Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#85152

~JemSzyszki ·
| Do ulubionych
Na początku dwa fakty o mnie.

1. W zamierzchłych, podstawówkowo-gimnazjalnych czasach, byłam w harcerstwie. Z drużyny odeszłam z kilku powodów, jednym z nich była drużynowa, u której byłam przyboczną (czyli "prawą ręką", chociaż z mniejszymi uprawnieniami). Babsko przejawiało cały szereg piekielnych cech i, patrząc z perspektywy czasu, dziwię się sobie i innym, że tyle tam wytrzymali.

2. Lubię haftować, czasem daję rodzinie i przyjaciołom obrazek tak stworzony jako prezent. Niedawno moja przyjaciółka, którą poznałam w harcerstwie, miała urodziny, dałam jej własnoręcznie wyszyty krzyż harcerski wielkości ok. 15 x 15 cm.

Z miesiąc temu ktoś się dobijał do mnie z nieznanego mi numeru. Dwa pierwsze połączenia zignorowałam, trzecie odebrałam, bo może faktycznie ważne? W słuchawce damski, zachrypnięty głos zaczyna trajkotać, że jaka szkoda, że się tak dawno nie widziałyśmy, ona słyszała, że umiem szyć i czy czegoś bym dla niej nie zrobiła. Po chwili szoku odzyskałam głos.

[J]a: Moment, kto właściwie mówi?
[K]obieta: Jak to, nie poznajesz mnie? Tu twoja druhna Karolina!

A, czyli moja "ukochana" drużynowa. Będzie zabawnie.

[J]: A, to ty. No cześć. Mówiłaś, że czegoś chcesz ode mnie?
[K]: Tak tak, bo Weronika [moja przyjaciółka] mówiła, że jej wyhaftowałaś taki piękny krzyż harcerski. I ona mi dała numer do ciebie. Nie chciałabyś zrobić takiego do harcówki?
[J]: W sumie bym mogła [sentyment mimo wszystko pozostał], jakiej wielkości byś chciała?
[K]: Tak z 50 x 50 cm.
[J]: zamilkłam, powoli analizując, co usłyszałam, będąc przekonaną, że coś jej się pomyliło.
[K]: Aaa, i jeszcze znaczek zucha byś mogła dołożyć, takiej wielkości [tych, co się nie orientują, co to, zapraszam do Googla].
[J]: Ale zdajesz sobie sprawę z tego, że to wiele miesięcy pracy? Koszt też duży: nici to pewnie ponad 100 zł wyjdą, ramy kilkadziesiąt, do tego moja praca, niech nawet będzie 10 zł/h... No, kilka stów będzie na pewno.

Jak możecie się domyślić, rozpętała mi piekło. Że jestem niewdzięczna, jak tak mogę swoją drużynową traktować [ehe, nie jestem w drużynie od lat], mam się odwdzięczyć za lata pracy i cierpliwości wobec mnie. Nie chciało mi się kłócić, więc po prostu się rozłączyłam i zablokowałam numer, a do przyjaciółki napisałam, żeby nie dawała nikomu mojego numeru bez mojej zgody.

Kilka dni później Weronika napisała do mnie z przeprosinami. Mówiła, że numer dała w dobrej wierze, nie sądziła, że tak to wyjdzie. Karolina podobno pluła wściekłością jeszcze przez wiele dni. Zostałam "przyboczną wyklętą", ale jakoś mi nie szkoda.

harcerstwo szycie

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 138 (146)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…