Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#84901

(PW) ·
| Do ulubionych
Pod przychodnią, w której pracuję okociła się kotka. Taka "miejscowa", zasiedziana, ma własny domek, kilka razy dziennie przychodzi zajmować się nią starsza pani, tzw. Kocia Ciocia. Kotka miała zostać wysterylizowana, już mieli po nią z odpowiedniej fundacji przyjechać, ale futrzasta zdążyła się postarać. No trudno, odchowa i wtedy sprawę się załatwi.

W międzyczasie po maluchy zaczęli zgłaszać się pracownicy przychodni. Trzy poszły, pozostały dwa, ale Kocia Ciocia z kandydatkami na właścicielki ustaliły, że należy dogadać się i zabrać je tego samego dnia, żeby jeden nie został nagle sam (przyzwyczajony do brykania z rodzeństwem). Termin został ustalony na poniedziałek (wczoraj), w jednym z przyszłych kocich domów musiał skończyć się remont.

Tymczasem w czwartek alarm, maluchy zniknęły. Kocica szaleje, Kocia Ciocia kilkakrotnie zeszła całą okolicę, szukała, gdzie mogła, kociaków nie ma. Piątek - to samo.

W sobotę rano przyszła szukać po raz kolejny plus nakarmić kocicę, nie zdążyła dojść do kociej budki i widziała wszystko z daleka.

Dwóch nastolatków przyniosło maluchy pod kurtkami, z rozmachem rzucili w krzaki i uciekli.

Staruszka przeciw takim draniom nic nie zdziała, a i zajęła się ratowaniem kotów. Zdziczałe, zagłodzone niemal na śmierć, przedtem kochane i wesołe, teraz warczały i biły się o jedzenie, nie wiedziała, jak ma je karmić.

Całość zakończyła się happy endem, kociaki uratowane, choć nie wiadomo, co by było, gdyby Kocia Ciocia np. zdążyła już pójść.

Ci dwaj widziani byli tylko z daleka, sprawa zgłoszona, będzie sprawdzany miejski monitoring.

Zagadka na koniec - teraz, kiedy to piszę - zgadnijcie, kto mruczy na moich kolanach? Najedzony po czubki kosmatych uszu.

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 106 (138)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…