Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#84908

~lalal12 ·
| Do ulubionych
Historia o konfrontacji młodej pacjentki z „ochroną” zdrowia. Będzie długo.

NIEDZIELA.

Nagle słabe samopoczucie, wysokie ciśnienie i tętno. Nie pierwszy epizod, zatem czas się zbadać.

PONIEDZIAŁEK.

Od rana wizyta w przychodni. Lekarz zbiera wywiad, mierzy ciśnienie - podwyższone, zatem wysyła od razu na EKG i badania krwi. Pani pielęgniarka próbuje pobrać krew, nie udaje jej się, próbuje 3 razy – udało się! Wracam do lekarza, dostaję skierowanie do szpitala na badania. Nic konkretnego nie usłyszałam, a na moje pytanie, czy aby na pewno to EKG jest okej, bo ten fragment wygląda jak blok prawej odnogi, mówi, że jest to błąd zapisu.

Przyjeżdżam do szpitala, zmęczona, głodna. Nie przyjmą, bo na skierowaniu nie ma pieczątki poradni. Czad. Telefon do przychodni z prośbą o wystawienie nowego skierowania, angażuję chłopaka o przywiezienie mi go do szpitala. Okej, przyjeżdża, mogą mnie zbadać. Przyjęła mnie pani doktor, każe się rozebrać, w tym czasie wchodzi student, ani me ani be i zaczyna mnie dotykać … ekhm … badać. Moja tolerancja zaczyna powoli spadać. Babeczka zbiera wywiad i rozpisuje mi badania. Idę do poczekalni i czekam.

1 pielęgniarz na izbie i 4 pielęgniarki. EKG oczywiście robi mi pielęgniarz, bo przecież młoda dziewczyna, niech popatrzy. Wenflon założony, krew na badania pobrana. Muszę czekać na wyniki, bo bez testu ciążowego nie zrobią mi badań. No ok.

USG brzucha. Wchodzę do gabinetu, zimno jak pierun, zza biurka głos: „Pani się rozbierze, rozepnie spodnie i się położy”. Robię to, leżę, zaczyna mi się robić zimno, więc się ubieram. Lekarz się odwraca: „przecież kazałem odsłonić brzuch”. Odwraca się i dalej patrzy się w komputer. Dobra, nie odsłaniam, bo serio mi zimno. Po 5 minutach odwraca się do mnie i zaczyna się badanie. Jak rodzice nam mówią, że USG nie boli, to ch*ja prawda, bo ten z całą siłą jeździł mi głowicą po żebrach. USG jest ok, idziemy dalej.

Przyszły wyniki, nie jestem w ciąży! Idę na RTG klatki piersiowej. W poczekalni spotykam znajomego klienta. On miał umówione badanie z przychodni, więc musi czekać, bo najpierw pacjenci izbowi wchodzą. Przyszła moja kolej. Oczywiście w środku dwie panie technik i jeden pan technik. Kto szykuje mnie do zdjęcia? Oczywiście młodziutki pan technik, bo przecież młoda dziewczyna, niech sobie chłop popatrzy. No i sobie popatrzył, bo stałam do niego przodem z gołą klatą, ten patrzy mi się w oczy i się pyta, czy nie pójdziemy na kawę. Wcale nie czuję się skrępowana i zażenowana. Odpowiedziałam, że w tych okolicznościach, to trochę słabo. On na to: więc może na herbatkę chociaż…

Do zdjęcia było trzeba usunąć moje włosy z pleców, już wzięłam się za związywanie, ale nie, zrobi to ON – pan technik. Nawet nie zdążyłam nic zrobić ani powiedzieć, a on moje warkocze związał na supeł. Czad.

Zażenowana wychodzę i modlę się, by nie spotkać tego gościa nigdy więcej. Ale tutaj niespodzianka – zabierają mnie na tomografię głowy i kto mnie prowadzi? Pan technik! Tutaj już bez zbędnych komentarzy.

Wracam na izbę. O! Przyszły moje badania krwi z przychodni. Loguję się w elabie i co? Hemoliza – badanie niemożliwe do wykonania. Czyli poranne 3 kłucia w rękę poszły na marne, bo pani pielęgniarka przebiła żyłę i pobierała krew, która się wysączyła poza naczynie.

Konsultacja z kardiologiem. Oczywiście, „ojojoj, młoda dziewczyna, a tak wcześnie problemy z serduchem”. Wywiad zebrany, usg zrobione, przepisane betablokery. Nie położą mnie dzisiaj na oddziale, bo nie ma miejsc, a ja nie umieram. Wstępna diagnoza: napadowe migotanie przedsionków i nadciśnienie. Fajnie jak na 23-letni staż życiowy.

Pani doktor przy wypisie daje mi skierowanie do kliniki elektrokardiologii i poradni kardiologicznej. Następnego dnia mam iść wyznaczyć wizytę, ale dzisiaj już nie zdążę, bo sekretariat zamknięty.

Na Izbie spędziłam 8h. Wracam do domu i o 17 jem pierwszy posiłek. Biorę betabloker i idę spać.

WTOREK.

Rano załatwiłam sprawy urzędowe i wybrałam się do kliniki elektrokardiologii w celu wyznaczenia terminu na hospitalizację, by przeprowadzili badania. Pukam do drzwi, otwiera pani doktor zmęczona życiem. Mówi do mnie, że po co do nich przychodzę, to jest sprawa dla poradni. Mówię, że idę tam, gdzie mnie posyłają. Ona, że rozumie i pójdzie się jeszcze skonsultować z lekarzem dyżurującym. Wraca po chwili i mówi, że lekarz mi wszystko wyjaśni. Dr A. bierze moje skierowanie do poradni i pisze na nim, że na cito mam do zrobienia echo serca, holter ciśnieniowy 24h, holter EKG na 48h i próbę wysiłkową.

Schodzi ze mną do poradni i załatwia mi wizytę na kolejny dzień i mówi, że jutro mi zrobią wszystkie te badania. Szybka kalkulacja czasu – kurde, muszę odwołać kurs, na który się zapisałam, bo akurat wtedy będą musieli mi ściągnąć holter EKG. No trudno, zdrowie najważniejsze. Pani w okienku wyznacza mi wizytę na 10:00. Mam przyjść, wyciągnąć numerek i się zarejestrować. Wracam do kliniki elektrokardiologii odebrać swoje papiery i zapytać, czy odstawić betablokery przed badaniem – ODSTAWIĆ. Okej, wracam do domu, odwołuję kurs, tabletki nie biorę.

ŚRODA.

Przyjeżdżam o 9:45 do poradni. Ludzi tyle, jak na otwarciu Biedronki. Biorę numerek – 25 osób oczekujących. Oho, to czeka mnie długi dzień.
Mija 70 minut stania w kolejce. Wszystkie miejsca siedzące zajęte przez starszych ludzi i krzyczące dzieci. Stoję, serducho mi nawala jak cholera, bo duszno jak nie wiem w tej poczekalni. Mam numerek 86, teraz jest 81.

[Pani z okienka]: Numer 81 do poradni kardiologicznej! Kto ma numer 81?!
[Pan z kolejki]: Kto ma numer 81?!
[Inny pan z kolejki]: NIE DOCZEKAŁ! - hehehe, pośmialiśmy się, taki żarcik sytuacyjny, ale trochę w tym racji.

W końcu mój numerek! Rejestruję się, idę na EKG. Pani pielęgniarka zrobiła mi cudną malinkę na piersi. Na pytanie, czy musi tak mocno zasysać, odpowiada, że tak.

Idę do lekarza, 8 osób przede mną. Mama mówiła: „wchodzisz we wrony, kracz jak one”, zatem razem z paniami 75+ pilnowałyśmy kolejności wchodzenia ludzi do gabinetu. Mówię Wam, emocje jak na grzybobraniu, ale panie się cieszyły. W międzyczasie wychyla się jakiś doktor i krzyczy na korytarz:

[Doktor]: Ktoś jeszcze na echo przezprzełykowe?
[Korytarz]: …
[Doktor]: A może ktoś chce? Hehehe.
Pośmialiśmy się, ze mną na czele.

W końcu moja kolej! Wchodzę, Pan Dr B. pyta, z czym przychodzę, ojojoj, biedna młoda dziewczyna. Mierzy ciśnienie – wysokie.

Rozmowa:
[Ja]: Dr A. z oddziału powiedział, że to bez sensu, żebym kładła się do szpitala, że badania zrobicie mi tutaj.
[Dr B]: Powiem pani szczerze, że panią ku*wa zbyli. Ten dr A. to największy jełop na tamtym oddziale. Ciekawe, czy swoją córkę też tak leczy. Pani ma ewidentnie wszelkie wskazania, by położyć na oddziale, bo trzeba panią porządnie przebadać. Te badania, które on pani zlecił, by poradnia zrobiła, są u nas wykonywane bardzo rzadko. Formalnie pani to zajmie 4 lata, bo mogę pani wystawić jedno badanie na jednej wizycie, a termin wizyt jest raz na rok.
[J]: To co teraz mam zrobić? Wszystkie plany odwołane.
[B]: Daję pani skierowanie do kliniki elektrokardiologii (tam, gdzie chciałam się wyznaczyć wczoraj), zaniosę je sam osobiście, zrobię tam dym, bo jak pani sama tam pójdzie, to panią spławią ku*wa. Chorzy ludzie! Czeka pani teraz na telefon, a leki proszę brać dalej. Jak zadzwonią, to umówi się pani na hospitalizację. Tam pani na pewno zrobią echo przezprzełykowe (i po ch*j ja się z tego śmiałam?). W razie kolejnego napadu trzeba wezwać pogotowie lub udać się od razu na Izbę przyjęć, bo to stan zagrażający życiu.

Podsumowanie.

Żeby się zdiagnozować, przeszłam do teraz:
Przychodnia → Szpital → klinika elektrokardiologii → poradnia → klinika elektrokardiologii.

Wszędzie mówią, że „nie, nie, to nie do nas z tym, musi pani iść tu”, a dodatkowo młodą dziewczynę traktują jak mięso przerobowe. A potem dziwią się pracownicy, że ludzie na SOR przychodzą z byle czym i zajmują tylko miejsce. Spychologia na wysokim poziomie.

Ciąg dalszy nastąpi, bo czekam na telefon z oddziału.

ochrona_zdrowia nfz izba_przyjęć poradnia pacjent

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 108 (160)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…