Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#85162

(PW) ·
| Do ulubionych
Losując, natrafiłam na historię o bibliotekarce, która wmawiała autorce, że drugi tom "Fausta" nie istnieje. I przypomniały mi się dwie sytuacje właśnie z bibliotekarkami w roli głównej:

1) Przeczytałam w czasach podstawówki książkę Noel Streatfeild "Zaczarowane baletki". Główne bohaterki w jednym rozdziale grają w przedstawieniu charytatywnym "Błękitny Ptak" wg sztuki Maeterlincka. To, czego dowiedziałam się o tej książce z opisów prób zachęciło mnie do jej przeczytania. W bibliotece publicznej dowiedziałam się, że taka książka nie istnieje, a Maeterlinck jest osobistym wymysłem autorki książki. To nie były czasy internetu, a ja miałam może ze 12 lat, więc uwierzyłam dorosłym, wydawałoby się wykształconym kobietom. Na szczęście nie próbowałam tą "wiedzą" szpanować, a parę lat później wpadłam (wreszcie!) na to, żeby naprostować swoje zdanie przy pomocy encyklopedii. W sumie może wreszcie to przeczytam?

2) W liceum oszalałam na punkcie "Ani z Zielonego Wzgórza", a konkretniej dalszych tomów tejże serii. Ze szkolnej biblioteki wypożyczyłam "Anię na uniwersytecie" i "Wymarzony dom Ani", ale coś mi nie pasowało. Zajrzałam do księgarni, gdzie na półce znalazłam "Anię z Szumiących Topoli", po przekartkowaniu zauważyłam, że ta książka powinna znajdować się pomiędzy tamtymi dwiema (opisuje okres, gdy Ania między studiami, a ślubem, pracuje przez trzy lata jako nauczycielka). Następnego dnia w bibliotece pytam o te książkę i dowiaduję się, że takiej książki nie ma, nie istnieje, nigdy nie została napisana! Wyjmuję z plecaka mój własny egzemplarz pierwszego tomu serii (tylko ten miałam, w końcu lektura szkolna) i pokazuję rozpiskę kolejnych części na tylnej okładce. No jak byk: "Uniwersytet", "Szumiące Topole", "Wymarzony Dom". Nie, taka książka nie istnieje, być może L.M. Montgomery planowała ją napisać, ale nigdy nie napisała i mam przestać zawracać im głowę.
Książkę znalazłam w bibliotece publicznej, ale po namyśle stwierdziłam, że jak są niedoedukowane, to niech takie pozostaną i nie poszłam im udowodnić, że jednak miałam rację.

Tak teraz, z perspektywy...

Serio tak ciężko przyznać się, że czegoś się nie wie, o czymś się nie słyszało? Dlaczego dorośli mają (no, może mieli kiedyś) tendencję do udawania przed dziećmi, że są alfami i omegami, a jak o czymś nie wiedzą, to to nie istnieje i kropka? To były dwie różne biblioteki, w sumie sześć dorosłych kobiet, z których żadna, ŻADNA nawet nie sprawdziła, tylko szły w zaparte.

biblioteki_różne

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 122 (136)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…