Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
poczekalnia
Krótka historia o jednej z piekielności podstawówki do której chodziłem.

Pewnego dnia gdy moja matka była w Warszawie pomagając ciotce w urządzniu mieszkania zadzwoniła do niej dyrektorka szkoły przekazując, że niesprowokowany napadłem na kolegę z klasy i połamałem mu palce, i należy jak najszybciej przyjechać bo sytuacja jest bardzo poważna. Matka przerażona pojechała jak najszybciej 100 km z powrotem do domu obawiając się co też ja narobiłem i czy nie będzie poważnych konsekwencji.
Przyjechała i oto co się okazało:
-Nie niesporowkowany, tylko rzeczony dzieciak razem z innymi na przerwie zaczepiali mnie, przezywali, pluli na mnie.
-Nie napadłem, tylko jednemu z nich podstawiłem nogę za to opluwanie i całą resztę
-Nie ja mu palce tak urządziłem, tylko on wyciągnął przed siebie rękę pechowo jak upadł
-I palce nie połamane tylko wybite
-I nie wszystkie tylko 2 u jednej ręki
Po czym usłyszała że "to przecież niemal to samo co jej mówiono"

Ot uroki dawnej polskiej oświaty.

szkoła

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 50 (92)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…