Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#84904

(PW) ·
| Do ulubionych
Pisałam sobie właśnie komentarz, do historii o natrętnym facecie, marudzącym o rasizmie, kiedy przypomniała mi się poniższa sytuacja.

Wrocław jest dość dużym miastem, jak na polskie standardy całkiem zróżnicowanym kulturowo (w moim bliskim sąsiedztwie mieszka dwóch Murzynów, kilku gości wyglądających z arabska, kilku Azjatów prowadzi knajpę po drugiej stronie podwórka, to wszystko na przestrzeni jakichś 700 m2, o Ukraińcach nawet nie mówiąc, bo ich we Wrocławiu widać i słychać na każdym kroku).


Nie wiem z czego to wynika, może to mój wielki tyłek :), ale jeśli już zdarza się, że ktoś próbuje mnie podrywać, to w 7 na 10 przypadków jest to właśnie obcokrajowiec, i to zazwyczaj ciemnoskóry. Ignorowanie to dobra metoda, ale jak mnie ktoś zaczepia na ulicy, to zwykle jednak zatrzymuję się, bo rodzice mnie nauczyli, że się pomaga ludziom, zaczynam ignorować, kiedy zorientuję się, że to kolejny co szuka miłości... Kilku było natrętnych, zwykle w miejscu osadza ich wzmianka o mężu i dziecku (teraz już dwójce), ale jeden to mnie kiedyś serio przestraszył, i właśnie o nim, po tym przydługim wstępie, będzie opowiastka.

Z przystanków pod Galerią Dominikańską do mojego domu jest trochę ponad 700 m, zwykle ta trasa zajmuje mi niecałe 10 minut, ale tego wieczora przeszłam ją chyba w 4... Od samej galerii szedł za mną facet, jak mu się bliżej przyjrzałam, to chyba hindus. Niemal na wprost mojego bloku jest hostel, więc myślałam, że może tam zmierza. Ponieważ było już bardzo późno, postanowiłam jednak delikatnie sprawdzić, tak dla własnego spokoju, czy jednak nie lezie za mną. Po serii dziwnych manewrów miałam pewność, że facet ewidentnie idzie za mną, więc jeszcze bardziej przyspieszyłam, i ponieważ mój złomiasty telefon oczywiście się rozładował, to w duchu modliłam się, żeby mój mąż zostawił otwarte okno, żeby w razie co usłyszał moje wołanie.

Na ulicy pusto, mimo, że to lato, ale środek tygodnia, ja w spódnicy do kostek biegam średnio, więc już się szykowałam, żeby ją łapać w ręce i zwyczajnie wiać, bo gość już coraz bliżej. Błogosławione moje bałaganiarstwo, bo nagle w bocznej kieszeni dawno nie używanej torby wymacałam gaz, więc poczułam się odrobinę pewniej (zawsze to te kilka dodatkowych sekund na start, zanim gość się ogarnie i zacznie gonić, a może i całkiem zrezygnuje...).

Kiedy więc wreszcie doszedł do mnie na odległość, z której postanowił się w końcu odezwać, nie uciekłam od razu (tak mnie kiedyś uczyli-zachowuj się normalnie, i zrywaj się do biegu, kiedy druga strona się tego najmniej spodziewa), tylko wysłuchałam (utrzymując odpowiedni dystans), co tam miał do powiedzenia. A kiedy okazało się, że to zwykły student, któremu się zebrało na podryw, to zrugałam go tak, że dobre kilka minut mnie przepraszał. "Bo on nie pomyślał, że ja się go mogę przestraszyć"! No debil! Grubo po północy, cicho wszędzie, głucho wszędzie, idzie samotna babka, a on zamiast zagadać od razu, kiedy staliśmy razem na przejściu dla pieszych, to lezie za mną prawie pod sam dom, zachowuje się jakby mnie śledził, i to w co najmniej niejednoznacznych zamiarach, bo co chwilę rozglądał się na boki (próbował zapamiętać drogę, bo był w mieście dopiero kilka dni...), przyspiesza równo ze mną, więc pewnie jak zacznę biec, to on też.


Tak mnie przestraszył, że jak już się wszystko wyjaśniło, naprzepraszał się za trzech, spławiłam go i ruszyłam do domu, to jak opowiadałam mężowi co mnie spotkało, to z nerwów i ulgi bez przerwy się śmiałam.

Tak więc, drodzy Panowie: jeśli chcecie zgadać na ulicy do dziewczyny, to pomyślcie jak to zrobić, żeby jej przy tym nie wystraszyć na śmierć. Ja tylko tego gościa objechałam z góry na dół, ale moja dobra znajoma, kiedy w podobny sposób próbował zaczepić ją jej obecny mąż, była tak przestraszona, że zanim dokończył zdanie, leżał na ziemi ze złamaną ręką, bo akurat niosła coś ciężkiego i uderzyła odruchowo w wyciągniętą do niej w geście powitania rękę.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 134 (158)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…