Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#83292

(PW) ·
| Do ulubionych
Popsuł mi się kluczyk do samochodu. Otwierał centralny zamek, uzbrajał alarm, ale nijak nie chciał odpalić auta. Pomyślałam, podumałam i doszłam do wniosku, że to zapewne problem z immobiliserem. Udałam się zatem do autoryzowanego serwisu w celu dokonania naprawy. O ja naiwna!

Przemiła pani w serwisie orzekła, że kluczyk należy przekodować i że kosztować mnie to będzie 150 zł. No cóż - niemało, ale kluczyk zapasowy był bez pilota do alarmu, a co za tym idzie był nieco mniej wygodny w użytkowaniu. Robimy więc. Siedziałam w tym serwisie 3 godziny. Pani co jakiś czas przychodziła i aktualizowała stan naprawy.

News nr 1 - Komputer nie widzi kluczyka. Oni nie wiedzą dlaczego, ale jeszcze zobaczą.

News nr 2 - Komputer dalej nie widzi kluczyka, ale za to rozładował się akumulator. Nowy kosztuje 300 plus 30 za założenie. Decyduję, że chcę nowy akumulator (i tak niedługo trzeba by go wymienić), ale założę go sobie sama - toż to żadna filozofia. Nie da się - nie wolno klientom wchodzić do warsztatu. No to wyprowadźcie mi auto poza warsztat - nie, bo by musieli wypychać. No to zakładajcie, przecierpię to 30 zł.

Finał był taki, że pani przedstawiła mi fakturę, na której były 3 pozycje. Akumulator, instalacja akumulatora i - uwaga - 70 zł za naprawę kluczyka. Przypominam - dalej niedziałającego. Ciutkę się zagotowałam, powiedziałam Pani co o tym myślę i opuściłam ASO obiecując sobie, że już moja noga tam nie postanie.

A kluczyk naprawił Pan Tomek, z zakładu rzemieślniczego na peryferiach - odpala, otwiera, gra i buczy.
Naprawdę rozumiem, że nie każdy musi znać się na wszystkim, ale czy to jest jakaś ujma, żeby się do tego przyznać?

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 104 (128)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…