Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#84721

(PW) ·
| Do ulubionych
Będzie trochę długo, ale aż mnie skręca od tego, jak można być takim bucem.

Od zawsze byłam uczona szacunku do innych, nie ważne czy to jakiś dyrektor, nauczyciel czy woźna. Jednak najwyraźniej nie wszyscy mają takie poczucie.

Trochę wstępu. Mój mąż nie jest Polakiem, więc dość słabo mówi po polsku. Co za tym idzie, gdy jestem gdzieś razem z nim i dziećmi to wszyscy rozmawiamy po angielsku, nikomu to nie przeszkadza i każdy każdego rozumie. Z racji, że dzieci już mają wakacje, postanowiliśmy popłynąć w rejs wycieczkowcem. Mam z tych wakacji kilka historii z rodakami w roli głównej.

1. Mieliśmy taki zwyczaj, że codziennie oprócz typowych atrakcji na takim statku, szliśmy do baru. Żeby nie było, że jestem jakąś matką alkoholiczką, czy coś, to nie był bar w którym są same alkohole, a raczej knajpa z samymi napojami, też takimi dla dzieci. Spędzaliśmy tam jakiś czas, więc siłą rzeczy trochę zapoznaliśmy się z obsługą. A przynajmniej na tyle, żeby wymienić jakieś grzeczności, gdy się mijaliśmy.

No właśnie. Na jakiejś wyspie, na której akurat statek cumował, wracając na pokład, minęliśmy grupkę ludzi z obsługi z tego baru, więc jakiś miły uśmiech, przywitaliśmy się, zapytali, jak nam się podoba. Ot, zwykła uprzejmość. Akurat wtedy mijało nas kilkoro Polaków. Jak tylko nas zobaczyli, pojawiły się teksty typu "O zobacz! Ze służbą się spoufalają!", "Ciekawe o czym mogą z brudasami gadać?" i więcej tego typu. Zrobiło mi się jakoś tak przykro w środku, bo ci ludzie naprawdę ciężko pracują na takim statku i według mnie nie zasługują na to, żeby ktoś tak o nich mówił, nawet jeśli tego nie zrozumieją.

2. Było też więcej sytuacji. Zamawiali jedzenie w restauracji z kartami. Były tam dwa typy restauracji: z kartami i bufetem, można sobie na każdy posiłek iść gdzie się chce, nie ma obowiązku iść do jednej czy drugiej, jednak jeśli się chce iść na kolację do tej z kartami, to trzeba iść o określonej godzinie, ze względu na ilość pasażerów są dwie tury. Akurat byliśmy w tej samej turze i mieliśmy stolik obok. Ulubionym zajęciem tej grupy było zamawianie jakiś potraw, a gdy kelner je przyniósł to mówienie, że się przecież chciało coś innego. Tłumaczenie łamaną angielszczyzną i wplatanie do tego zwrotów typu "No widzisz głupku nawet prostego menu nie rozumiesz" po polsku.

3. Na basenie trzeba było sobie wypożyczyć ręcznik, głownie po to, żeby nie wynosić ręczników z pokoju i oznaczyć zajmowany leżak. Co logiczne, po skończeniu należało je wrzucić do specjalnego kosza. Co robili tamci? Między innymi wrzucali ręczniki do basenu, bo to przecież takie śmieszne, jak toś będzie je próbował wyłowić.

4. Do knajpy jest zakaz wchodzenia w samym kostiumie, oznaczone słownie i na obrazkach. Ale oczywiście Polaków to nie dotyczy. Parę razy widziałam wąsatego Janusza w samych mokrych slipach przebierającego kotlety.

5. Ostania historia. W lodziarni mieli tyle smaków, że ciężko było się zdecydować, ale pomocna obsługa często dawała na takiej małej łopatce trochę wybranego smaku na spróbowanie. Gdy tamci to zauważyli, to nie mogli się oderwać od lady i oczywiście teksy typu "Co tam mało?", "Żal wam więcej?".

Nie chcę tutaj obrażać całego naszego narodu, ale czy cały czas w wielu osobach musi być tyle buractwa? Czy nie można odnosić się do innych z chociaż odrobiną kultury?

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 195 (215)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…