Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#83418

(PW) ·
| Do ulubionych
Krótko. Miałam najcudowniejszego kocurka na świecie, takiego 'najmójszego' łobuza. Opiekowałam się nim od jego szóstego miesiąca życia. Został w domu rodzinnym, bo to towarzyska istotka była i nie chciałam go rozdzielać z jego czworonożnymi kumplami - za co pluje sobie dziś w brodę. Dlaczego miałam? Bo będąc pod opieką mojej mamy wypadł przez okno i złamał sobie kręgosłup. Nie nadawał się do operacji mimo najlepszych chęci najlepszego weta, trzeba było uśpić.

Gdzie piekielność? Wypadek mojego Rudego miał miejsce niecały miesiąc temu, a w rozmowie telefonicznej z matką już kolejny raz usłyszałam podobną historię 'no bo moja mała dziś znów uciekła i, hihi, sąsiad mi powiedział jak ją znalazł, hihi'. Ewentualnie, że sama wróciła.
Mowa tu o kociaku rodziców. No krew mnie zalewa. Zero odpowiedzialności czy śladu jakiejkolwiek refleksji.

Osobiście uważam, że moim psim obowiązkiem, jako opiekuna, jest dbanie o bezpieczeństwo zwierzęcia i wyciąganie wniosków z różnych sytuacji. Nie wyobrażam sobie sytuacji, żeby ten sam kot dwa razy wykręcił mi ten sam numer.
I teraz wielkie zdziwienie i oburzenie, że pomimo urlopu i braku pomysłów na niego, nie mam ochoty odwiedzić matki z moją nową kotką*. Musiałabym ją chyba zamknąć na ten czas w klatce. Kotkę, nie matkę.

*'zaklepałam' ją sobie pod wpływem nawrotu depresji - zwierzęta zawsze mi pomagały, a trafiła do mnie, niestety dla mnie, tydzień po wypadku Rudego i dopiero kilka dni temu jej pieszczoty do mnie trafiły.

PS: Macie jakieś pomysły jak zabezpieczyć okno obrotowe na poddaszu? Przychodzi mi do głowy tylko moskitiera, która utrudni mi dostęp do parapetu - trudno.

Piekielna kuchnia mojej matki

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 112 (140)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…