Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#85592

(PW) ·
| Do ulubionych
Teściowie mojego brata należą do najbardziej niepunktualnych ludzi, jakich znam. O ile rozumiem, że jeśli się kogoś zaprasza na przyjęcie, to można się spóźnić 10-15 minut, a w skrajnych sytuacjach nawet i dłużej (pod warunkiem, że się uprzedzi), o tyle regularne pojawianie się 1,5 godziny po czasie bez wcześniejszego uprzedzenia i nawet bez słowa "przepraszam", uważam za brak kultury i brak szacunku do zapraszających, jak i do pozostałych gości.

Niedawno moi rodzice obchodzili rocznicę ślubu, jedną z tych okrągłych. Na tę okoliczność zaprosili trochę gości, głównie swoje rodzeństwo z nieusamodzielnionymi dziećmi (tj. takimi, które wciąż mieszkają z rodzicami) oraz właśnie teściów brata. W rodzinie mojej bratowej brak punktualności z ich strony jest wręcz legendarny i stanowi motyw przewodni wielu rodzinnych historyjek, z tym że nikt nie widzi w tym nic złego. Raczej jest to powód do żartów w stylu: "Ojej, zaprosiliście ich na 17? To trzeba było powiedzieć, że przyjęcie jest na 16, to byłaby szansa, że o 17.30 będą, hihi."

Moi rodzice zaprosili ich i poinformowali, że obiad jest o 14. Dzień przyjęcia - domownicy od samego rana krzątają się po kuchni, nakrywają do stołu itp., zgodnie z wpojoną nam zasadą, że jeśli się kogoś zaprasza na jakąś godzinę, to się czeka na gościa, a nie gość ma czekać, aż wszystko będzie gotowe. W piekarniku grzeje się mięso, ziemniaki się gotują, wszystko wyliczone tak, żeby chwilę po 14 móc to podawać.

Pierwsi goście pojawiają się tuż przed 14, zjeżdżają się kolejni, w tym wujek i ciocia, którzy mieli do przejechania prawie 300 km i od śniadania niczego nie jedli. Godzina 14.30 - są już wszyscy, poza teściami brata. Zniecierpliwiona mama daje komendę, żeby podać zupę i zacząć jeść. Bratowa zbita z tropu pyta:
- A to nie poczekamy na rodziców? (u nich w domu to jest standard)
- Nie dzwonili, że się spóźnią, poza tym wszystko stygnie.
Goście zjedli zupę, zjedli drugie danie, chwila odpoczynku, posprzątałam naczynia i wstawiłam je do zmywarki, brat rozstawił talerzyki deserowe, zaczynamy zbierać zamówienie na kawę / herbatę, bo będzie tort.

Tort pokrojony, podany, w sumie poznikał już z talerzy, jak wreszcie zadzwonił domofon. Godzina 15.30, przychodzą teściowie. Ani me, ani be, żadnego przepraszam, żadnego tłumaczenia, zadowoleni wchodzą do salonu. Podałam im talerzyki z tortem.
- O, to u was obiad zaczyna się od tortu? - spróbował zażartować teść.
- Nie, u nas obiad zaczyna się punktualnie, a jakiś czas później jest deser - odpowiedziałam. - Ale z obiadu coś jeszcze zostało, mogę podać, ale będzie zimne, bo nie mamy kucharki do pilnowania garów, a my też byśmy chcieli usiąść z rodzicami i porozmawiać, a nie tylko dyżurować w kuchni.
Teść zmieszany zamknął się w sobie, a jego żona wbiła wzrok w talerzyk z tortem. Do końca przyjęcia nie odzywali się, wyraźnie zawstydzeni tą uwagą. Ciekawa jestem, czy wyciągną wnioski na przyszłość.

brak punktualności

Skomentuj (49) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 207 (217)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…