Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#85283

(PW) ·
| Do ulubionych
Bardzo długo zastanawiałem się, czy to pisać. Wstrzymałem się na czas strajków i liczę na obiektywną ocenę sytuacji.

Pracowałem przez kilka lat w szkołach specjalnych z dziećmi chorymi umysłowo i/lub fizycznie, o tych pierwszych będzie tu głównie mowa.

Praca z takimi dziećmi zdecydowanie do łatwych nie należy. Słyszeliście pewnie, bądź też nie o sytuacji, gdzie 8-mio latek pobił dwie nauczycielki, było to mówione jakiś czas temu (można poszukać na Googlach). Cóż, w tego typu szkole, jak specjalna takie rzeczy zdarzają się często. Nie raz nie dwa dziecko wpadnie w szał, trzeba je uspokoić i zrobić wszystko, żeby nie skrzywdziło ani siebie, ani innych. Przytoczę jedną z sytuacji.

Dziecko ze schizofrenią (o ile dobrze pamiętam była to schizofrenia,) dostało ataku paniki, wiek 9 lat. Był to dość korpulentny chłopiec, w dodatku bardzo silny, dlatego nauczycielka zawołała mnie do pomocy, gdyż zwyczajnie nie umiała sobie z nim poradzić, a ten robił sobie krzywdę. Ja, jako jedyny mężczyzna w tej szkolne poza woźnym, dałem sobie radę, wziąłem go bezpiecznie lekko przez ramię i mocno trzymając, zaniosłem do kącika z materacami, gdzie rozpoczęliśmy uspokajanie go. Nie mogę tutaj dodać zdjęcia, ale gdzieś jeszcze je mam. Całe plecy przez to dziecko podrapane, tam, gdzie sięgnął. Do krwi.

W większości przypadków są to naprawdę fajne dzieci, z którymi można się mniej lub bardziej dogadać. Wyżej wymieniony chłopiec przeprosił mnie po fakcie. W tym momencie muszę dodać, że zaciskałem zawsze zęby i jakoś wytrzymywałem pogryzienia, podrapania i siniaki, ponieważ zdawałem sobie sprawę, że są to dzieci chore i nie mogą w pełni odpowiadać za swoje czyny. Idąc do szkoły specjalnej wiedziałem, na co się piszę, ale i tak niektóre sytuacje mnie zaskoczyły.

Było u nas w sumie dwoje dzieci, które można by nazwać "ciężkimi przypadkami", mimo że była to szkoła specjalna. Jeden miał bardzo poważny zespół downa i jeszcze jakieś choroby (ogólnie przy zespole downa jest bardzo wiele chorób), chłopak prawie wcale nie kontaktował, ale matka chciała, by przebywał z dziećmi. Głownie siedział, uderzał pięściami w biurko, coś porysował, nie mówił... Drugi za to był bardzo inteligentny. Również miał kilka chorób, nie będę przytaczał. Dziecko ostatecznie skończyło w zakładzie psychiatrycznym. Matka poddała się po tym, jak w napadzie szału próbował... (tego nie napiszę, uznałem, że rodzina mogłaby zostać rozpoznana, a tego nie chcę). Był wielkim kombinatorem. W szkole opowiadał, że matka się nad nim znęca i chce go zabić, w domu opowiadał to samo o nas matce, okradał dzieciaki i bardzo często używał przemocy.

Ale jak już mówiłem, wiedziałem, na co się piszę. Choć może nie spodziewałem się, że będzie aż tak... Mimo to wytrwałem kilka lat. Odszedłem dwa lata temu dla własnego zdrowia psychicznego. Jednak w zwykłej szkole publicznej nauczycielki nie spodziewają się czegoś takiego, a jednak takie dzieci się zdarzają. Dlaczego? Tu cytat dosłowny rodzica: "Bo nie będzie chodził do szkoły dla debili!" Tego typu piekielni rodzice posyłają do szkoły publicznej (i mają do tego prawo) często bardzo chore i powiedzmy sobie szczerze, niebezpieczne dzieci. Niestety także zdarza się, że rodzice celowo nie posyłają dziecka do specjalisty w celu wyrobienia orzeczenia, żeby w szkole nie robili problemów.

To jednak dla takiego nauczyciela tym gorzej, bo z orzeczeniem to by chociaż wiedział, jak ma pracować z danym dzieckiem. Taki nauczyciel w szkole podstawowej ma wykształcenie odpowiadające swojemu kierunkowi. Zazwyczaj nie ma typowych studiów dających uprawnienia do zajmowania się dziećmi chorymi. Większość z nich nie jest np. po oligofrenopedagogice i nie wie jak zajmować się dzieckiem z autyzmem, a żadne kursy nie zastąpią studiów.

Dodatkowo nie wiem, czy wiecie, ale np. autysta nie czuje się dobrze w pomieszczeniu, w którym jest dużo bodźców. Rodzice posiadający dzieci w wieku szkolnym na pewno wiedzą, jak wyglądają sale lekcyjne np. w klasach 1-3... Masa kolorów, obrazków, łańcuszków i innych takich, przez co autysta zwyczajnie się denerwuje. I teraz co, mając 25 dzieci w klasie, mamy zakazać dekorowania klasy, bo jeden się denerwuje? To co, pozostałe dzieci są teraz gorsze? I teraz powiedzmy sobie mamy autystę bez orzeczenia, bo "on jest przecież normalny!", więc nauczyciela wspomagającego też nie ma. Chłopiec ten wpada w szał, nauczycielka ma 25 dzieci do pilnowania, oraz jednego do uspokojenia, a że nigdy autysty wcześniej nie widziała, nie wie jak go uspokoić ani jak zareagować. Co teraz? Jak ona ma zapewnić niby bezpieczeństwo reszcie klasy, oraz temu jednemu? Nie może go wyprowadzić, bo nie może klasy zostawić samej. Pedagog nie zawsze jest w szkole, dyrektor nie zawsze jest w szkole, jak ma zadzwonić po kogokolwiek, kiedy musi dziecko w napadzie szału przytrzymać? Ale żeby broń Boże nie przytrzymała go za mocno! Bo niech tylko ślad zostanie, to jeszcze powiedzą, że biedny jest w szkole bity!

Ba, takiego to często inne dzieci nie lubią, ale jak to?! MOJEGO DZIECKA!? I przychodzi taki rodzic z pretensją, że inne dzieci się z nim nie bawią i nauczyciel ma z tym coś zrobić. Ale nawet najlepszy pedagog nie jest w stanie zmusić dzieci, żeby lubiły kogoś, kto je bije, kradnie im rzeczy, albo weźmie sobie ich gumkę do mazania, włoży do ust i wypluje do ich piórnika... (autentyk, często się dzieje u dzieci z zespołem downa).

Tak to moi drodzy wygląda. Szkoły specjalne są naprawdę wspaniale przystosowane do dzieci chorych. Są tam wykwalifikowane osoby, są nauczyciele wspomagający, którzy zajmą się dzieckiem, kiedy ma ono właśnie jakiś problem, a drugi nauczyciel nadal prowadzi resztę klasy. Ba, często jest więcej atrakcji, konkursów, ciekawych ludzi się zaprasza, jest masa zabawek, mniejsze grupy... Długo można by wymieniać.

Na koniec, jeśli ktoś dotrwał to z mojego doświadczenia dodam taką rzecz... Gdybym sam miał dziecko chore umysłowo, skonsultowałbym się ze specjalistą, czy moje dziecko poradzi sobie w zwykłej szkole i w zależności od tego wybrałbym odpowiednią placówkę. Jeśli miałbym dziecko chore fizycznie (tj. np. na wózku), posłałbym je do odpowiednio przystosowanej zwykłej podstawówki. Z doświadczenia wiem, że zdrowe dzieciaki chętnie opiekują się kolegami i koleżankami niepełnosprawnymi ruchowo.

szkoły

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 174 (186)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…