Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#83443

(PW) ·
| Do ulubionych
O tym, jak podstępem przejęłam mieszkanie po dziadkach. Jak się, świnia, nie podzieliłam i teraz udostępniać nie chcę w dodatku!

Trzeba zacząć od początku, czyli trochę już po wojnie. Wtedy mój dziadek dostał przydział na mieszkanie zakładowe, w którym to zamieszkał z żoną i dziećmi. Z czasem prawie całe potomstwo poszło na swoje, przy rodzicach został mój ojciec jako najmłodszy. W momencie, kiedy razem z mamą mieli się już przeprowadzać "na swoje", bo wówczas oni dostali przydział, rozchorowała się babcia. Rodzice siedzieli już na walizkach, z małym synkiem i dzieckiem nr 2 w drodze (moją siostrą). Dziadek sam by nie podołał opiece nad babcią, rodzeństwo ojca umyło rączki ("bo przecież ty mieszkasz z rodzicami..."). Tak więc rodzice podjęli trudną decyzję i pozostali z dziadkami.

Przesuńmy się o trochę czasu wprzód. Babcia zmarła po długotrwałej chorobie krótko po moich narodzinach. Dziadek niedługo po niej zapadł na zdrowiu, więc znów na rodziców spadł obowiązek opieki nad nim. Mieszkanie w międzyczasie z zakładowego zmieniło status na komunalne.

Znowu przeskok, już w nowe milenium. Dziadek zmarł, rodzice nabyli prawa do mieszkania po nim i zostali wpisani jako główni najemcy. Potem życie toczyło się swoim trybem, moje sporo starsze rodzeństwo poszło na swoje, ja najmłodsza zostałam przy rodzicach. Rodzice zaś po przejściu ojca na emeryturę postanowili zrealizować swe marzenie i kupili działeczkę z domkiem niedaleko za miastem. Ot tak, żeby być blisko natury, ale żeby do dzieci i wnuków (i cywilizacji, tj. sklepów, kin, lekarza itp.) było po drodze.

Wówczas stanęłam przed trudnym wyborem. Dopiero co zaczęłam pracę, nie zarabiałam kokosów, zaś zostałam ze sporym mieszkaniem komunalnym, za które czynsz wcale nie był taki mały, jak by się wydawać mogło (czynsz uzależniony jest od m.in. lokalizacji, powierzchni, itp.). W dodatku jako jedyna lokatorka miałam przed sobą wizję otrzymania urzędowego pisma o przymusowym przekwaterowaniu do mniejszego lokalu. Mieszkania szkoda mi było, całe życie w nim spędziłam, łącznie mieszkały tam trzy pokolenia + czwarte czasami (dzieci mojego rodzeństwa). Cóż, kredyt wzięłam, wszystkie papiery i inne formalności załatwiłam i mieszkanie wykupiłam. Wolałam spłacać kredyt, niż narażać się na przeniesienie do gorszych warunków w jakiejś podejrzanej dzielnicy.

Niedługo po wykupieniu wpadła do mnie ciotka, siostra ojca. No i zagaduje, że Leszek (jej syn) to mieszka z Monisią i dziećmi (sztuk 3 + kolejne w drodze) w jednym pokoju z kuchnią... to może bym tak na rękę poszła i się zamieniła na mieszkania, bo Lesio też ma komunalne... Cioteczkę uświadomiłam, że moje mieszkanko już komunalne nie jest. Zgroza! Jak to?! Jak ja śmiałam wykupić?! Bez pozwolenia reszty rodziny rozdysponowałam mieszkanie dziadka! Nie dziadka, ciociu, a miasta. Tam są drzwi, do widzenia. Obrobiła mi zad po połowie rodziny, cóż, trudno się mówi. Oburzenie kilkorga krewnych, że ich dzieci musiały kredyty we frankach brać, a ta przejęła podstępem za śmieszne pieniądze i ma! Kij im w zwi... w oko się znaczy.

Jakiś czas po akcji ciotki 1 wpadła do mnie ciotka 2. Ciotka o dziwo mieszkająca w innym województwie, "a wiesz, byłam przejazdem...". No bo Mieszko, synek ciotczyny, zaczyna w mym mieście studia. I Mieszko jest za delikatny, żeby mieszkać w akademiku, a na stancji to ojejejejej, drooogo strasznie i nie wiadomo z kim się mieszka. Wynająć kawalerkę to tym drożej, ojejejejej! A ty sama mieszkasz na kilku pokojach, Miejsca więcej nie będzie niż będzie, bo uczelnia itp. Chociaż wiedziałam już, co powiem, zapytałam się, ile zatem ciocia zamierza mi zapłacić za mieszkanie Mieszka, no i jak rozliczymy media? Zatchnięcie się i oburzenie: "Od rodziny pieniędzy chcesz?! Kuzyna własnego nie przyjmiesz pod swój dach?!". Taaa, dwa razy na oczy widzianego, za każdym razem z histerią do matki biegnącego, bo mu na coś tam nie pozwolili. Ciociu, dziękuję za wizytę, tam są drzwi, żegnam.

Jeszcze mi chciała inna ciotka (kuzynka mamy) wpychać na przenocowanie gości, co przyjechali na wesele jej córeczki. Smaczek x 2: 1) goście byli od strony pana młodego, czyli totalnie mi nieznani; 2) nie dostałam nawet zawiadomienia o ślubie. :D

rodzina

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 313 (325)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…