Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#84763

(PW) ·
| Do ulubionych
Miał być komentarz do historii (i dyskusji pod nią) o wychowywaniu dzieci - dawać klapsy czy nie? - ale wyszło za długie, więc niech będzie historia.

Tytułem wstępu - nie jestem zwolenniczką kar cielesnych, ale to nie oznacza, że nie wychowuję swojego dziecka i na wszystko mu pozwalam. Raczej staram się, aby kara była adekwatna do przewinienia, a raczej aby była nie tyle karą, co konsekwencją (niewłaściwego) zachowania dziecka. Tak było i w tej historii.

Młoda, wówczas bardzo młoda (przedział wiekowy 4-5 lat, dokładnie już nie pamiętam), "zbiesiła się" i nie chciała posprzątać bałaganu po swojej zabawie. Upomniana raz i drugi nic sobie z tego nie robiła, więc uprzedziłam, że owszem, ja posprzątam, ale zabawek posprzątanych przeze mnie długo nie zobaczy. Nadal bez reakcji, więc, aby uświadomić jej, że nie żartuję, wzięłam jedną z jej ulubionych zabawek i odłożyłam wysoko na szafę, informując jednocześnie, że za chwilę wyląduje tam cała reszta nieposprzątanych zabawek. Wyszłam na chwilę z pokoju, a po powrocie zastałam widok jak z kreskówki...

Kojarzycie taki śmieszny widoczek, kiedy bohater kreskówki stoi na piramidce różnych sprzętów, sięgając (najczęściej bezskutecznie) po coś, co znajduje się bardzo wysoko? Piramidka chwieje się, wygina na wszystkie strony, a bohater najczęściej ląduje efektownie na ziemi z różnymi komicznymi efektami. Otóż mnie wcale nie było do śmiechu, kiedy zastałam Młodą na piramidce krzesło-stołek-stołeczek-cośtam, z bardzo zaciętą miną, wspinającą się na palce i usiłującą sięgnąć tę nieszczęsną zabawkę z szafy.

Skoro już jesteśmy w temacie kreskówek, to prędkości i refleksu mógłby mi w tym momencie pozazdrościć sam Struś Pędziwiatr - w momencie byłam przy niej i zgarnęłam ją z tej piramidki (a w sumie to chyba złapałam, bo mam wrażenie, że ona już spadała), usiadłam z nią w ramionach byle gdzie, przełożyłam przez kolano i wlepiłam dwa-trzy solidne klapsy. Młoda w ryk, bo pierwszy (i ostatni) raz dostała klapsa, z oburzeniem krzyczy: "to boli!!!". No cóż, ja byłam tylko w stanie ją poinformować, że złamana ręka czy noga boli bardziej...

Nie, nie uważam że postąpiłam właściwie. Te klapsy to był wyraz mojej bezradności i strachu, ja po prostu w ten sposób odreagowałam mocno stresującą sytuację (uwierzcie mi, widok dziecka będącego sekundy od potłuczenia/połamania się to "niezapomniane" przeżycie), ale, wracając czasem pamięcią do tej sytuacji, nadal nie wiem, co właściwie miałabym zrobić, jak zareagować po ściągnięciu jej z tej piramidki...

dom

Skomentuj (45) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 137 (203)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…