Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#84884

~Morbius ·
| Do ulubionych
Ponieważ będą 2 wyznania to tytułem wstępu: jestem diagnostą laboratoryjnym i zasłużonym honorowym krwiodawcą. Teraz historie właściwe:

Historia nr 1:
Niedziela kilka minut po 9. Oddziały szpitalne znoszą do laboratorium próbki badań. Oprócz mnie na jest tylko jeszcze jedna koleżanka, więc pracy co nie miara. Na okienku wisi informacja, że na dyżurach nie pobieramy krwi, a ewentualne badania ambulatoryjne wykonujemy w dostarczonym materiale. OK ktoś dzwoni dzwonkiem do okienka, ale żeby 1x nie - przycisk naciśnięty chyba z 6x. Z uwagi na to, że niosłem 2 statywy próbek wołam "zaraz przyjdę". OK idę do okienka: stoi ONA MADKA POLKA - na oko 27 wiosen, typowa Karyna (zawsze myślałem, że ich istnienie to tylko taka miejska legenda) i na dzień dobry drze japę (J - ja, M - madka):
-M wreszcie! myslałam, że nie wiadomo ile będę czekać
-J przepraszam niosłem próbki z oddziałów. W czym mogę pomóc?
-M badania bym chciała zrobić dziecku bo chore.
-J jakie?
-M jak to jakie z krwi.
-J przykro mi ale dziś nie pobieramy materiału do badań
-M Ale jak to? To co ona ma zrobić? Weź mi pan nie pier**ol. Ona płaci i wymaga. Ja tu zaraz zrobię porządek, ja to zaraz zgłoszę a pana wywalą z tej pracy - i poszła.
Tak wrzeszczała że nawet nie dała mi do słowa dojść, że może się udać na opiekę nocną i świąteczna, gdzie nie dość, że uzyskałaby poradę lekarską, to jeszcze dali by skierowanie na badania i pobrali krew dziecku.
Czy umiejętność czytania ze zrozumieniem i odrobina uprzejmości zanika w narodzie?

Historia nr 2
Po skończonym nocny dyżurze w sobotę rano przypomniało mi się, że miałem załatwić receptę na ketonal. A że wspomnianą wcześniej opiekę nocną i świąteczną mam po drodze do szatni to wpadam z rozpędu pod gabinet. Akurat kolega lekarz wychodził z WC i pyta mnie się czy coś potrzebuję. Mówię mu co. No to chodź - wypiszę. Niestety słyszała to staruszka spod znaku mohera, której pielęgniarka akurat mierzyła ciśnienie (teraz sobie myślę, że pewnie nagle jej nieźle musiało skoczyć w górę). Bo już wrzaski, że ona była pierwsza, że ona jest chora, a tu taki gówniarz (OK 33 lata mam na karku więc mi się humor z automatu poprawia przy tym określeniu) po znajomości wchodzi bez kolejki. Mnie troszku zamurowało, do tego zmęczenie po nocy robiło swoje, na szczęście kolega od razu: Pan mgr jest zasłużonym krwiodawcą, z oddanymi wieloma litrami krwi i ustawowo się mu należy przyjęcie poza kolejnością. Pani musi chwilkę zaczekać. Wziąłem receptę, wrzaski staruszki słychać było nawet na parkingu obok. Chyba aż taka umierająca nie była :)

słuzba_zdrowia madka moher

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 170 (204)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…