Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#85071

(PW) ·
| Do ulubionych
Ostatnia sobota w pracy. Lato, centrum miasta, piękna pogoda, restauracja z urokliwym tarasem (tzn moje miejsce kelnerowania). W tak piękny dzień różne pomysły przychodzą ludziom do głowy...

1. Starsza pani z dorosłym synem na obiedzie, doprawdy urocza para, babunia słodka jak miód. Po jedzeniu sprzątnęłam talerze i pytam czy smakowało. Staruszka:

- Nie! Ani trochę - dodam, że talerz wylizany na połysk - w karcie było napisane, że ryba będzie panierowana, a nie była!

Podaję więc kartę i razem z panią przeglądamy menu:

- Proszę spojrzeć, zamówiła pani łososia, nie ma mowy w karcie o panierce. Panierowany jest sandacz.

- Aha...

Wyraziłam ubolewanie, że pani była zawiedziona, zapytałam czy coś jeszcze podać, powstrzymałam się przezornie od grzecznej porady, aby menu czytać dokładnie. Pani urażonym tonem poprosiła o rachunek. Gdy go przeanalizowała, krzyknęła zdumiona:

- Nie wierzę! Pani naprawdę doliczyła tego łososia do rachunku?! Przecież mówiłam, że mi NIE SMAKOWAŁO!

Syn zaczął palić się ze wstydu, pośpiesznie wręczył mi pieniądze za rachunek i dosłownie wyszarpał krzyczącą nadal matulę z krzesła, prosząc, aby nie robiła wstydu. Pomstowanie uroczej staruszki na nasze złodziejstwo słychać było jeszcze dobrych kilka minut.

2. Sytuacja powtarzająca się średnio co pół godziny. Ja rozumiem, ludzie są zmęczeni chodzeniem po mieście, chcą klapnąć, odpocząć. Ale serio? Zwalanie się na krzesło z głośnym jękiem, zdejmowanie butów i wywalanie nóg na krzesła przyciągnięte z sąsiedniego stolika? I nie wiem, co gorsze, wywalanie tych stópek, które po paru godzinach chodzenia w upale wydzielają zapach odbierający apetyt wszystkim na około, czy kładzenie stóp w brudnych butach na krzesła z poduszkami. Nie muszę chyba dodawać, że zwrócenie takiej osobie uwagi na niestosowne zachowanie skutkuje obrazą majestatu, no bo jak to, jakaś tam kelnerzyna będzie zwracać jaśnie państwu uwagę, że nie są u siebie na włościach?

3. Zbieram zamówienie od jednego stolika i kątem oka obserwuję, co się dzieje kilka stolików dalej. Goście wstają, na ich miejsce od razu siadają kolejni, którzy nie są w stanie poczekać pół minuty, aż ktoś z nas podejdzie i posprząta stolik, tylko przestawiają brudne szklanki i popielniczkę z petami na stolik obok. Przy którym siedzą inni goście. W trakcie jedzenia.

4. Pani chce przewinąć niemowlaka. Mamy miejsce, gdzie można to wygodnie zrobić, nie jest to w toalecie, ale przy toalecie i można się tam swobodnie poruszać. Pani jednak to nie odpowiadało, bo uważała to za warunki uwłaczające matce z dzieckiem, bo nie ma tam dość prywatności. Uznała, że lepszym pomysłem jest przebranie dziecka na stole nakrytym obrusem, serwetkami i sztućcami.

5. Na początku zmiany każda kabina w toalecie zostaje wyposażona w 3 rolki papieru. Jedną na uchwycie i dwie kolejne w zapasie na spłuczce. Na ile starcza nam czasu kontrolujemy toalety i uzupełniamy papier, ręczniki papierowe i sprawdzamy czystość. Zdziwiłam się więc, gdy jakieś pół godziny po kontroli starsza pani z oburzeniem stwierdziła, że w toalecie nie ma papieru. Ale cóż, ludzie czasem kradną ten nieszczęsny papier, więc idę dorzucić. Pani za mną. Ale niespodzianka, w obu kabinach nadal jest papier w zapasie na spłuczce, więc z uśmiechem zwracam do pani, że przecież papier jest. Kobitka się zapowietrzyła i spytała oburzona:

- Pani chyba się nie spodziewa, że ja sobie ten papier sama powieszę na uchwycie?

Ależ skąd. Ja pani zawieszę. I podam. I tyłek podetrę.

6. Zostawianie swoich śmieci na stole to jedna sprawa. Wśród nich często znajdują się butelki po napojach. Z jednego stolika sprzątnięto do połowy pełną małą butelkę wody z supermarketu. Standardowo poleciała do śmieci. 2 godziny (!) później przyszła pani, która butelkę zostawiła i poprosiła o zwrot. Zgodnie z prawdą, koleżanka mówi, że butelka wylądowała w śmieciach. Pani wpadła niemal w histerię, bo tam przecież jeszcze była woda, a poza tym to 15 centów kaucji! Sprawiedliwym rozwiązaniem w mniemaniu klientki byłoby podarowanie jej nowej butelki wody, oczywiście pełnej i większej.

7. Kolega mówi:

- Kuuuurła, spierd...lili bez płacenia!

Uciekli mu goście. Na szczęście tylko 2 małe piwka i cola, ale mimo wszystko parę euro w plecy, w dodatku tym bardziej karygodne, że państwo byli z dzieckiem, czyli dają piękny przykład. Godzinę później kolega krzyczy:

- Szybko, wołaj szefa!

Państwo wrócili. Bynajmniej nie, aby zapłacić. Chcieli znowu zamówić piwko. Byli już w takim stanie, że nie pamiętali, że już u nas byli. Na przedstawienie im przez szefa rachunku, którego nie zapłacili, wykłócali się dobrą chwilę, że zapłacili. Zupę, sałatkę i dwie lampki wina. Nie rozumieli, że to nie jest to co u nas konsumowali i mylą nas z innym lokalem. Pani była bardziej ugodowa i skłonna zapłacić, pan za to darł papę, że on jest poważnym biznesmenem i nie da się oszukiwać. Po dłuższej dyskusji szefowi puściły nerwy i poprosił ich o wyjście, bo i policji nie ma co wzywać do 10€. Mało? Państwo odmówili wyjścia i domagali się podania im zamówionego piwa. Dopiero telefon na policję przekonał ich do opuszczenia stolika.

Zupełnie normalna sobota.

gastronomia

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 141 (153)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…