Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#85474

(PW) ·
| Do ulubionych
Ostatnio pisałem o dawnych czasach w SPR, czyli w Szkole Podchorążych Rezerwy (roczek po studiach w plecki).

Pierwsze cztery miesiące to odkacanie magistrów, czyli pokazywanie im na czym polega wojskowa codzienność. Listopad, pobudka 5.45 i od szóstej pół godziny zaprawy porannej. Mówiąc po ludzku, truchtanie po placu apelowym wraz z ćwiczeniami gimnastycznymi w zimnej mżawce i w ubiorze sportowym - majty i koszulka. Zdecydowanie nie była to moja bajka.

Pewnego razu, dla jaj wziąłem miotłę i zamiast mknąć na truchtanie, zacząłem leniwie zmiatać liście ze schodów i chodnika. Nikt się tym nie zainteresował, więc nieśpiesznie zamiatałem prze całą zaprawę. I BINGO, chwyciło. Od tej pory moi kumple drżeli z zimna na placu apelowym, a ja popalając sobie Popularnego, grabiłem liście. Psychologicznie było to bardzo proste: skoro podchorąży grabi, to znaczy, że ktoś mu wydał taki rozkaz. Sprawdzać tego nie ma komu i po co, bo to drobiazg. I tak się działało w tej szkole przetrwania. A w niektórych instytucjach działa się tak nadal. I wszyscy są zadowoleni.

PS. Oburzenie, że kumple marzną, a ja się byczę. Każdy miał szansę na swój patent i było to bardzo ściśle osobiste. Pozdrawiam podchorążych!

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 135 (147)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…