Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#85432

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia z czasów, kiedy pracowałam w firmie produkującej opakowania. Mój pracodawca wynajął firmę sprzątającą do utrzymania czystości w całym naszym zakładzie. Piekielności? Kilka było...

Najpierw firma sprzątająca zaczęła przysyłać nam młode dziewczyny, które dorabiały sobie na studiach. Panie miały do dyspozycji szatnię, ale, nie wiedzieć czemu, wolały przebierać się w sprężarkowni. Sprężarkownia to było małe pomieszczenie, do którego wchodziło się bezpośrednio z hali produkcyjnej, w którym stała wielka, przemysłowa sprężarka. Generowała ona tak dużo ciepła, że kierownik postanowił wystawić drzwi od tego pomieszczenia - gdyby były zamknięte, to sprężarka mogłaby się przegrzać, a samo otwieranie drzwi na oścież nic nie dawało, bo zawsze znalazł się ktoś, kto te drzwi zamykał (trzymaliśmy tam też środki czystości oraz wzory naszych produktów). I mimo wystawionych drzwi, dziewczyny nadal wolały przebierać się tam niż w szatni. Tak - rozbierały się do bielizny i zakładały ciuchy, w których sprzątały. Tak - pół produkcji mogło sobie oglądać, jak to robią.

Sama technika sprzątania też nie była dla nas do końca zrozumiała - standardem było, że 4 dziewczyny "sprzątały" jeden korytarz jednocześnie. To znaczy: jedna zamiatała, druga stała na końcu korytarza z szufelką i czekała na pierwszą, trzecia stała z drugą miotłą (chyba zapasową, bo nie zamiatała w tym czasie), a czwarta czekała z wiadrem z wodą i mopem. Sprzętu było więcej, więc mogły tak się podzielić zadaniami, żeby każda miała co robić.

Dziewczęta skupiały się bardzo na tym, żeby dobrze wyglądać i niezależnie od temperatury zawsze sprzątały w krótkich spodenkach. Bardzo krótkich spodenkach - takich, które nie zakrywają całych pośladków. Niektóre nosiły także bardzo głębokie dekolty - do tego jeszcze wrócę. Dziewczyny zawsze bardzo skupiały się też na tym, żeby odpowiednio prezentować sylwetkę - wyginały się i prężyły i widać było, że czasem bardziej skupiają się na odpowiednim kącie nachylenia i wypięcia niż na samym sprzątaniu. Może by to nikomu nie przeszkadzało, gdyby nie to, że część pracowników autentycznie nie mogła się skupić na pracy, kiedy sprzątaczki wchodziły do danego pomieszczenia. Czarę goryczy przelała sytuacja, w której jedna z dziewczyn o bardzo obfitym, ale bardzo oszczędnie zakrytym biuście nachyliła się nad biurkiem kierowniczki działu handlowego, żeby podnieść jej kosz na śmieci celem wymiany worka i... biust jej "wypadł" z dekoltu.

Po interwencji kierowniczki działu handlowego firma sprzątająca zaczęła przysyłać panie w wieku przedemerytalnym.

Nowa załoga ubierała i zachowywała się przyzwoicie, sprzątała też bardzo dobrze. Ogólnie wszyscy byliśmy bardzo zadowoleni i bardzo się z nowymi paniami polubiliśmy. Któregoś dnia koleżanka opowiedziała nam jednak, czego była świadkiem dzień prędzej. Jeśli jecie, to albo przestańcie czytać, albo jeść. Otóż po skończonej pracy poszła do kuchni umyć kubek. Akurat przy zlewie stała pani sprzątaczka i płukała ścierkę, którą zwykle myła blaty w kuchni (wiemy, bo do każdego zastosowania używały innych kolorów ścierek) - kiedy zorientowała się, że Marlena czeka, aż zwolni zlew, wyrwała jej kubek z ręki i mówi "Daj pani, ja umyję" i wstawiła go do zlewu. Marlena chciała się "wykłócać", że nie trzeba, że sama po sobie pozmywa, bo sprzątaczki i tak mają masę pracy, ale nie zdążyła się odezwać, a potem już nie była w stanie, bo sprzątaczka jak tylko wstawiła ten kubek do zlewu, to zdjęła swojego klapka i zaczęła go myć. W tym zlewie. Nad tym kubkiem. Przecierając tą ścierką.

Marlena następnego dnia przyniosła sobie nowy kubek, bo starego brzydziła się mimo wyparzenia.

sprzątanie

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 72 (142)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…