Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#83537

Konto usunięte ·
| Do ulubionych
Opiszę moje doświadczenia z ginekologami, których spotkałam na swojej drodze będąc 18 miesięcy temu w ciąży. Przepraszam, jeśli będzie długo.
Z partnerem staraliśmy się o dzieciaka krótko, bo dopiero co rozpoczęłam leczenie hiperprolaktynemii. Po trzech miesiącach przyjmowania Bromergonu moja endo po obejrzeniu wyników prolaktyny zawyrokowała - starać się. Jak się uda i będzie widać bicie serduszka to dostawić Bromka. I udało się! Pierwsze dni płodne i już. Zdziwiona byłam, jak cholera zważywszy na niedoczynność tarczycy. Radościom nie było końca, zaraz po otrzymaniu wyniku testu udałam się do lekarza po potwierdzenie (choć to była formalność, bo pamiętam nawet dzień zagnieżdżania się jajeczka). I tak:

Celowo podaję nazwiska lekarzy.

1. Lekarz pierwszy pan Michalczyk z Dąbrowy Górniczej. Gabinet w przychodni (NFZ) Wchodzę do gabinetu, mówię o co chodzi. Pan doktor zaprasza na kozetkę do USG przez pochwowe. To to majty w dół i leżę. A pan doktorek oporządził głowicę USG wsadził mi ją na sekundę dosłownie i pieje, że on nie widzi żadnej ciąży (sic!). Ja mu na to, że w takim tempie wykonywania badania to byłby cud, gdyby coś zauważył. On mi na to, że tutaj ma sprzęt do niczego i zaprasza do swojego prywatnego gabinetu. Wizyta 180zł. Uśmiałam się i wyszłam. Umówiłam się na wizytę u innego lekarza prywatnie za 100 zł. Potwierdził ciążę i wypisał L-4 (było konieczne, ponieważ pracuję na produkcji). Niestety nie zgodził się prowadzić mojej ciąży, bo już miał zbyt dużo pacjentek (lekarz znany w DG i bardzo dobry - Ziembiński)

2. Do drugiego (Kowalczyk)lekarza udałam się z polecenia koleżanki, też przychodnia. Pan doktor zbadał mnie ginekologicznie wypisał leki na podtrzymanie i dał kolejne L-4. Na następnej wizycie pan doktor wykonał usg przez brzuszne (aparatem z PRL) i stwierdził, że on nie widzi bicia serca. Zdawałam sobie sprawę, że nie można było tego zobaczyć nawet z dobrym aparatem, ale strach się obudził we mnie. Zaczęłam rozmowę na ten temat i zaczęło się. Próbowano mnie przekonać, że powinnam jechać do kliniki w Rudzie Śląskiej i tam prowadzić ciążę. Potem polecał mi swojego kolegę z Katowic dr Witka (koleś bierze 600zł za wizytę prywatnie jak się jakiś czas potem dowiedziałam). Powiedział mi, że pewnie będzie cesarka przez moją niedoczynność, i że z jej powodu mogę urodzić karła tarczycowego itp. Wzięłam L-4 i pobiegłam szukać kolejnego lekarza...

3. Trzecia była pani doktor. Całkiem fajna babka z jajem. Fajnie prowadziła ciążę, też w przychodni na NFZ. Ale gdy byłam w 28 tygodniu to lekarka zwolniła się z przychodni z powodu natłoku obowiązków i zbliżającego się jakiegoś egzaminu...

4. Pani Gałek - Karkos. Poszłam do niej w zasadzie tylko po L4 bo mi się kończyło od poprzedniej lekarki. A że w moim zakładzie wprowadzono dodatek w postaci prywatnej opieki lekarskiej chciałam skorzystać z tego pakietu. Ale oczywiście, mimo że wizyta miał być tylko po L4 nie szepnęłam słowa pani doktor. No i ta widząc mnie po raz pierwszy na oczy zbierając ode mnie całą historię dwa razy wychodziła z gabinetu, bo jej się zapodziała karta innej pacjentki. A badanie wyglądało tak, że kazała się położyć na kozetce, wymacała mój brzuch i orzekła, że wszystko w porządku. Pierwszy raz spotkałam lekarza w aparatem USG w oczach!

5. I nareszcie On! Oczywiście z prywatnego świadczenia zdrowotnego z mojego zakładu. Poprowadził moją ciążę do końca, z ogromną troską o malucha (w 36 tygodniu okazało się, że urodzi mi się hipotrofik). Zawsze miły, zawsze służył swoją wiedzą, wsparciem. Umieścił mnie w szpitalu na Ligocie - polecam! - w 36 tygodniu. Po cesarskim cięciu (w 38 tyg.) mogłam się cieszyć moim malutkim chudziutkim chłopcem. Także z czystym sumieniem polecam doktora Tomasza Wikarka!

P.S Wcześniej nie chodziłam prywatnie, bo najzwyczajniej w świecie dawać 150 zł za wizytę co dwa tygodnie mnie nie stać było... (Choć gdyby pan Ziembiński mnie poprowadził to bym się nawet zapożyczyła a poszła do niego) A tak z zakładu miałam prywatną opiekę za 1/3 tej kwoty - miesięcznie.

Edit: Wytężyłam swój stary umysł i edytowałam info o lekarzu łykającym 600 zł za wizytę. Co do tej kwoty, info miałam od laski, która leżała na łóżku obok mnie na Ligocie. Miała ciążę specjalnej troski i tak ją podobno podliczył pan doktor za jedną wizytę - a po co miała by takie rzeczy zmyślać.

lekarz ciąża

Skomentuj (44) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 73 (117)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…