Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#85287

~introweryklvlmax ·
| Do ulubionych
Może to taka mała piekielność, ale poziom irytacji przekracza wówczas u mnie wszelkie normy.

Powroty z imprez.

Nie jestem typem osoby, która lubi takie wydarzenia. Idę, gdy naprawdę muszę. Zwykle unikam takich imprez, jednak urodziny bliskiej koleżanki były dość ważne dla mnie i postanowiłem się wybrać. Z góry uprzedziłem, że o północy się zwijam.

No i wybija północ, wszyscy bawią się w najlepsze, proszę koleżankę na bok na papierosa. I wywija się gadka, że ja już będę uciekał, tak jak mówiłem.

I się zaczęło:
-branie na litość (no ale dlaczego już idziesz, ja ci przyniosę, co zechcesz, nie idź jeszcze);
-szantażowanie (no bo ja ci dałam wszystko, co chciałeś, więc dlaczego już idziesz);
-narzekanie (bo ja się naprawdę starałam, a ty tego nie doceniasz);
-inne, podobne argumenty.

Zaraz zlecieli się inni i musiałem słuchać, że jestem taki, siaki i owaki i mam nie wymyślać i zostać.

Nie rozumiem jednej rzeczy.

Z góry uprzedzałem o godzinie mojego wyjścia - wszyscy o tym wiedzieli. Dlaczego wszystkim zaczęło tak przeszkadzać, że idę już do domu, kiedy informacja zaczynała stawać się faktem? Świetnie się bawili, ja nawet nie tańczyłem (bo nie umiem i nie lubię). Dlaczego sami psują sobie klimat imprezy taką małą pierdołą, którą jest moje wyjście?

Ja naprawdę lubię tych ludzi, tylko ta jedna rzecz jest dla mnie wieczną zagadką. Bo to nie była pierwsza taka sytuacja, teraz już po prostu "żyłka mi pękła". I chyba zacznę wychodzić po angielsku, kiedy zajdzie taka potrzeba.

domówka

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 95 (147)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…