Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
poczekalnia

#83884

~Mojahistoria ·
| było | Do ulubionych
Witam wszystkich bardzo serdecznie.
Chcę nagłośnić pewną sytuację, która miała miejsce w mojej rodzinie podczas kolędy duszpasterskiej. Otóż pochodzę z rodziny wielodzietnej, moja mama wychowywała nas sama. Po dwudziestu latach małżeństwa zabrakło jej sił do walki z akloholizmem ojca, który pił codziennie a po alkoholu stawał się bardzo agresywny i kończyło się to wielkimi awanturami oraz rękoczynami. Nic w tym dziwnego że bezradana i zmęczona takim życiem kobieta odchodzi wraz z dziećmi. Nie była to dla nas łatwa decyzja ponieważ tak naprawdę musieliśmy zacząć nowe życie nie mając żadnej pomocy oraz jakichkolwiek funduszy na start. Każdy kto na własnej skórze doznał choć w minimalnym stopniu przemocy ze strony ojca wie o czym piszę. Życie każdego z nas zaczęło się od nowa...obce miasto, nowe mieszkanie, nowa szkoła i całkowicie inne otoczenie. Mama cudem znalazła maleńkie mieszkanie i pracę i właściciela tego mieszkania. Proszę wyobrazić sobie co musiała przejść mama aby zapewnić swoim dzieciom spokojny, pełen miłości i dobra dom, ile trudu włożyła w starania by niczego nam nie brakowało. Mama mimo tego że pracowała i była jedynym żywicielem naszej dużej rodziny chciała w jakimś stopniu pomagać innym ludziom, dziękując w ten sposób Bogu, że daje jej siłę i zdrowie by mogła zmierzyć się ze wszystkimi trudnościami życia.
Zaczęła nieodpłatnie pomagać starszym, kalekim ludziom w podstawowych obowiązkach domowych i nie tylko, ponieważ niektórzy potrzebowali pomocy przy jedzeniu czy kąpieli. Tak mijały lata, każde z dzieci zaczęło zakładać własne rodziny, w tym czasie mama opiekowała się starszą, niepełnosprawną kobietą, której również pomagał jej siostrzeniec. Po krótkim czasie okazało się że ów mężczyzna, nie może w dalszym ciąfu pomagać swojej cioci ponieważ stan zdrowia jego mamy się pogorszył i również stała się osobą całkowicie niepełnosprawną. Oczywiste dla mamy było to, że kobieta na wózku inwalidzkim potrzebuje stałej opieki i syn który jest kawalerem nie podoła sam wszystkim obowiązkom, więc w miarę możliwości starała się im obojgu pomóc. Jeździła do nich dwa razy w tygodniu, trwało to ok. dwóch lat. Znajomość mojej mamy przerodziła się w przyjaźń, ku zadowoleniu wszystkich dzieci znajomość zakończyła się w Urzędzie Stanu Cywilnego.
I tu chcę przejść do sedna sprawy....w ostatnich dniach pojawił się u nich ksiądz z wizytą duszpasterską. Od samego początku ,,atakował,, mamę nawiązując do natychmiastowej wyprowadzki od obecnego już wtedy męża. Zaznaczał też że podczas wizyty księdza powinna zdjąć obrączkę. Wizyta trwała ok. 30 minut i przez cały ten czas ksiądz nie pozwalał dojść mamie do słowa umoralniając ją i krytykując. Śmieszne i zarazem przykrew tej sytuacji jest to że ten sam ksiądz pojawiał się za życia starszej pani w każdy pierwszy piątek miesiąca z komunią (oczywiście dobrze wiemy że starsi ludzie nie wypuszczą księdza z domu bez koperty). W tym czasie ksiądz ani razu nie zwrócił mamie uwagi na zaistniałą sytuację. Wręcz przeciwnie był jej bardzo wdzięczny za okazane serce i powtarzał że pomimo złych doświadczeń i tego że gdy ona sama potrzebowała pomocy nikt nie wyciągną pomocnej dłoni to ona pomaga tylu starszym ludziom godnie żyć.
Sytuacja uległa diametralnej zmianie po śmierci kobiety, ksiądz podczas niedzielnej mszy otwarcie mówił o mamie i jej życiu w grzechu. Ostatnia wizyta księdza sprawiła, że mama ze szczęśliwej kobiety, która na starość wreszcie zaznała prawdziwej i szczerej miłości, stała się osobą smutną i obwiniającą się za obecny stan
rzeczy. Mama bardzo przeżywa wizytę księdza i jego słowa. Może życie jakie prowadzi obecnie nie jest zgodne z przykazaniami kościoła ale czy to że jej w życiu nie wyszło oznacza że nie może być szczęśliwa?
Co wy o tym wszystkim myślicie? Czy możemy gdzieś zgłosić nieodpowiednie zachowanie księdza??

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 77 (127)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…