Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#84705

(PW) ·
| Do ulubionych
Mąż miał dzisiaj załatwić coś w Energetyce. Postanowił zabrać ze sobą naszego dwuletniego syna. Po godzinie zadzwonił do mnie, że nic nie załatwił, bo utknął pod kościołem.

Otóż pod kościołem zauważył leżącego na ziemi człowieka. Człowiek ubrany był jakby na dworze było 5°, a nie 55. Obok niego leżały kule. Mąż próbował nawiązać z nim kontakt, ale był on "lekko" utrudniony. Jesteśmy realistami, ale nigdy nie można wykluczyć, że półprzytomny człowiek, od którego czuć alkohol, nie jest cukrzykiem, prawda? No i w tej wierze mój mąż zadzwonił na 112. Tu spotkała go pierwsza piekielność, bo przełączano go kilka razy. W końcu był pewny, że rozmawia z naszym miastem i użył potocznej nazwy tego kościoła. Tu dostał reprymendę, że przecież dzwoni z dużego miasta i tu jest kilka kościołów. Owszem, ale na podanej przez niego ulicy aż jeden.

Kiedy już się w końcu dogadał z dyspozytorką i po 15 minutach przyjechała karetka, oberwało mu się po raz drugi. Ratownik ledwo wysiadł z karetki i zaczął na niego krzyczeć: "Po cholerę pan wzywał karetkę, jak to jest bezdomny pan Sylwester?!". Jako że mój mąż nie lubi takich sytuacji, a i riposty ma czasowe i często celne, odparował: "A wie pan, nudziło mi się, więc postanowiłem postać sobie kwadrans w upale z dzieckiem na rękach, a wam przerwać picie kawki". Ratownik lekko spokorniał, ale i tak niesmak pozostał...

I cóż teraz? Mieć sumienie, być szlachetnym i reagować na "bezdomnych panów Sylwestrów", czy mieć w poważaniu i czytać w porannej gazecie, że zginął mężczyzna, bo nikt się nie zainteresował, hurr durr, znieczulica, źli ludzie?

I żeby nie było - ja wiem, że tacy stali bywalcy SOR-u są dla ratowników i lekarzy utrapieniem, ale czy ja mam obowiązek wiedzieć, że ten człowiek to bezdomny żul, który w tym miesiącu był na IP już 5 razy i za każdym razem odmawiał leczenia?

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 102 (116)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…