Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#85461

(PW) ·
| Do ulubionych
Jakby ktoś się zastanawiał, dlaczego utrzymywanie kontaktów z moją matką ogranicza się do odbierania telefonów od niej:

Mam nieciekawą chwilowo sytuację, kto nie wie: Ciąża, która na 90% albo i więcej rokuje na urodzenie martwego dziecka.

Matce, jako że jest skora do płaczu, dawania "dobrych" rad i pocieszania na zasadzie "ale nie ma co się martwić, jedno już masz" nie chciałam w ogóle mówić o ciąży, najlepiej póki nie urodzę.
Niestety, nie da się mieszkać z kimś pod jednym dachem i ukrywać swego stanu, więc musiałam powiedzieć Córce. I tak, ona wie, że mam w brzuchu jej siostrzyczkę i że tę siostrzyczkę zapewne straci. Popłakała, ale w sumie znosi to lepiej niż ja.
Nie potrafię też wytłumaczyć Córce, dlaczego całkiem chcę się odciąć od rodziny i pozwalam jej czasem z babcią porozmawiać przez telefon.

No i się smarkula wygadała.

Tyle wstępu, historia właściwa:

Rozmowa telefoniczna z mamą:
M: Co to ja od C. słyszę, w ciąży jesteś? I podobno masz poronić, dlaczego nic nie mówiłaś?
J: Nie chciałam, żebyś się denerwowała...
M: Ale jestem Twoją matką! Mam chyba prawo wiedzieć, może bym cię jakoś wsparła? Do kościoła to ty chodzisz? Spowiadasz się? Może byś z księdzem jakimś pogadała? Może by ci jakoś pomógł? (tak, ksiądz magicznie uzdrowi mi dziecko...) I co, chodzisz do jakiegoś lekarza?! Co mówił?!
J: (streszczam sytuację)
M: No to niefajnie, dbaj o siebie! Oszczędzać się musisz! A wiesz, A. (pięć minut nawijania o mojej siostrze)... A B. (kolejne pięć minut nawijania o babci)... A M. i G. (dziesięć minut nawijania o psie i kocie)...
J: Mamo, nie mam teraz siły o tym wszystkim słuchać, daj spokój...
M: Jak nie masz siły z matką porozmawiać?
J: To słuchanie tych wszystkich litanii mnie po prostu męczy.
M: Sręczy nie męczy! Całkiem już się od rodziny odbijasz! Z matką porozmawiać nie może! Już całkiem tamtą rodzinę wolisz! Ani nie przyjedziesz, ani nie pogadasz! Cześć!!!

Rozłączenie się i zostawienie mnie ze skołataną gadaniem głową i wyrzutami sumienia. Często gęsto potrafi się wcześniej rozpłakać. Co ciekawe - mama uważa, że rozmowy w ten sposób powinny być korzystne dla mojej psychiki, a jeśli nie są, to jest moja wina, bo nie doceniam jej dobrych intencji...

Dla porównania przytoczę moją dzisiejszą rozmowę z ojcem. Starym alkoholikiem, który przez 15 lat nie pamiętał, że ma dzieci, nie łożył na ich utrzymanie ani nie odwiedzał.

T: A tak dzwonię, co tam słychać?
J: A źle słychać... (streszczam sytuację)
T: Olaboga! Straszne rzeczy! Trzymasz się?
J: No jakoś się trzymam.
T: I jakie szanse lekarze dają?
J: Bardzo marne.
T: Straszne rzeczy... Może będzie dobrze. Do psychologa może jakiegoś idź, co?
J: Chodzę, raz w tygodniu.
T: No szkoda, szkoda, fajnie byłoby jakby się rodzina powiększyła. Ja też byłem ostatnio w szpitalu, leki mi dali, ale to ci nie będę teraz głowy truć. Dużo zdrowia. To nie zawracam ci głowy. Cześć.

Przed bipbipbip usłyszałam jeszcze "Straszne rzeczy, straszne rzeczy"...

Można porozmawiać na spokojnie, bez płaczu, krzyków? Można wesprzeć córkę dobrym słowem (byle nie w nadmiarze)? Trzeba koniecznie przy każdej rozmowie referować, ile srok za ogon łapie moja siostra i czemu się kuzynce małżeństwo nie układa?

Dlaczego po pięciominutowej rozmowie z ojcem czuję się lekko pokrzepiona, a po rozmowie z matką mam ochotę zaszyć się w mysiej dziurze i żeby się nikt do mnie nie odzywał przez parę minut?

rodzina

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 154 (180)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…