Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#84827

(PW) ·
| Do ulubionych
Porcja piekielności z pracy.

Pewien czas temu zamieniłem kurierski busik na zielone wdzianko pracownika powszechnie występującej "Biedronki". Zmiana nie najgorsza, na początek normalna umowa o pracę i pieniądze lepsze. Żyć, nie umierać, prawda? Niestety, nie wziąłem pod uwagę jednego - chronicznego niedoboru pracowników.

Moim miejscem pracy jest niewielki jak na standardy sieci sklep, umiejscowiony w samym centrum miasta. Ruch dość spory, normalnym wydawałoby się więc zatrudnienie "dodatkowej" ilości pracowników.

I sklep chce zatrudnić. Dostępne są trzy etaty, mają pojawić się kolejne dwa do końca wakacji. Ale kto chciałby iść do pracy za marne 2000 na rękę?

Jasne, podstawa jest niższa, a 2000 dostanie się, jeśli w ciągu miesiąca nie pójdzie się na chorobowe (premia uznaniowa) - ale to i tak moim zdaniem niezła płaca za pracę niewymagającą specjalnych kwalifikacji. A mimo to od siedmiu miesięcy pracowników brak. I jakoś to się toczy od dwunastogodzinnej zmiany do kolejnej.

Edit: Po przeczytaniu komentarzy chciałbym dodać jedno słowo. Liczba godzin w kwartale jak najbardziej się zgadza (dlatego, ostatecznie, pół czerwca mam wolne). Jednak oznacza to też, że przez pozostałe dwa miesiące pracownik praktycznie nie ma życia.

biedronka

Skomentuj (41) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 73 (109)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…