Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#85135

~Rike ·
| Do ulubionych
Parę słów o tym, dlaczego na przyjęcie na SOR czeka się godzinami.

Studiuję medycynę, jestem po 2 roku i w związku z tym mam obowiązek zaliczenia tygodniowych praktyk na karetce lub na SORze. Wybrałam drugą opcję. Większość czasu spędziłam na tzw. triagu, czyli "sortowni" pacjentów - stwierdza się, w jak bardzo poważnym są stanie i jak szybko trzeba ich przyjąć. Ci przywożeni karetkami mają zawsze pierwszeństwo przed tymi, którzy przychodzą "z dworu", chyba że jest bardzo poważna sytuacja, typu krew się leje i trzeba szyć na już. Ale do rzeczy.

1. Bezdomni. Nie wiem, jakie są statystyki na SOR-ach, ale u nas w ciągu 5 dni przewinęło się, lekko licząc, 15 bezdomnych w różnym stanie sponiewierania. Wszyscy przywiezieni karetkami, zdecydowana większość pijanych w sztok. Część wymagała szycia, bo rozbili sobie najczęściej głowę, część znaleziono już nieprzytomnych i zadzwoniono po pogotowie. Po fakcie okazywało się, że nic im nie jest. Wiem, że zdarza się, że taki delikwent choruje np. na cukrzycę i naprawdę potrzebuje natychmiastowej pomocy, ale uwierzcie - większość z nich powinna wylądować na izbie wytrzeźwień. O smrodzie nie wspominając.

2. Sprytni, albo ci, którym się wydaje, że tacy są. Częściowo pokrywają się w poprzednią grupą, choć nie zawsze. Chorują przewlekle, najczęściej na serce. Nie idą do lekarza pierwszego kontaktu (najczęściej nie mają ubezpieczenia, a SOR ma obowiązek i przyjąć w zagrożeniu życia nawet, gdy nie są ubezpieczeni), tylko oni sami albo ktoś znajomy wzywa karetkę. Podają kołatanie serca, ból w klatce, zawroty głowy, intensywne pocenie się - generalnie coś, co wygląda na zawał lub coś podobnego. Lądują sobie w szpitalu, gdzie dostają leki... I są wypisywani, bo do hospitalizacji się nie kwalifikują. Wszystko przebił facet, którzy przyjechał z walizeczką (wielkościowo taką, która wchodzi jako bagaż podręczny do samolotu), z okularami przeciwsłonecznymi, bo go lampy rażą, i z kocem, bo mu zimno. Łgał w żywe oczy, że nigdy go karetka nie zabierała, co upadło bardzo szybko, po wpisaniu jego danych do systemu komputerowego. Pielęgniarka zrugała go z góry do dołu, bo okazało się, że zjawia się średnio raz w tygodniu od dwóch miesięcy.

3. "Umierający". Ludzie, którzy przychodzili z ulicy, bo "źle się poczuli/strzyka im coś w barku, a wy macie im pomóc i to natychmiast". Pielęgniarki są na to przygotowane, ulotki z rozpiską nocnej i świątecznej pomocy medycznej. Na początku spokojnie informują, że to nie jest stan zagrożenia zdrowia lub życia, w związku z tym czas oczekiwania wyniesie kilka godzin, a w tych a tych miejscach otrzymają ją szybciej. Najczęściej następuje obraza majestatu, bo jak to, moja boląca kostka to poważne zagrożenie życia, ja mogę zostać kaleką, i jak coś mi się stanie, to was pozwę! Naprawdę, takich delikwentów było kilku dziennie. Po którymś już nawet mi przestało się podnosić ciśnienie.

4. Umierający, ale czekający. Niektórzy tak bardzo wzbraniają się przed wezwaniem karetki, gdy coś im się naprawdę złego dzieje, że trafiają do szpitala, gdy jest bardzo źle. Przykład? Kobieta koło 30, z całym wachlarzem chorób od skrajnej otyłości, przez cukrzycę i nadciśnienie na hemoroidach skończywszy, od tygodnia nie oddawała moczu. Tygodnia! Nie chciała iść do rodzinnego, w końcu mąż wezwał na wizytę domową. Lekarz wezwał pogotowie, ona odmówiła jazdy, więc musieli ją zostawić. Na szczęście dzień później zmiękła i zgodziła się jechać. Losy nieznane. Przez takie uparte czekanie wszystko trwa dłużej, bo pozbierać pacjenta "do kupy" w takim stanie jest o wiele trudniej i dłużej, niż w miarę jeszcze funkcjonującego.

Ludzie, uwierzcie. My naprawdę chcemy wam pomóc. Ale wy też musicie dać sobie pomóc. Wiem, że system ochrony zdrowia mamy niewydolny, że wiele można poprawić. Ale jak nie będziecie mieli choć odrobiny oleju w głowie i chęci współpracy, to nic z tego nie wyjdzie.

słuzba_zdrowia

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 102 (106)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…