Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#84574

(PW) ·
| Do ulubionych
Dostałem zaszczytne zadanie bycia świadkiem i kierowcą u pana młodego na ślubie.
Ślub miał miejsce w centrum miasta, gdzie o miejsca parkingowe ciężko. Parking kościelny jest wykorzystywany przez każdego. Jednak w dniu ślubu miał być on tylko dla młodych i gości. Trzy dni wcześniej została wywieszona kartka z napisem, że w dniu takim a takim parking będzie nieczynny z powodu ślubu. Nie dało się jej przeoczyć.

W dniu ślubu przyjechałem z rana pomóc w ostatnich dekoracjach kościoła. Parking całkowicie pusty. Super, o to chodziło. Pomogłem w kościele, pojechałem się przebrać i jazda po młodych. Z różnych powodów, nieważnych dla historii, do kościoła na Mszę dotarliśmy praktycznie na ostatnią chwilę. Już wszyscy goście byli, parking zastawiony (a nie jest zbyt duży). No trudno, nie dało się postawić tak, żeby kogoś nie zastawić. Ale czasu nie ma, a że nasze auto jednak uprzywilejowane, to postawiłem się po prostu na środku. Po Mszy i tak wszyscy będą gratulować młodym, a ja zdążę w tym czasie przestawić samochód tak, by nikomu nie zawadzał. Ale też bądźmy szczerzy, nikt z gości nie robiłby awantury, że samochód państwa młodych zastawia mu auto.

Już po Mszy, wychodzimy z kościoła, ludzie klaszczą, dzieci sypią kwiaty, młodzi się cieszą. Ja jeszcze dobrze nie zdążyłem wyjść, podbiega do mnie jakaś kobieta i się zaczyna:

Kobieta - No zabierz w końcu ten samochód, ile mam tu czekać?!
Ja - Chwila, już zabieram.

Byłem zaskoczony, bo kurde stoję przy młodych, ludzie krzyczą, wiwatują itd, nikomu nie przyszło do głowy wsiadać do samochodów. Ale patrzę na kobietę (dresy, papieros, siatki przy samochodzie, a nich bodajże piwo). No raczej gościem weselnym to ona nie była.
Idę do samochodu, wyjmuję kluczyk, a ona za mną i wydziera się:

K - Ile ja mam tu czekać, nie można się gdzie indziej postawić, tylko samochód mi zastawiasz?
J - To samochód młodej pary, nie widzi pani, że ślub jest?
K - Mam to w dupie, nie zastawiaj mnie!

To ostatnie już wykrzyczała tak, że spora część ludzi zaczęła na nas patrzeć. A mi zależało na tym, żeby wszyscy skupili się na nowożeńcach, a tym bardziej, by oni nie skupili się na tej babie.

Wsiadam do samochodu, odpalam silnik, jeszcze nie zamknąłem drzwi, a ta podchodzi, łapie za nie i dalej:

K - Nie widać było, że samochód stoi? Co, że jak masz taką furę to możesz stawać na środku? Parking jest dla wszystkich!
J - K*rwa mać, jest kartka wywieszona, że parking zamknięty, bo ślub, ślepa babo (poniosło mnie, bo już się wkurzyłem na nią). Trzeba było zaparkować gdzie indziej. Wypie***laj.

Zamknąłem drzwi, w ostatniej chwili zabrała palce. Cofnąłem samochód, co nie było łatwe, bo wszędzie byli ludzie. Ta poszła do swojego auta, popakowała (dopiero) siatki i wsiadła. Prawie staranowała jakieś babcie/ciotki i wyjechała, oczywiście pokazując środkowy palec. Ja szybko postawiłem samochód na jej miejsce i dołączyłem do młodych, którzy niestety już wiedzieli, co się rozegrało i na chwilę ich cudowny nastrój prysł.

Potem jedna ciotka mówiła mi, że jak wyszła w czasie Mszy na zewnątrz, bo jej duszno było, tamta już krążyła po parkingu (próbowała nawet przepchnąć samochód). Tylko zobaczyła ciotkę, podbiegła do niej i zaczęła:

K - Zabierzcie ten samochód! Zastawiona jestem!
Ciotka - Ja nie mogę, nie mam kluczyka, kierowca świadkiem jest...
K - To go wołaj!
C - Ale to by go trzeba od ołtarza wołać... Nie może pani troszkę poczekać?
K - Piwo mi się zagrzeje! (autentyczny tekst!!!) - pokazuje ciotce siatki. - Wołaj go!

Dalej ciotka próbowała ją przekonać, ale grochem o mur, w końcu zrezygnowana wróciła do kościoła, a tamta czekała, aż wyjdziemy.

ślub

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 269 (295)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…