Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#83859

~Naiwniacha ·
| Do ulubionych
Co się dzieje z tymi ludźmi...

Parę dobrych miesięcy zajęło mi rozkręcenie własnej działalności gospodarczej. Nikt mi nie pomagał, nawet nie zapytał, czy pomocy potrzebuję, załatwiałam wszystko sama - m.in. mam tu na myśli sprowadzanie towaru z hurtowni.

Kiedy już ogarnęłam swój życiowy plan biznesowy i wszystko, zdawać by się mogło, szło po myśli... Stało się, niepotrzebnie otworzyłam dziób.

Kiedy "rodzina" dowiedziała się o moim wielkim małym biznesie, jako że jak na początki szło mi nawet dobrze, od razu zaczęły się telefony, zaproszenia na różne uroczystości... i próby wyłudzenia kasiory "bo my to jesteśmy rodzina, dej nam, dej”.

Czy muszę wspominać, że wcześniej nie było nikogo, kto by się zainteresował moją osobą czy życiem? Nie było nawet jednej osoby, która zaprosiłaby mnie do domu na zwykłą kawę, czy sama ruszyła 4 litery, żeby przyjść i pogadać.

Za to z drugiej ręki dochodziły do mnie informacje o tym, jaki to wielce powód, ważny nie tylko dla rodzinki, ale i znajomych, dyskwalifikował mnie do delektowania się ich towarzystwem...

Słyszałam niemalże teksty typu: "Za biedna, po co ona przyjdzie tutaj? Kasy nie ma, a gębę to każdy za darmola by dożywił" ( i tak właśnie zostaliśmy wykłóceni z towarzystwa, ja i tata).

Czas mijał, kontakt nie odnawiał się, do czasu...

Setki maili, SMS-ów, przychodzących połączeń. "Jakże tęskniliśmy! O, nasza Najdroższa!".

Sytuacja nr 1: "A może zostałabyś chrzestną?”.

Czy to ktoś z rodziny, czy ze znajomych, schemat ten sam…

Komuś urodziło się dziecko, a ty jesteś po prostu najlepszą opcją, jaka mogłaby im się trafić.

Jakie to dziwne, ile ostatnio rodzi się dzieci w twoim otoczeniu i dziwnym trafem wszyscy myślą o tobie... Ale taty ze sobą nie zabieraj, to nie te progi klasowe (wypowiedź jednej z sióstr taty).

Sytuacja nr 2: "Komunia”.

Za 2 dni nasz kochany Marcelek/Brajanek/Nikuś będzie miał Komunię, mamy nadzieję, że wpadniesz, nasze dziecko tak cię lubi (3/4 nigdy na oczy nie widziałeś), nie wyobrażam sobie tego dnia bez ciebie!

Sytuacja nr 3: "Wesele".

Chcesz być świadkową? Ale wpadniesz, no nie? Za miesiąc ślub bierzemy, wpisałam cię już jako gwarant, no sama widzisz, nie możesz zrezygnować.

Sytuacja nr 4: "A może byś dała nam małą pożyczkę? Pare tysięcy tylko, wiesz sama, jak to jest nie mieć”.

Sytuacja nr 5: "My jesteśmy rodzina, nam się po prostu należą twoje pieniądze i już”.

Sytuacja nr 6: "My jesteśmy przyjaciółmi, nam się po prostu należą twoje pieniądze i już”.

Sytuacja nr 7: "Pójdziemy do kina/restauracji/pizzerii itp. Ale ty płacisz!”.

Tych sytuacji mogłabym wymieniać aż po sam milion. Wkurza mnie ta "roszczeniowość", a zarazem śmieszy, za każdem razem, gdy odmawiam i słyszę, jaka to ze mnie zimna s***.

O piekielności ludzi biznesu, zalewających moją skrzynkę - już nie tylko pytaniami, jak rozkręcić taki biznes, ale pełnymi pretensji wywodami, jak to mogę im nie powiedzieć, z którymi dokładnie hurtowniami mam podpisane, gdzie byłam/skąd wzięłam/jak wypełniałam, a już w ogóle to TY MI ZAŁATW WSZYSTKO, BO TY JUŻ MASZ...

I tylko jedno spostrzeżenie chodzi mi po głowie. Nieważne, ile jesteś wart jako osoba, jak cenna byłaby chwila spędzona w twoim towarzystwie i jak bardzo złote nie byłoby twoje serce. W obecnym świecie liczyć się będzie tylko pusty brzdęk pieniądza jako głośne echo próżnych ludzkich pragnień.

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 90 (206)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…