Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#84789

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Sporo tu jest o piekielnych pracodawcach, to trzeba dla równowagi o piekielnym pracowniku.

Korpo w wielkim mieście, potrzebny nowy człowiek do zespołu, bo roboty za dużo. Zatrudniliśmy Sebę, dobrze zapowiadał się, chociaż jak się później okazało miał tendencje do przyrastania telefonu do ręki. Ale nie to było największym problemem.

Seba przepracował parę miesięcy, aż pewnego dnia wysłał mi SMS-a, że jest chory i będzie na zwolnieniu do końca tygodnia. Zwolnienia nie widziałem, bo to już była epoka zwolnień elektronicznych, a kadry i płace prowadzi dla nas zewnętrzna firma, więc zwolnienia trafiają do nich, co oczywiście generuje opóźnienia w obiegu informacji.

Początek następnego tygodnia, SMS, że nadal jest chory i kolejne zwolnienie lekarskie. W tym czasie reszta zespołu trzaskała nadgodziny, bo roboty było bardzo dużo.

Kolejny tydzień, kolejny SMS. Kolejne zwolnienie. Zaczynam się zastanawiać na co się tak strasznie rozchorował. Aż przychodzi koniec tygodnia i do korpo wpada facet, przedstawia się jako ojciec Seby. Przyjechał aby dać mu pieniądze na fryzjera, bo rano obiecał, ale zapomniał.

Ja do niego, że przecież Seba od trzech tygodni na zwolnieniu lekarskim. Facet robi wielkie oczy, bo Seba był trzy tygodnie temu lekko przeziębiony, ale dawno wyzdrowiał, codziennie chodzi do pracy i wraca wieczorem bardzo zmęczony. Telefon do kadr i płac — żadne zwolnienie lekarskie nie przyszło. Ojciec Seby wrócił do domu z dysonansem poznawczym, a my zostaliśmy z wielkim wk*.*, ponieważ zamiast siedzieć po godzinach, można było już od dawna szukać kogoś na jego miejsce.

korpo

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 224 (236)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…