Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#83299

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam Dziadka. Dziadek ma działkę. Na działce ma domek, a na domku winorośl. A ponieważ dziadek jest osobą praktyczną, winorośl nie jest tak sobie puszczona po dachu, tylko rośnie na stelażu. Stelaż od dachu jest na wysokości coś powyżej kolan, a poniżej pasa ("tam gdzie się interes kończy - hłe, hłe, hłe).
Dziadek winorośl zbiera krocząc dwudziestocentymetrowymi przerwami technologicznymi pomiędzy jednym a drugim rzędem w stelażu.
Ja winorośl zbieram inaczej. Leżę na plecach na starej deskorolce, więc widzę winorośl tak "od dołu" i przesuwam się odpychając nogami wzdłuż rzędów. Tak mi wygodnie, bo mnie kręgosłup nie boli od zginania się.
Nigdy nie zbieraliśmy symultanicznie, więc - że tak powiem - nie wiedziałam, który sposób generuje więcej wiader na godzinę. Okazało się, że mój. Robił mi pomiary, jak ostatnio mu zbierałam. I pozazdrościł.

Siedzimy na rodzinnym obiedzie i Dziadek mi mówi, że on nie wie, jak mogę tak zbierać, bo paprochy na twarz lecą. No to mówię, że zbiera się za sobą, przed sobą i po bokach - to nie lecą. A nigdy nie zbiera się nad sobą.
Po czym zarejestrowałam jego podejrzanie czerwone oko i pytam się, czy próbował zbierać leżąc. No próbował. I poleciały mu paprochy w oko. I musiał jechać do szpitala na ul. Wojewódzkiej na ostry dyżur, żeby mu wypłukali. Dali mu krople i już teraz jest OK.
Brak żywej reakcji przy stole wskazywał na to, że do współbiesiadników NIE DOSZŁO co dziadek właśnie powiedział.
- Czy Dziadek autem pojechał na tę Wojewódzką?!!- no przecież się nie teleportnął. Mama struchlała.
- No tak, autem jechałem.
- I patrzył na jedno oko, a z drugim zamkniętym?!
- No tak.
- Na to lewe, na którym się tacie zaćma zaczyna? - Mama odzyskała głos.
- No tak - zapadło przy stole głuche milczenie.
- DLACZEGO TATA PO KOGOŚ NIE ZADZWONIŁ?! - huknął ojciec. - Jest Tala, M. jest, B. z żoną, na pewno któreś nie było na służbie!
- Tala była na budowie, M. w robocie... a zresztą ja na działce telefonu nie mam!
- Mówiłam, że tacie kupię komórkę - łka mama.
- Ja na działce komórkę mam, nazywa się wychodek! - przyjął dziadek pozycję obronną.
- Trzeba było dzwonić na pogotowie. Poprosić kogoś na ulicy!
- Tam nikt nie chodzi!
- Ale jest gazownia obok, trzeba było tam pójść, tam jest sekretariat!
- JA NIE BĘDĘ NIKOMU DUPY SWOIMI PROBLEMAMI ZAWRACAŁ! SAMODZIELNY JESTEM, A POGOTOWIE SIĘ WOŁA JAK JEST ZAGROŻENIE ŻYCIA I ZDROWIA! - wolałam nie mówić, że schodzenie z tego domku po przedłużonej kijami od miotły aluminiowej drabinie z jednym okiem zamkniętym a drugim z zaćmą jest zagrożeniem dla jego życia i zdrowia. - POZA TYM TAKIEJ SYTUACJI DRUGI RAZ NIE BĘDZIE, BO JA NIE BĘDĘ ZBIERAŁ JUŻ TAK JAK TALA, TYLKO STOJĄC JAK ZAWSZE ZBIERAŁEM.
Przy stole zapadło milczenie.

- Dziadziu, nawet jak jestem na budowie, to po mnie zawsze można dzwonić, ja co najwyżej powiem kierownikowi i on mnie puści.
- JAK SIĘ JEST W ROBOCIE, TO SIĘ PRACUJE! A ZRESZTĄ JA NIE POTRZEBOWAŁEM ŻADNEJ POMOCY, POJECHAŁEM SOBIE SPOKOJNIE OBWODNICĄ 20 NA GODZINĘ I DOJECHAŁEM! I NIE ŻYCZĘ SOBIE, ŻEBY ZE MNIE ROBIĆ KALEKĘ! - Mama nabrała powietrza, żeby coś powiedzieć. - KONIEC DYSKUSJI! BO SOBIE PÓJDĘ DO DOMU!
Zakończył kategorycznie, pozostawiając nas w zgrozie i niepewności.

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 151 (195)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…