Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#85325

(PW) ·
| Do ulubionych
Od razu ostrzegam, że historia będzie dość niesmaczna.

Ogólnie dość ciężko mnie obrzydzić. Rozmowy o kupie przy jedzeniu? Spoko. Zapach gnoju o poranku? No problemo. Sceny z operacji? 2 girls 1... Chyba się trochę zagalopowałem... :D Jest tylko jedna rzecz, która wywołuje u mnie odruch wymiotny. I są nią właśnie wymioty. Samo wspomnienie o tym ludzkim odruchu sprawia, że mi się unosi (czuję się niczym masochista pisząc tę historię :D). Sam zapach wymiocin lub odgłosy towarzyszące wymiotowaniu sprawiają, że ledwo mogę utrzymać pawia i mogę być pewien, że przez kilka następnych godzin będzie mnie mdliło. Kończąc ten przydługi wstęp, przejdźmy do historii właściwej.

Jakiś czas temu moja mama trafiła do szpitala. Po kilku dniach badań okazało się, że musi przejść dość poważną operację. Na szczęście ta powiodła się i mama była na prostej drodze do pełnego wyzdrowienia. Wiadomo jednak, że człowiek po operacji jest słaby i trzeba mu pomagać w najprostszych czynnościach. Dlatego jako uczynny syn codziennie przychodziłem, pomagałem jej się myć, ubierać, obmywałem ranę, pomagałem wstać, chodziłem na spacerki, itp, itd.

Jedynym problemem jest fakt, że po lekach przeciwbólowych mama bardzo często miała mdłości i zdarzało się, że wymiotowała. Ach moje nemezis (a może lepszym słowem będzie emesis)... Oczywiście znała moją słabość, więc gdy czuła, że zaraz puści pawia informowała mnie, a ja leciałem do pielęgniarek by przyniosły mamie nerkę.

Gdy zdarzyło się to pierwszy raz, pielęgniarka po prostu dała mi nerkę i kazała mi zanieść ją mamie. Na tyle długo tłumaczyłem jej, że nie mam zamiaru tego zrobić, że mama zwymiotowała na pościel. Oczywiście pielęgniarka wydarła się na mnie, że to moja wina i mam iść sprzątać. Opierdzieliłem ją z góry do dołu i wytknąłem, że i tak przychodzę codziennie i wykonuję przy mamie obowiązki, którymi one powinny się zająć. Wkurzona jak osa poszła i posprzątała. Później za każdym razem gdy przychodziłem z prośbą o podanie nerki, wyśmiewały się ze mnie, że taki wielki chłop, a taki delikatny...

Aż pewnego dnia gdy mamie znowu zrobiło się niedobrze, jak zwykle poszedłem do pielęgniarki, by następnie na korytarzu przeczekać całą akcję. Nagle jednak drzwi sali się uchyliły, a ja poczułem ten znajomy, lekko słodkawy odór. Gdy po sekundzie stanęła przede mną uśmiechnięta od ucha do ucha pielęgniarka trzymająca wypełnioną wymiocinami nerkę, mówiąc "No i co, nie takie straszn...", nie wytrzymałem i puściłem na nią soczystego pawia :D

Od tego dnia wszystkie pielęgniarki patrzyły na mnie z byka (jakbym zrobił to specjalnie), ale przynajmniej nie próbowały więcej udowadniać mi, że rzygi to coś fajnego :)

nfz

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 124 (146)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…