Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#84135

(PW) ·
| Do ulubionych
Od pewnego czasu pracuję jako motornicza tramwaju, od tego samego czasu coraz bardziej wątpię w inteligencję naszego gatunku, a instynkt samozachowawczy wśród ludzi powoli staje się dla mnie niesprawdzoną teorią.

Po pierwsze, chciałabym uświadomić Was, że masa takiego tramwaju z dwoma wagonikami na pusto to ponad 30 ton i nie działa to tak, że cięższy = łatwiej się zatrzymuje, tylko właśnie odwrotnie. Jego droga hamowania z 50 km/h jest prawie 5 razy dłuższa niż samochodu osobowego.

Tak więc nie jestem w stanie pojąć tego zjawiska, jakim jest kompletne ignorowanie tramwaju przez ludzi. Może za mało jeździłam w życiu autem, ale sytuacje niebezpieczne i wyskakujący mi przed maskę, to były sytuacje sporadyczne, raz na kilka tygodni lub w jakichś bardziej obleganych miejscach, ale tu osoba przebiegająca mi przed czołem wagonu to standard, norma i jeśli nie zdarzy się to od kilku do kilkunastu (!) razy dziennie, to zapiszę to w pamiętniczku.

Jakieś 75% przypadków wbiegania przed tramwaj to osoby w podeszłym wieku, którym nagle wydaje się, że dostały skrzydeł. Oprócz tego przerażają mnie też takie manewry w wykonaniu rodziców z dziećmi. Szkoda mi tych dzieci, wychowywanych bez troski o ich życie.

Tylko dzięki stałej ostrożności i czujności motorniczego ludzie nie giną. Im wydaje się, że po prostu zdążyli, bo jak taka maszyna może lecieć, a prawda jest taka, że gdyby nie ostrożność i przede wszystkim przewidywanie zachowań oraz awaryjne hamowanie, to w przeciągu kilku sekund zostałby po nich dosłownie spalony placek.
Oczywiście każde hamowanie awaryjne wiąże się z pretensjami pasażerów, bo motorniczowie szarpią, bo ja się nie trzymała, a on gwałtowanie zahamował i ja się przewróciła...

Parę dni temu pan samochodem osobowym postanowił - pomimo mojego ostrzegawczego dzwonienia przy zbliżaniu się do kolizyjnego skrzyżowania - olać mnie zupełnie i skręcić w lewo prosto pod mój tramwaj. Mimo stosunkowo niskiej prędkości (niecałe 30 na godzinę przy dopuszczalnych 50, przed tym skrzyżowaniem zawsze uważam) i hamowania awaryjnego, pan dostał solidnego strzała w tylne drzwi. Gdyby pan wyjechał sekundę później, nie wyszedłby z auta o własnych siłach.

Pan nie przyjął do wiadomości tłumaczenia Nadzoru Ruchu, że absolutnie nie miał pierwszeństwa przed tramwajem. Pan otwarcie powiedział, że nie spojrzał w lusterko, bo przecież auto przed nim pojechało, więc on też może (!).
Pan nie przyjął do wiadomości również tłumaczeń policji, która została wezwana, ponieważ miesiąc wcześniej stracił dowód rejestracyjny za kolizję. Tak więc po polskich drogach wciąż porusza się ten i wielu innych cymbałów bez znajomości przepisów ruchu.
Najbardziej rozbroiło mnie, kiedy gość w całej otoczce uznania go winnym kolizji zwrócił się do mnie: "a to pani to co, nie hamowała?!"

I jeszcze notoryczne pretensje ludzi, którzy w momencie mojego ruszania z przystanku przebiegają mi przed czołem wagonu na czerwonym świetle i mają wielkie pretensje, że nie otworzyłam im w nagrodę drzwi. Zdarzali mi się też tacy, co na pożegnanie kopali w tramwaj.

Poważnie, niektórzy ludzie albo powinni zacząć myśleć, albo przestać wychodzić z domu.

tramwaje/MPK

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 239 (247)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…