Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#84887

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam psa po przejściach, który ludzi uwielbia, za to z innymi psami miała zazwyczaj problem. 4 lata zajęło mi opanowanie jej i nauka olewania innych psiaków.

Zawsze chodzę z nią na smyczy, spuszczam na polach lub w innych miejscach. Natomiast jak na horyzoncie pojawia się człowiek lub pies to od razu ją zapinam. Niestety na moim osiedlu większość ludzi ma "nieagresywne, kochane pimpki" które latają bez smyczy. Jeden z tych pimpkuch bardzo nie lubi mojego psa. Niejednokrotnie wyskakiwał z pyskiem do niej. Za każdym razem opierdzielałam właściciela i ostrzegałam, że skończy się to tragedią.

I tak parę dni temu spaceruje, na horyzoncie widzę pana z pimpkiem i krzyczę, żeby zapiął psa (ten jego pimpek goni za nami więc nawet jeśli bym się wycofała to by pobiegł). A ten facet mi tylko odkrzyknął, że jego pies jest już grzeczny bo mu nagadał. No nie był grzeczny. Podleciał z pianą na pysku, ja próbowałam zakryć moją sukę przed nim, ale i jej cierpliwość się skończyła i chciała się bronić. Tylko w tej szamotaninie ugryzła mnie w nogę. Polała się krew, ja upadłam i zaczęłam krzyczeć, bo bolało jak cholera, a co zrobił pan? Zapiął psa na smycz i uciekł.

I teraz tak leże z nogą jak bania, 5 szwami i z psem obok, który od tej sytuacji znowu ma problemu z innymi psami, więc moje 4 lata pracy poszły w piz*u i się zastanawiam kto jest bardziej piekielny. Czy pan który przecenił pimpkowość swojego psa i zostawił płaczącą, krwawiącą dziewczynę na trawniku, czy straż miejska, która poleciła mi wyśledzić gdzie facet mieszka, bo oni nie tropią psów, czy policja, która stwierdziła, że nic nie może zrobić, bo to mój pies mnie ugryzł.

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 133 (161)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…