Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#85458

~7Cylindrow ·
| Do ulubionych
Jestem pasjonatem motoryzacji. Wot, takie przybrane hobby, które się wykształciło u mnie po zdaniu prawa jazdy. Lubię zarówno dbanie o samochody, jak i o motocykle, tak pod względem kosmetycznym, jak i mechanicznym. Sam posiadam siedmiocylindrowe stadko składające się z motocykla "125" i od niedawna 20-letniego BMW.

Wiem, że w komentarzach na pewno pojawi się "król komedii", który wspomni coś o kierunkowskazach.

No ale do rzeczy. Biorąc pod uwagę fakt, że ze względu na moje hobby spędzam dość sporo czasu za kierownicą i poruszając się wokół tematów posiadających koła, zebrało mi się kilka sytuacji, które wydają mi się zasługiwać na miejsce na tej stronie.

A więc odliczamy.

Numer 1 - podejście do motocyklistów. Od razu zaznaczam - nie każę nikomu uwielbiać wszystkich kierowców jednośladów. Jest wśród nas pewna część, która usilnie stara się złamać każdy przepis kodeksu drogowego, jaki istnieje. Nie oznacza to jednak, że należy usiłować zabójstwa każdej osoby, która czerpie przyjemność z jazdy pojazdem, któremu amputowano dwa koła i kabinę. Dlaczego o tym mówię? Jakiś czas temu, gdy jechałem w Gdańsku ulicą Grunwaldzką z przepisową prędkością prawym pasem, pewien kierowca uznał za swój obowiązek zatkanie mi rury wydechowej swoją tablicą rejestracyjną.

Nie zważał na fakt, że 2 pasy na nasze lewo były w tym momencie wolne. Nie. Jego powołaniem życiowym było, aby jego tablica rejestracyjna pełniła funkcję hamulca silnikowego. Chciałbym wiedzieć, co waćpan by uczynił, gdybym z jakiegoś powodu chociaż lekko odpuścił gaz.

Numer 2 - podejście do BMW.

Biało-niebieskie śmigiełko. "Freude am fahren". Wydachowane 316i.

Żadna marka w tym kraju nie budzi takich emocji. ŻADNA. Spróbujcie wejść na dowolny portal informacyjny, wpisać w wyszukiwanie "BMW" i znaleźć chociaż jedną informację o tej marce, która nie będzie mówiła o wypadku wskutek brawurowej jazdy.

Dlaczego o tym mówię? Ponieważ to podejście rzutuje na zachowania kierowców na drogach. Sam jeżdżę "Bawarskim Ekspresem" czyli E46 320Ci, które jest na dodatek czarne. Utrzymuję je w miarę możliwości w nienagannym stanie technicznym, a także wizualnym. Uwierzcie mi - całe "Freude am fahren" się ulatnia, gdy co chwila na światłach ktoś w Audi z 1.9 TDI po chipie z allegro robi przygazówki, próbując mnie sprowokować do porównywania długości przyrodzenia za pomocą koni mechanicznych, gdy ja chcę tylko dojechać spokojnie do domu. Nie wiem, dlaczego, ale ludzie, widząc czarne BMW, od razu wręcz głupieją. Zajeżdżanie drogi, wyprzedzanie odwetowe i oglądanie, jak to 316i, które nie posiada progów, próbuje nieskutecznie naśladować Kena Blocka to codzienność, jeśli posiadacie starszy samochód ze śmigiełkiem na masce. To bawi na początku, ale niech mi ktoś wytłumaczy, co ci ludzie mają na celu, bo mi kończą się pomysły.

Numer 3 - mechanicy.

Od razu chcę przeprosić wszystkich uczciwych mechaników. Nic do Was absolutnie nie mam. Chodzi mi o tę grupę, która stara się być cwańsza od klienta. W szczególności, gdy klient latami czytał literaturę fachową dotyczącą tej dziedziny.

Jakiś czas po zakupie "Ekspresu" zauważyłem stukanie z tyłu. Jako że zabawa w detektywa Colombo zakończyła się na stwierdzeniu, że gdy hamuję, to nie puka, a jak jadę po dziurach, to puka, stwierdziłem, że głównym podejrzanym jest luźny przewód hamulcowy. No dynda i stuka o nadwozie. Postanowiłem oddać samochód do warsztatu, aby się upewnili, że to właśnie to jest przyczyną, a po stwierdzeniu, że to nie przewód, zadzwonili z pytaniem, co dalej robimy.

Ok, kluczyki oddane, ja wracam do domu na piechotę. Następnego dnia odbieram telefon. Samochód do odbioru. Z przeświadczeniem, że podczas zostawiania go u nich ktoś mnie jednak słuchał, stwierdziłem "I co, tak jak mówiłem, przewód?".

Okazało się, że nie. I powiedzmy, że cena za naprawę nie była duża, jednak była całkowicie zbędna. Dlaczego? Bo nie był to przewód, a po prostu klocki hamulcowe latały luźno w zacisku. Rozumiem, że warsztat chciał usunąć usterkę, ale nie potrafię pojąć, dlaczego nie mogli zadzwonić z pytaniem, czy wymienić klocki, czy zostawić jak jest. Nie zgodziłbym się na wymianę ze względu na to, że zamierzałem i tak wymienić klocki z tarczami, do czego nie potrzebowałem mechanika. W tym momencie zapłaciłem za usługę, której całkowicie nie potrzebowałem, z takiego powodu, że mechanik stwierdził, że uszczęśliwi mnie na siłę.

Na razie to tyle, jeśli się spodoba, to znajdę kilka innych sytuacji utrzymych w tej tematyce. LwG.

www.7cylindrow.pl

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 99 (123)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…