Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
O tym, jak pozbyłam się "najlepszej przyjaciółki" z mojego życia.

Z Piekielną znamy się od wielu lat. To była osoba, której mogłam powiedzieć wszystko, ona mi, ogólnie mianowałyśmy się bliskimi przyjaciółkami.
Mam też tendencję do poronień samoistnych (przed 12 tygodniem ciąży serce zarodka przestaje pracować, przyczyna i ewentualne leczenie są nieistotne dla historii).
Tyle tytułem wstępu.

Jakoś tydzień temu dowiedziałam się o kolejnym niepowodzeniu. Cóż, zdarza się, nie zawsze jest kolorowo. Powiedziałam o tym Piekielnej (jako jednej z bardzo niewielu osób, poza nią wiedziała tylko moja mama i teściowa) i choć mam bardzo racjonalne podejście do tematu to prawie udało jej się mnie zranić. Usłyszałam, że:
- skoro mam już jedno dziecko to następne jest mi niepotrzebne,
- moja ciąża była tematem numer 1 a jej potrzeby schodziły na dalszy plan (godzina jej opowieści vs moja dwuminutowa wzmianka na temat wizyty u lekarza, poprzedzona jej pytaniem...)
- mój lekarz jest głupi, bo nie wie od razu, dlaczego tak się dzieje i robi różne badania pod tym kątem,
- w ogóle to na 100% moja wina, ja o siebie na pewno nie dbam
I mój osobisty hit
- pewnie chciałam tej straty, bo nie płaczę mówiąc o tym i nie wyglądam na załamaną.

Trzeba było nic nie mówić. Mea culpa. Piekielność oceńcie sami.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 229 (269)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…