn. Komendanta Ochrony.
Niestety okazało się, że pomimo, że jest godzina 8, a on pracuje od 7, to jeszcze nie dotarł do pracy.
A ja mam komisję o 8.30!

W desperacji uknułam więc szatański plan, którego pomysłowości, przebiegłości i pokrętności nie mógł z pewnością przejrzeć żaden emerytowany, niepełnosprawny rencista siedzący na ochronie.
Schowałam się za najbliższy zakręt i zadzwoniłam do jadącego dopiero na Teren Zamknięty kierowcy, wiozącego na pace taki mały walec. Umówiliśmy się na parkingu pod supermarketem, a kierowca fachowo ukrył plecak z laptopem pod plandeką na walcu. Tzn podniósł plandekę, położył lapka na siedzeniu walca, dla pewności przykrył go kurtką roboczą i opuścił plandekę.
Po czym ja - z wyrazem anielskiej niewinności na twarzy - przeszłam jedną bramką, a walec pojechał drugą.

Stopień skomplikowania, przebiegłości i chytrości tego mojego planu niech będzie dla szanownych czytelników materiałem do przemyśleń.

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 197 (201)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…