Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#85357

(PW) ·
| Do ulubionych
Nie wiem, po co ludzie robią sobie dzieci, jeśli nie mają zamiaru się nimi potem zajmować i ich wychowywać. I nie chodzi mi tu o rozpuszczone dzieciaki, a o coś, moim zdaniem, gorszego.

Kilka miesięcy temu wyjechałam do USA jako Au Pair (opiekunka dla dziecka, która mieszka z rodziną). Trafiłam na super rodzinkę, a przynajmniej na super dzieci (10 i 12 lat)... Na rozmowie, jeszcze przed moim wyjazdem rodzice sprawiali świetne wrażenie, więc pomimo innych rodzin, z którymi miałam kontakt, wybrałam właśnie ich.

Na miejscu okazało się, że oprócz mnie będzie też druga Au Pair. Trochę się zdziwiłam, ale ok. Wkrótce dowiedziałam się, czemu. Pracujemy po 8 godzin, 5 dni w tygodniu, ale w taki sposób, że jedna pracuje od szóstej rano do czternastej, a druga z nas od czternastej do dwudziestej drugiej. Weekendy mamy wolne, ale wtedy przychodzą inne opiekunki, które pracują w takim samym wymiarze godzin.
Rodziców praktycznie w ogóle nie ma w domu, wychodzą gdy dzieci jeszcze śpią, a wracają, jak dzieci już śpią. Czasami w weekendy gdzieś jadą razem, ale są to miejsca, w których dzieci mogą zająć się same sobą, jak salony gier, albo wielkie wewnętrzne place zabaw. Ale najczęściej rodzice jeżdżą gdzieś sami, na całe dnie.

Odkąd tu pracuję, nie było dnia, żeby któreś z rodziców spędziło w domu kilka godzin podczas dnia, razem z dziećmi. Z tego co wiem, z rozmowy z dziadkami dzieciaków, rodzice w pracy siedzą normalnie osiem, czasami dziewięć godzin. Reszta czasu to po prostu unikanie dzieci. Odwiedzanie znajomych, spa, zakupy, kina i inne tego typu zajęcia. (Dziadkowie, czy inna rodzina znają sytuację i starają się odwiedzać dzieciaki tak często, jak mogą, jednak większość z nich mieszka dość daleko, więc nie są to zbyt częste wizyty.)

Jest to dość bogata rodzina, więc mnie i drugą Au Pair zabrali w tym roku na wakacje, oczywiście po to, żeby nie musieli spędzać czasu ze swoimi dziećmi. Gdy któraś z nas była na urlopie (przysługuje nam po dwa tygodnie płatnego urlopu), na ten czas zatrudniali inną opiekunkę.
W domu panuje zasada, że co niedzielę wszyscy jedzą razem kolację i spędzają czas. Ale co da dzieciom kilka godzin sztywnej rozmowy, typu: „Jak było w szkole?”, „Dobrze”, „To fajnie, podaj proszę sałatkę”.

Ostatnio starsze z dzieci miało w szkole przedstawienie. Wszyscy rodzice byli wtedy w szkole, oczywiście oprócz „moich”. Zamiast nich byłam ja i druga Au Pair. Nie była to pierwsza taka sytuacja. Między sobą śmiejemy się, że jesteśmy po prostu jak para lesbijek wychowująca adoptowane dzieci.

Ale ile można się z tego śmiać? Mi jest na prawdę szkoda tych dzieciaków. Pomimo tej sytuacji są na prawdę grzeczne i kochane. Po latach takiego „wychowania” zdążyły się przyzwyczaić do sytuacji. Niby mogłabym to gdzieś zgłosić, ale tak na prawdę nie łamią żadnego punktu regulaminu i cały czas mamy z nimi telefoniczny kontakt w razie jakiegoś wypadku.

Zastanawiam się tylko, po co im to było? Na pokaz, żeby móc pochwalić się, że mają dzieci? Już teraz relacje między nimi są lekko mówiąc słabe, a ci będzie gdy dzieciaki dorosną? Zamiast wspomnień z rodzicami będą miały wspomnieni z kilkudziesięcioma (Au Pair można być na maks dwa lata) tak naprawdę obcymi osobami. Nie chcę i nawet nie mam powodu, żeby zmieniać rodzinkę, ale jest mi naprawdę przykro, gdy myślę o tym, jak te dzieciaki się wychowują.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 140 (148)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…