Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#84889

(PW) ·
| Do ulubionych
Kilka dni temu byłam na grillu z dwiema koleżankami. Wrocław, wały nad Odrą, miejsce w którym grillować można.

Pogoda od rana "taka sobie", ale my jesteśmy twarde zawodniczki, więc zaryzykowałyśmy i rozstawiłyśmy się z grillem, oprócz nas była tylko jedna para gdzieś tam kilkadziesiąt metrów dalej. Siedzimy, grillujemy, rozmawiamy.

Zauważamy, że zbliża się do nas zygzakiem z piwem w ręku jakiś (M)ężczyzna, niczym się nie wyróżniający. M. podchodzi na kilka metrów, kuca przy nas i zagaduje po angielsku, wyraźnie chce się dosiąść. Żadna z nas nie lubi zagadujących, więc go ignorujemy i dalej ze sobą rozmawiamy. On nie ustępuje i co chwilę coś wtrąca, od czasu do czasu śmieje się pod nosem, wciąż jednak jest ignorowany.

Nagle M. zaczyna taką oto litanię (nie cytując dokładnie, ale jakoś tak to szło): "racism is the biggest problem in Poland, you know, you know, you went to UE in 2004, so early, you are not open-minded, Stalin, Lenin, Chruszczow, communism, racism is a problem you know in Poland, East Germany is better than Poland because they are not racist".

OK, wciąż go ignorujemy, mimo, że robi się to coraz trudniejsze. Zerkam na niego i faktycznie ma trochę ciemniejszą karnację, rysy twarzy może trochę arabskie, ale nic bardzo rzucającego się w oczy. M. wstaje z kucek i nagle siada zaraz obok koleżanki na jej karimacie. Na to my, że nie, ma sobie pójść, zejść z tej karimaty i iść gdzie indziej. Dialog (rozmowa odbywała się po angielsku, ale przytoczę jej tłumaczenie):

My: Proszę zejść z karimaty i pójść sobie.
On: Nie, nie zejdę, dlaczego mam schodzić?
My: Bo nam przeszkadzasz!
On: To wy mi przeszkadzacie! Ja tutaj często przychodzę i to jest moje miejsce! Jesteście rasistkami!
My: To nie ma nic wspólnego z rasizmem, po prostu nie lubimy obcych ludzi, którzy nas zaczepiają, nie mamy ochoty z tobą rozmawiać, idź sobie.
On: Nigdzie nie pójdę, to moje miejsce, wy zajęłyście moje miejsce więc ja tu będę siedział (i siedzi zadowolony).

Tutaj już mnie szlag jasny trafił, wstałam, przez moment przemknęło mi, że zaraz mu zasunę, ale tylko rzuciłam do dziewczyn: "Dobra, to skoro jego miejsce to go tu zostawmy!". Zebrałyśmy rzeczy, przeniosłyśmy się 50 m dalej, ignorując jego gadaninę o rasistkach, a ja stwierdziłam, że jak pójdzie za nami to dzwonię na policję/straż miejską, że nam się naprzykrza. Po chwili wstał i poszedł.

No jak długo żyję to nikt mnie nigdy od rasistek nie wyzwał, bo każdego naprzykrzającego się pijusa ignoruję. To moja najlepsza taktyka na namolnych - w końcu się nudzą i sobie idą, bo z doświadczenia wiem, że ciężko takim jest zrozumieć "proszę odejść, bo nie mam ochoty rozmawiać" - zresztą uważam, że nie muszę się nikomu tłumaczyć, dlaczego nie podejmuję rozmowy z jakimkolwiek obcym człowiekiem. A dotychczas taktyka ignorowania działała znakomicie.

Zastanawia mnie tylko, co innego mogłyśmy zrobić w takiej sytuacji?

wrocław grill

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 95 (105)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…