Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#85119

(PW) ·
| Do ulubionych
Ostatnie dwa lata spędziłem w zagranicznym ośrodku naukowym. Przygodę w tamtym miejscu mam już na szczęście za sobą, za to wróciłem z całym naręczem piekielnych historii, które w 99% dotyczą mojego szefa (zwany dalej MPSH - Mój Poj*bany Szef Hindus). Wstawię jedną na próbę, zobaczymy, czy się przyjmą.

Gwoli wyjaśnienia: podejrzewam, że większość piekielności szefa nie wynikała z, powiedzmy, wrodzonego popieprzenia, a raczej ze specyficznej kultury, ponieważ podobne cechy oraz stosunek do pracy wykazywali inni Hindusi, których spotkałem na swojej drodze.

Pierwszą, bodaj najbardziej irytującą mnie piekielnością był totalny brak zaufania do pracownika i wynikające z tego kłamstwa. Co istotne, ten brak zaufania nie zmieniał się z czasem, był tak samo silny na początku mojej pracy, jak i na jej końcu.

Otóż MPSH był święcie przekonany, że jak nie patrzy, to pracownicy nie pracują. Zazwyczaj wiązało się to z ciągłym kontrolowaniem każdego naszego kroku i mikromanagementem, co samo w sobie było irytujące i męczące (bo jak spokojnie planować i wykonywać eksperymenty, jeśli cały czas czuje się oddech szefa na karku?), jednak najzabawniejsze (a czasem i najbardziej irytujące) były kłamstwa.

Specyfika pracy kierownika grupy badawczej wymaga ciągłych wyjazdów, a to na konferencje, a to by udzielić gościnnych wykładów, etc. - ale to oznacza, że nie będzie go w laboratorium, a więc pracownicy nie będą pracować! Wyjście jest jedno: skłamać. Tak więc ilekroć MPSH miało nie być, wymyślał na poczekaniu jakieś kłamstewko. Oczywiście wewnątrz zespołu niemal natychmiast go rozgryźliśmy i stworzyliśmy słownik terminów:

"Wrócę za godzinę." - "Nie będzie mnie do końca dnia."
"Przyjdę po południu." - "Nie będzie mnie cały dzień."
"Wyjeżdżam (np.) w środę" - "Nie będzie mnie też we wtorek."
"Wyjeżdżam na tydzień" - "Tak naprawdę to wyjeżdżam na dwa."

Sprawdzało się to w 99% przypadków. Ciężko powiedzieć, czy te kłamstwa weszły MPSH w krew, czy może cały czas był przekonany, że mu wierzymy. Na pierwszy rzut oka wygląda to mało piekielnie, jednak nigdy wcześniej nie spotkałem się z takim zachowaniem, a wręcz trudno mi było uwierzyć, że tak można się zachowywać. Rzutowało to na mój szacunek do MPSH (bo jak można szanować kogoś, kto zachowuje się jak dziecko).

Szczytem tej formy piekielności MPSH była sytuacja, gdy miałem zaplanowany eksperyment (na piątek), do którego potrzebowałem specyfików, które mógł mi wydać tylko MPSH i tylko tuż przed użyciem, a MPSH wyjechał bez słowa w środę rano i nie było go przez tydzień. Nadmienię, że MPSH był w pełni świadom moich zamiarów, ponieważ eksperyment wymagał z mojej strony długich przygotowań i dogadywania się z wieloma ludźmi jednocześnie. Ale priorytetem było, by pracownik nie wiedział, że MPSH wyjeżdża.

Koniec końców udało mi się uzbierać wystarczającą ilość specyfików z resztek w labie (totalnie olewanie regulaminów to temat na inną historię), ale co się naprzeklinałem, to moje.

zagranica

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 172 (192)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…