Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#85185

(PW) ·
| Do ulubionych
Klient ma zapłacić, bo Fachowiec wie najlepiej - czyli moja dzisiejsza przygoda z panem "projektantem" mebli kuchennych.

Dwa miesiące temu, jak zaczęłam remont, zamówiłam meble kuchenne na wymiar. W środku remontu był jeden pan, aby zrobić orientacyjne pomiary i ustalić z moim panem Fachowcem, gdzie mają być gniazdka, odpływy, wzmocnienia i takie tam różne (nie znam się), a później, jak już kuchnia została zakończona, przyjechał drugi pan, Pan Projektant [PP], aby dokładnie wymierzyć i rozrysować kuchnię.

I zaczęły się schody.

Gniazdka nie w tym miejscu, muszą być trochę w prawo/trochę w lewo, odpływ nie na tej wysokości, gaz nie w tym miejscu, szafek takich to nie robi się od 10 lat, to tu nie wejdzie, a tamto tam się nie zmieści itd. itp.

PP w bardzo lekceważący sposób wypowiadał się o całej firmie i o jej właścicielu (który był na pierwszym, wstępnym pomiarze), co i rusz wspominając, jakim to on nie jest superfachowcem i ile on to projektów nie zrealizował, zęby zjadł na kuchniach, to jego pasja i życie i w ogóle jest Mistrzem nad Mistrzami, a reszta buty mu powinna lizać. Nie jest w żaden sposób związany z firmą, w której zamówiłam usługę, on pracuje zupełnie gdzie indziej, on z dobrego serca wziął kilka zleceń od nich, bo się nie wyrabiają, no ale cóż się dziwić, skoro są taką bez-na-dziej-ną firmą. Mam naprawdę, naprawdę, NAPRAWDĘ ogromne szczęście, że trafiłam na niego, dzięki temu moja kuchnia nie będzie spartaczona, jak inne realizacje tej złej, głupiej firmy.

I tak dalej, w tym tonie, mierzył i rysował, a mnie się ciśnienie podnosiło coraz bardziej. W końcu doszło do tego, że nie ja z nim rozmawiałam, tylko mój pan remontujący, bo mnie się agresor włączał za każdym razem, jak się miałam odezwać. Mój Fachowiec też się po jakimś czasie zaczął jeżyć, bo wprowadzenie wymaganych zmian wiązało się z rozbijaniem już położonych płyt KG, termin zakończenia pracy u mnie się przedłużał, a kolejna fucha czeka, no ale... Ale projektant, ale wie co i dlaczego chce, ale co zrobić, jak trzeba, trudno.

Projektant naniósł wymiary na wstępny projekt, wszystko się zgadzało, domówiłam jeszcze dwie szafki i następnego dnia wpłaciłam na konto firmy dodatkowe pieniądze za dodatkowe szafki.

Przyszedł czas realizacji.

Piątek i sobota to dni, w których miałam mieć już montowane meble.

Wzięłam dzień urlopu i czekam... Siódma, ósma, wpół do dziewiątej, cisza... Dzwonię do firmy - no oni nie wiedzą, miał być montaż rano, oni zaraz się skontaktują z montażystą i dadzą mi znać.

Chwilę później odebrałam telefon od PP, że on nie będzie dzisiaj ani jutro, bo ta głupia firma, w której zamówiłam meble źle obliczyła czas potrzebny na ich dostarczenie z fabryki i skręcenie i transport, on będzie może w poniedziałek. A może we wtorek. No albo w środę.

No i w ogóle, to on musi się ze mną spotkać jeszcze przed montażem, bo drobne zmiany w projekcie zaszły, kosmetyczne takie, jak na przykład nie 9 zamówionych szuflad, tylko 6...

Agresja we mnie narastała z każdą sekundą, a brak 3 szuflad spowodował wybuch. Powiedziałam PP, że każda zmiana projektu powinna być ze mną skonsultowana, a skoro nie została skonsultowana i zaakceptowana przeze mnie, to ja tej kuchni nie przyjmę. Tak po prostu - nie przyjmę. Umówiłam się, że przyjedzie o 16 do mnie pokazać mi projekt i pożegnałam, warcząc w słuchawkę.

Wsiadłam do samochodu i pojechałam do firmy, z którą podpisywałam umowę i której wpłaciłam zaliczkę.

Przemiła, przesympatyczna pani, z którą od początku miałam fajną relację i bardzo dobrze mi się współpracowało, oberwała jako pierwsza.

- Dzień dobry, proszę mi pokazać projekt kuchni, za jaką wpłaciłam zaliczkę.
- To ja pójdę po PP, bo jest tu na hali montażowej i przygotowuje pani meble.

Pobiegła, za chwilę przyszli oboje. Dostałam projekty - pierwotny i po zmianach PP. Kosmetyczne według PP zmiany to:

1) brak szafki z 3 szufladami,
2) brak szafki wiszącej i stojącej, które miały zakańczać kuchnię (domówione i osobno zapłacone),
3) blat, który miał być z 1 płyty, bez łączeń, miał listwę łączeniową,
4) szafka 40 została zastąpiona 30.

Nie zamawiałam tej kuchni, zamawiałam inną, zmian w projekcie ze mną nie skonsultowano i nie zapłacę ani złotówki za to, co mi przedstawiono. Jakim prawem PP wprowadził te zmiany? Jak sobie zaprojektował tę kuchnię, to niech sobie w niej teraz mieszka.

Dodatkowo dzień urlopu wypoczynkowego zmarnowany. Kolejne dwa dni urlopu muszę wziąć.

Szlag by to.

Dużo wykrzykników, nerwów, złości.

Cudowna pani, oaza spokoju i ciepła, zaczęła łagodzić sytuację, coś dorysowała, przerobiła szafki, dodała brakujące szuflady, przyznała rację, że przed wprowadzeniem zmian należy je skonsultować i uzyskać akceptację, przeprosiła mnie 10 razy.

PP zaczął coś bredzić, że on przywiezie te elementy, zacznie montaż i wtedy zobaczymy, co się jeszcze zmieści. Nie zgodziłam się, nic mi nie będzie przywoził, jeśli nie zgadza się to z tym, co zamówiłam. Zmył się na montażownię.

Dwie godziny później telefon od miłej pani.

- Dzień dobry, w poniedziałek inni montażyści przyjadą z elementami zgodnie z projektem. PP uniósł się honorem i zrezygnował z montażu. Jeszcze raz przepraszam za PP, nie wiedziałam, że zmian z panią nie skonsultował.
- Bardzo się cieszę, że tego przemądrzałego pana więcej nie zobaczę, to w jaki sposób się wyrażał o firmie, którą bądź co bądź reprezentuje, jest karygodne.

Rozmawiałyśmy dłuższą chwilę, poinformowałam ją, w jaki sposób PP wypowiadał się o firmie i o jej właścicielu oraz że jako klient byłam zażenowana, słuchając tego szkalowania, nie wiedziałam jak się zachować, więc przemilczałam to zachowanie, ale po "kosmetycznych zmianach projektu" i "profesjonalnym podejściu do klienta”… I że firma powinna się mocno zastanowić, czy nawiązywać z nim współpracę w przyszłości.

Ciekawe, co się okaże w poniedziałek...

uslugi

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 205 (211)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…