Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#84815

(PW) ·
| Do ulubionych
Wrzuciłam kiedyś historię o "podstępnym przejęciu mieszkania po dziadkach" (https://piekielni.pl/83443).

Niektórym chyba nadal się wydaje, że mogą korzystać z tego lokalu, kiedy i jak im się żywnie podoba. No ale do meritum…

Mieszkam w mieście bardzo pożądanym w okresie tzw. wakacyjno-urlopowym. Bo i do morza blisko, i do lasu, i pełno atrakcji takich, siakich i owakich. Nieraz odpierałam ataki pt. "Jola chciałaby przyjechać do ciebie w odwiedziny, koniecznie w sierpniu", "Czy przyjęłabyś Piotrusia na miesiąc? Bo ja pracuję...", "Bo my tylko byśmy u ciebie spali, nawet byś nas nie zauważyła!”.

Kuzynkę Jolę widziałam ponoć, jak miałam pięć lat, na pogrzebie wuja. Nie pamiętam nawet z twarzy, zdjęcia nie zachowały się żadne w archiwum rodziców. Krewna dla mnie typu piąta woda po kisielu, nasze matki są kuzynkami.

Piotruś to wnuk brata mojego ojca, dziecko całkiem sympatyczne, ale mimo to wciskać komuś syna pod opiekę, "bo się pracuje", to buractwo jak dla mnie. Jak na tekst kuzynki, że ona pracuje i nie ma co zrobić w Piotrusiem przez miesiąc, odpowiedziałam, że ja też na d... nie siedzę, tylko chodzę do pracy, bo kredyt na mieszkanie sam się nie spłaci - coż, nastąpiła obraza majestatu. Może i dosadnie, ale kiedyś "wkręciła" w opiekę nad Piotrusiem naszą ciotkę, siostrę mojego ojca. Mały miał posiedzieć u cioci dwa tygodnie, kiblował półtora miesiąca.

Ci niewidzialni od spania to najwięksi syfiarze, balangowicze i zwolennicy wychowania "no stress" w całej rodzinie. Są jak szarańcza. Trzy pokolenia, z tego, co wiem, obecnie czwarte w drodze, bo piętnaście lat to dobry moment na powiększenie rodziny (taka tradycja u nich swoją drogą). Jak się władują, to wypłoszy ich dopiero widmo głodu albo zniszczone mienie gospodarzy, za które ci odważą się upomnieć.

No i jest jeszcze typ cichociemny... Słyszałam o nim, ale osobiście miałam okazję poznać dopiero w ostatnią środę.
Siedzę więc sobie spokojnie, rozkoszuję się początkiem długiego weekendu, bo na piątek wzięłam urlop, a tu nagle dzwonek. Z zasady nie otwieram, nawet często do drzwi nie podchodzę, bo jak ktoś ma wpaść, to się zapowie telefonicznie, kuriera się nie spodziewałam, z podatkiem za ogródek pani w tym roku chodziła, więc zwisa mi to, kto tam stoi.

Ale dzwonek dzwoni, raz za razem. Ki czort?! Podeszłam cicho do drzwi, na szczęście drzwi wewnętrzne miałam tylko domknięte, więc otworzyły się cicho. Patrzę przez wizjer. Patrzę i nie wierzę.

Stoi tam mój kuzyn Gabriel, bratanek mojej mamy. Za nim tłoczą się jeszcze ze trzy osoby, jedna dorosła, dwie mniejsze + jakieś walizki. WTF?! Nikogo nie zapraszałam, nikt do mnie nie dzwonił.

Kuzyn normalnie mieszka około dwieście kilometrów stąd, więc albo ktoś go zaprosił, a ostatecznie wystawił, albo przyjechał na gorąco, szukać jeleni po nadmorskiej gałęzi rodziny.

Szybkie przymknięcie drzwi, na palcach do pokoju, gdzie zostawiłam telefon i kontakt z mamą. Spytana, czy dzwonił może do niej Gabriel, mama potwierdziła. Gabriel zadzwonił z trasy, że jedzie do naszego miasta i że on się z chęcią u cioci zatrzyma, bo słyszał, że tam ładne tereny są, jeziorko blisko! Mama nałgała mu, że znajomi przyjechali, więc niestety, no przykro, taaak, bardzo…

Gabriel więc stwierdził najwyraźniej, że przyjedzie do mnie. A że nie ma mojego telefonu, a na fejsie odrzuciłam jego zaproszenie, bo nie przepadam za nim, skontaktować się nie miał jak. I myślał pacan, że go wpuszczę do mieszkania.

Postali, podzwonili i poszli. Potem dowiedziałam się od rodzeństwa, że do nich obojga pisał na Messengerze, czy mogliby go przygarnąć na długi weekend. Brat go olał, siostra odpisała, że nie ma mowy. Z tego, co wiem, z rodziny nie przyjął go nikt, poszli spać do hostelu, a w piątek chyba wrócili do domu, bo się żalił jednej kuzynce, a ta pisała o tym z moją siostrą.

Czemu nikt nie chciał ich przyjąć? Pomijając nawet kwestię wpadania do kogoś bez zapowiedzi?

Gabriel to wersja light tych niewidzialnych od spania. Zostawią po sobie syf, nie wiem, kto gorszy, on czy jego niunia, wyjedzą z lodówki, co będzie, nie poczują się w obowiązku np. pójść choćby do Biedry po najprostsze zakupy, tylko będą żerować na gospodarzu. Najlepiej udostępnij im całe mieszkanie i idź spać na balkon. Albo jeszcze lepiej do piwnicy.

Dziecko nr 1, córka jego niuni, to całkiem fajna dziewczynka, spokojna i dobrze ułożona, może zawdzięcza to temu, że na co dzień mieszka z ojcem, jednak czasem niunia zabiera ją do siebie, bo ojciec wyjeżdża w delegacje.

Dziecko nr 2, potomek już Gabriela i niuni, to dzieciak z piekła rodem, rozwydrzony, niszczycielski, zdolny do wszystkiego. Od jakiegoś czasu na ich pytania, czy mogą wpaść w odwiedziny, nadmorska gałąź rodziny broni się rękami i nogami. Nie tylko my (w sensie moi rodzice, rodzeństwo i ja), ale także inni krewni bliżsi i dalsi tu zamieszkali.

Może i jestem ZŁA. Trudno. Moje mieszkanie, moje prawo.

wakacje urlopy...

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 276 (288)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…