Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#85577

(PW) ·
| Do ulubionych
Myślę, że ostatnia porcja piekielnych rodziców. Przypominam, że znaczna większość rodziców jest naprawdę ok, ale zdarzają się przypadki takie jak opisane tutaj. Zaznaczam ponownie, że płeć dziecka dobierana jest losowo, a szczegóły mogące doprowadzić do rozpoznania rodziny nie zostaną opisane.

Rodzic „Mi się należy!” [MSN] bądź lubiący pokazywać swoją wyższość wobec nas.

Choć zdarza się to rzadko, bywają rodzice, którzy potrafią powiedzieć nauczycielowi prosto w twarz, że „żyje z jego podatków, więc ma robić to, co on chce, bo dzięki niemu ma pensję”. Mnie to osobiście nie spotkało, lecz koleżankę z pracy już tak, dlatego nie będę opisywał tej sytuacji. Zjawisko to przybrało na sile w trakcie protestów. Mnie już zdążyły one ominąć, wtedy już w szkolnictwie nie pracowałem, ale nadal utrzymuję czasem kontakt ze starymi koleżankami z pracy. Niektóre żądania rodziców bywają… Cóż, można by zrobić z nich skecze w kabaretach. Co ciekawe, zauważyłem, że atakowane słownie były częściej moje koleżanki, ja rzadziej. Mamy tu kilka przykładów „bo mi się należy”:

Jeden z rodziców zażyczył sobie, by do jego dziecka na wycieczce (do kina) był specjalny dodatkowy opiekun, taki wiecie, tylko i wyłącznie do dyspozycji jego dziecka. Nie przyjął odmowy z entuzjazmem (dodam, że nie było ku temu żadnych powodów, a ilość opiekunów na liczbę dzieci się zgadzała).

Rodzic, który zażądał, by jej/go dziecko nie spożywało żadnych cukrów (ten sam, co od jadłospisu kilka historii temu). Tylko wiecie… Bywało to problematyczne, np. gdy jedno z dzieci na urodziny przyniosło cukierki do szkoły. Teraz mu wytłumacz, dlaczego nie może poczęstować kolegi/koleżanki… Oraz tamtemu dziecku, czemu wszystkie inne dzieci jedzą, a ono nie może. Dodam, że medycznie nie było żadnych przeciwskazań do jedzenia przez dziecko cukru, wiem że jest niezdrowy, ale przesadne odcinanie dziecka od niego wcale nie jest dobre. Jak poczuje smak wolności, to może stracić nad tym panowanie.

Rodzic, który wymagał zakupu naprawdę drogich sprzętów pod niepełnosprawność swojego dziecka. Fakt, sprzęty te zdecydowanie ułatwiłyby dziecku naukę, ale nie były niezbędne, a szkoły za nic w świecie nie byłoby na to stać. Czasem mam wrażenie, że do niektórych nie dociera, że to nie jest tak, że szkoła dostaje pieniądze na wszystko, o co poprosi, ponownie powiem, sprzęt nie był niezbędny. Ileśmy się nasłuchali od tego MSN! Że powinniśmy się dostosować do jego dziecka, że złoży na nas skargę do kuratorium, że nas opiszą w gazetach, że nas opisze w Internecie itd. Ja też naprawdę bym chciał zapewnić każdemu dziecku wszystkie najlepsze sprzęty, ale tak się zwyczajnie nie da. Tyle że pretensje oczywiście gdzie? Do nas, bo my NA PEWNO nie chcemy mu pomóc.

MSN przyniósł leki do szkoły, dał je mnie i kazał podać swojemu dziecku. Nie mam takiego prawa, więc odesłałem MSN do pielęgniarki szkolnej i stanowczo odmówiłem podawania dziecku czegokolwiek. Teoretycznie zostałem upoważniony do tego (słownie) przez rodzica, ale praktycznie na piśmie tego nie mam i jeśli coś się stanie, to robię to na własne ryzyko. Poza tym szczerze mówiąc nie wiem, czy pielęgniarka szkolna mogła podać dziecku jakiś lek bez potwierdzenia lekarza, ale te przepisy nigdy mnie nie dotyczyły, więc się nie zagłębiałem. W każdym razie MSN nie posłuchał, zostawił mi leki i wyszedł. Wykonałem do niego kilka telefonów, których nie odebrał (najczęściej nie odbierają w takich sytuacjach, ciekawe dlaczego…?). Po konsultacji z dyrekcją i kolejnych nieodebranych telefonach leku nie podałem. Żebyście widzieli te pretensje… (dziecku się nic nie stało oczywiście).

Wiele było skarg na naprawdę błahe rzeczy. Np. nie otworzyłem picia dziecku (nawet nie poprosiło, przecież nie czytam mu w myślach), nie poszedłem z dzieckiem do toalety i zdarzył się „wypadek” (zawsze pytam, czy ktoś chce do toalety, czasem wręcz namawiam, jak widzę, że ktoś dawno nie był, ale naprawdę, ja się nie domyślę; „wypadek” ogarnąłem). Dziecko zgubiło zabawkę, w sumie nadal nie wiem, czemu pretensje były do mnie. Dziecko nie ma długopisu, ktoś mu ukradł! Itd… Itd… Ja też wszystkiego nie widzę, jestem tylko człowiekiem. Nie mogę pilnować każdego z dzieci, przez cały czas wlepiając w nie wzrok, bo to jest fizycznie niemożliwe. Jeśli zauważę, że coś jest nie tak, reaguję.

Już nie wspomnę o próbach przekupstwa typu „ja znam ludzi tu i tu, wy mi MACIE to zrobić/załatwić!!!”.

I jeszcze na koniec cytat posłany do mnie „Kim ty k**** d**** jesteś, żeby mi k**** mówić, że mam dziecko odebrać? Przyjadę kiedy k**** będę chciał!" <--- Rozmowa dotyczyła dziecka pozostawionego dzień wcześniej w świetlicy GODZINĘ po jej zamknięciu. Poinformowałem, że tym razem pani zdecydowała się poczekać, bo być może coś go zatrzymało, ale następnym razem dzwonimy po odpowiednie służby, bo mamy do tego prawo, a nawet powinniśmy, jeśli nikt dziecka nie odbierze. To, że pani poczekała, to była tylko i wyłącznie jej dobra wola. Nikt jej za tę nadprogramową opiekę nie zapłacił. Jak się domyślacie, zostałem całkowicie olany. Po trzykrotnym nieodebraniu dziecka na czas ze świetlicy, pan musiał odebrać je z policji. Potem już odbierała je matka. Zawsze na czas.

I taka mała deklaracja na koniec. Ja też popełniałem błędy. Najwięcej zdarzało się na praktykach, wynikało to nieraz z nieznajomości przepisów (których uczyłem się na bieżąco, na studiach jakoś na to czasu nie było…), nieraz z głupoty, czy (głównie na początku) zwyczajnej nieznajomości specyfiki zawodu. Na studiach uczą jedynie teorii, większości rzeczy człowiek uczył się w praktyce. Za swoje błędy ponosiłem konsekwencje, nie były to jednak nigdy aż tak poważne błędy, żeby komuś coś się stało itp. Nauczyciele to też ludzie. Tylko ludzie i też popełniają błędy. Może i nie powinni, ale lekarze też popełniają błędy, a nie powinni, elektrycy też, architekci też, kierowcy też i długo by można wymieniać. Piszę to dlatego, że nie uważam się za nieomylnego i nie chciałbym, aby ktoś tutaj odniósł takie wrażenie. Bywało, że np. powiedziałem coś nie tak i rodzice mieli pretensje, no zdarza się. Przy dzieciach trzeba bardzo ostrożnie dobierać słowa. Tylko że wtedy te pretensje były uzasadnione. W przypadkach opisanych powyżej uważam osobiście, że nie były.

Szkoły

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 175 (183)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…