Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#84525

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w policji. Jakiś czas temu przyszło mi zamienić uroki patrolowania ulicy na papierki. Mimo to zdarza mi się jeszcze jechać na interwencję czy kolizję.

Dziś chcę napisać dwie historie o zupełnie niesamodzielnych dorosłych ludziach, czyli efektach nadopiekuńczości. Z założenia, zgodnie z naszym prawem, w sprawach karnych osoba od 15. roku życia może być przesłuchana bez rodzica, natomiast od 17. roku życia odpowiada jak dorosły. Tak że zawsze wychodzę z założenia, że osoba, która ukończyła 18 lat, jest przygotowana do samodzielnego życia, radzi sobie w kontaktach z różnymi urzędami, potrafi napisać najprostsze podanie itd.

Część druga:

Kasia. Kasia ma 26 lat, dziecko i zerowe pojęcie o odpowiedzialności. Kasia mieszkała z ojcem (matka zmarła parę lat temu). Między nimi nie ma najlepszych relacji, Kasia zarzuca ojcu, że się jej czepia, natomiast ojciec, jedyny żywiciel rodziny, który pracuje od rana do nocy jako przedstawiciel handlowy, narzeka, że Kasia nic nie robi w domu, nie sprząta, nie gotuje, nie pierze, nie pracuje, tylko internet, koledzy i imprezki.

Kasia dziecko ma z Krzyśkiem. Jak byli razem, to on miał się nad nią znęcać, wyzywać i bić. Czemu nie odeszła? Bo mama zabroniła, powiedziała, że on dobry chłopak i ma z nim być. No i Kasia z Krzyśkiem była. Fakt, wyzywał ją, gdy ta wracała do domu o 3 nad ranem, podwieziona przez "kolegę" i bił ją, znaczy odpychał, gdy ta go uderzała po ciele, bo nie chciał słuchać jej tłumaczeń, ale to on był zły i tyle.

Co z dzieckiem, zapytacie? Dziecko ma dziś około 3 lat i jest już na stałe u swojego ojca. Gdy Kasia chciała poimprezować, to bez żadnej informacji podrzucała dziecko do Krzyśka, nie patrząc, czy jedzie on do pracy i czy ma się nim kto zająć. Gdy Krzyśka nie zastała, to była wielka pretensja, że nie chce on się zobaczyć z dzieckiem, mimo że nie był to wyznaczony przez sąd termin. Gdy Krzysiek odwoził dziecko Kaśce, to zaraz była awantura, ona zarzucała mu, że nie chce dziecka, on, że ona jest nieodpowiedzialna. Kasia wówczas wzywała policję, opowiadając, jak to on ją uderzył, wyzywał i wyrywał dziecko. Świadków jakichkolwiek brak, słowo na słowo, zawsze mówiliśmy, że może przyjść, złożyć zawiadomienie o znieważeniu czy naruszeniu nietykalności cielesnej.

W końcu po jednym takim podrzuceniu dziecka przez tydzień Kasia nie znalazła czasu, aby po dziecko pojechać ani ustalić jakiś termin odebrania go, gdyż albo ciągle pijana, albo musiała odespać, albo jest gdzieś w Polsce i czemu on jej przeszkadza, przecież też jej się należy odpocząć. Krzysiek się wkurzył, złożył do sądu sprawę o przyznanie jemu opieki nad dzieckiem, o czym ją poinformował. Kasia wtedy do nas zadzwoniła i chciała zawiadomić o porwaniu rodzicielskim.

Minęło około pół roku, przez ten czas zero interwencji, zapomnieliśmy o Kasi i jej problemach. Nagle Kasia staje w drzwiach. Bo ona chciałaby złożyć te skargi, o których my jej mówiliśmy. Czemu akurat teraz? Bo jej się przypomniało, akurat miał ją kto do nas przywieźć, bo tak to ona biedna, autobusu nie ma... no i za tydzień jest sprawa w sądzie o alimenty, a Krzysiek niedobry, to chce złożyć. Po przedstawieniu jej całej procedury sprawy w trybie prywatnoskargowym, w tym poinformowaniu, że sprawa w sądzie ruszy dopiero po uiszczeniu opłaty, Kasia zrezygnowała.

Z Kasią było mi dane rozmawiać jakieś dwa miesiące później, gdy wezwała policję, bo ojciec "znalazł se jakąś babe" i ta się chce rządzić w domu. Ojciec przyznał, że chce sobie ułożyć życie, pani jest z drugiego końca kraju, ale ma do tego prawo. Kobieta wzięła się za mieszkanie, wysprzątała pokoje (oprócz pokoju Kasi, bo ta sobie nie życzyła ruszania jej rzeczy przez tę ku..., a w pokoju porozwalane zabawki dziecka po podłodze, przykryte kurzem, bo przez kilka miesięcy od kiedy dziecka nie ma, Kasia nie znalazła czasu, aby to pozbierać), poprała, poprasowała, teraz dba o dom, gotuje obiady, dokłada się ze swoich pieniędzy w jego utrzymanie. Pomiędzy kobietami dochodziło do nieporozumień. Kasia nie mogła zrozumieć, jakim prawem obca baba rządzi się w jej domu, a druga strona nie mogła zdzierżyć, że młoda dziewczyna nic w tym domu nie robi.

W trakcie rozmowy z Kasią padło pytanie, czemu nic w domu nie robi, na co odpowiedziała, że jej się nie chce i jest zmęczona, bo zazwyczaj wraca około 3-4 do domu z imprezy. Ponadto twierdziła, że nie pracuje, bo dziecko było. Na wiadomość, że dziecka nie ma u niej już kilka dobrych miesięcy, ta wzruszyła ramionami i stwierdziła, że będzie musiała czegoś poszukać. Ale we wsi to roboty nie ma, a do miasta dojechać daleko, autobusów nie ma, znaczy są, ale rzadko. Samochód na podwórku stoi, ale trzeba go podreperować i zatankować, Kasia swoich pieniędzy nie ma, a z ojcem się kłóci. Na stwierdzenie, że cała jej wieś i wszystkie okoliczne są w takim samym położeniu i ludzie sobie jakoś radzą, że zawsze można się z kimś dogadać na dojazdy albo podejść czy podjechać rowerem te 2,5 km do głównej trasy krajowej, gdzie autobusy często jeżdżą, Kasia stwierdziła, że latem za gorąco, a zimą za zimno, a jesienią i wiosną to pada. Ale solennie zapewniła, że CV ma zamiar pisać.

Po jakimś miesiącu znów rozmawialiśmy. CV nie ma, bo koleżanka miała jej napisać, a nie napisała, ona sama nie umie. W internecie wzoru znaleźć nie może, bo nie ma programu do pisania, więc CV nie ma i nie będzie.

Po którejś awanturze Kasia zebrała się i wyprowadziła. Gdzieś podobno mieszka kątem u znajomych. Miała załapać pracę, wynająć jakiś pokój. Jej koleżanka załatwiła jej pracę na kasie w supermarkecie. Kasia wytrzymała... 7 godzin, po czym stwierdziła, że robota dla niej za ciężka i za mało płacą.

I tylko Krzysiek czasem do nas dzwoni i pyta, co ma zrobić, gdy na ustalone widzenia Kasia nie przyjeżdża, a potem wydzwania do niego pijana, że on jej ogranicza kontakt z dzieckiem i poda go do sądu...

policja

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 272 (280)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…