Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#83972

(PW) ·
| Do ulubionych
O piekielnym współpracowniku.

Słowem wstępu: w mojej pracy ja i koleżanki mamy zmiany po 9h, często jesteśmy same przez 6h, a na 'dniówkach' przez 8-9h. Na naszym stanowisku pracy oficjalnie nie wolno nam jeść ani mieć butelki wody.

Mamy notoryczny problem z przerwami. Przysługują nam dwie po 20 minut. Przez pierwszych kilka miesięcy, dopóki nie zaczęłyśmy się buntować, normą było, że pewien kierownik trzymał nas po 5h bez przerwy. Dopiero we wrześniu dyrektor zrobił z tym porządek. Ba! Jak nic się nie dzieje, to dostajemy przerwy co godzinę.

Przeważnie przychodzi nas zastąpić ktoś z jednego z dwóch innych działów. Wystarczy, że zadzwonimy do kierownika lub któregoś z pracowników technicznych. No, chyba że pracuje ON: Wielce Wielmożny Pan (W).

Sytuacja z wczoraj.

Godzina 9. Dzwonię do W.:
- Cześć, tu Rakieta, jesteś w stanie przyjść do mnie na 20 minut?
- NIE!

Dzwonię więc do kierowniczki, której jakoś mimo sporego ruchu udało się wysłać kogoś z sali.

W części socjalnej zobaczyłam W., rozwalonego na kanapie przed tv*.

Później, ze względu na ogrom papierologii, chciałam przerwę dopiero około 13:30. Tym razem zadzwoniłam od razu do kierowniczki, niestety nie mogła mi nikogo wysłać i kazała dzwonić do W.

Dialog wywiązał się taki (po tym, jak wcześniej na mnie warknął, przestałam się bawić w uprzejmości):
- W., kierowniczka kazała ci mnie zastąpić.
- Kierowniczka może sobie kazać, ja mam swoją robotę, zajęty jestem!

Zadzwoniłam ponownie do kierowniczki. Powiedziała, że z nim pogada.

Przylazł łaskawie, a kiedy ja wróciłam ze swojej przerwy, pan wielce zarobiony rozmawiał jeszcze przez 10 minut z ochroniarzem o telewizorach.

Szefowa mojego działu, która przyszła na kolejną zmianę, kazała mi iść prosto do dyrektora. Ten 'kolegę' wezwał na dywanik.

Lubię swoją pracę i uważam, że wykonuję ją dobrze, ale czasem nie dziwię się, że mamy taką dużą rotację, albo że niektórzy pracują, jak pracują - czyli mają wywalone, skoro mój dział jest tak traktowany.

Bo przecież głupia recepcjonistka nic nie robi i nie zasługuje na zjedzenie kanapki inaczej niż pod biurkiem, żeby przypadkiem kierownik nie widział.

Dobrze, że chociaż jest toaleta i ochroniarz, który może 'popilnować' recepcji, kiedy idziemy się załatwić.

*Nie wołam nigdy o przerwę 'na już'. Wiem też, że koledzy i koleżanki z jego działu mają swoje zadania czy przerwy właśnie, wtedy przychodzą później, ale bez fochów.

W. podobno jak chce kawę, to wręcz każe barowi ją sobie przygotować - tak słyszałam.

Praca

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 65 (99)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…