Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#84900

(PW) ·
| Do ulubionych
Uczę matematyki na jednej z wrocławskich uczelni. Jednym z elementów wpływających na ocenę są zadania rozwiązywane przy tablicy przez studentów, wysyłane im z kilkudniowym wyprzedzeniem. Nikogo na siłę nie wyciągam, to dorośli ludzie i to ich decyzja czy chcą te punkty zdobyć czy nie.

Pozwalam rozwiązywać zadania z zeszytem w ręku, ponieważ wiem, jaki efekt psychologiczny wywołuje bliskość tablicy u większości populacji ;) wymagam jedynie, aby studenci byli w stanie odpowiedzieć na pytania typu "a skąd się wzięła ta liczba"? czy "a z jakiej własności tutaj pan(i) skorzystał(a)?".

Nawet jeśli zadania pomagał zrobić im ktoś trzeci to dla mnie nieistotne, jeżeli tylko są w stanie udowodnić mi, że ROZUMIEJĄ co i po co obliczyli, a przy okazji reszta grupy będzie mogła śledzić, co i po co zostało obliczone. Moje motywacje zresztą wyjaśniam grupom na pierwszych zajęciach.
Logiczne?

Za to za cholerę nie widzę logiki w tym, że w zeszłym semestrze jedno dziewczę za każdym razem obrażało się na mnie za to, że po tym jak ona pracowicie przepisze wszystko z zeszytu, śmiem jej zadawać pytania i moje nieprzystojne zachowanie zasługuje na pogardliwy uśmieszek i odpowiedź: "przecież tak to się liczy". Z miną ewidentnie wskazującą na "ale się baba czepia".

wrocław uczelnia matematyka tablica

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 142 (162)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…