Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#85595

(PW) ·
| Do ulubionych
Nienawidzę moje szwagierki.

Kiedyś miałyśmy z Kasią dobry kontakt. Obie zaszłyśmy w ciążę w mniej więcej tym samym czasie.

Kilka miesięcy później Kasia poroniła. Jej mąż, Paweł, zadzwonił po mnie, żebym przyjechała, bo z racji mojego doświadczenia w tym temacie (miałam za sobą jedno poronienie) mogłabym jej pomóc. Kasia mi jednak na to nie pozwoliła - gdy tylko mnie zobaczyła, powiedziała, że nie chcę mnie widzieć, ponieważ ja mam nadal szansę urodzić, a ona już nie.
Zrozumiałam to - chociaż sama nie przechodziłam wielkiej traumy po moim poronieniu (ciąża miała ledwo dwa miesiące i płód był uszkodzony).
Kasia była już prawie w ostatnim trymestrze, więc postanowiłam faktycznie usunąć się w cień i dać jej dojść do siebie, bo wiedziałam, że widok mojego rosnącego brzucha mógłby być dla niej przykry.

Tak minęło kilka miesięcy - ja urodziłam zdrowego syna, mąż wysłał kilka jego zdjęć do Pawła, żeby nie dobijać Kasi. Poza tym kontakt był znikomy.

Syn miał pół roku, kiedy nadeszły święta Bożego Narodzenia. Tradycyjnie zawsze wybieraliśmy się do teściów na rodzinne świętowanie. Była to też moja pierwsza okazja po wielu miesiącach do spotkania z Kasią.
Z początku była miła, choć oschła, i nie zwracała uwagi na mojego synka. Nie miałam jej tego za złe - w końcu to na pewno nadal świeża rana.
Kiedy jednak zaczęłam odpakowywać prezenty dla syna, wstała i wykrzyczała mi w twarz, że to niesprawiedliwe i jej dziecko powinno tu siedzieć.
Przyznam, że bardzo mnie to zdenerwowało, ale finalnie jednak współczucie przeważyło i skończyło się na tym, że to ja uspokajałam męża i teściów, którzy byli bardzo poruszeni tą sytuacją.

Dzisiaj mój syn ma trzy lata, właśnie spodziewamy się kolejnego dziecka. Kasia wykorzystała tę okazję, żeby wysłać mi SMS-a z wiadomością, że w obliczu jej tragedii zachowuję się perfidnie zachodząc znowu w ciążę. To w sumie nie jest jedyny przytyk z jej strony w ostatnich latach - przez jej zachowanie rodzinne święta i spotkania właściwie nie istnieją. Teściowie co roku ze smutną miną proszą nas, żebyśmy Wigilię spędzili osobno, bo dla Kasi widok naszego syna to zbyt wiele. Gdy już się spotkamy (np. na pogrzebie), Kasia zachowuje się, jakbyśmy nie istnieli. Mój mąż, a jej brat, przestał się już do niej odzywać. Za to Paweł, po każdej kolejnej akcji Kasi, dzwoni i nas przeprasza.

Z tego co wiem, szwagierka uczęszcza na terapię, która jednak chyba nic nie daje. Ba, według słów teściowej, psycholog powiedział Kasi, że ma prawo do żałoby i zerwania kontaktów z nami, jeśli jej to przeszkadza.

Powyższe nie wystarczyło jednak, żebym ją znienawidziła.

Stało się to dopiero, kiedy na urodziny syna wysłała dla niego "prezent" - sukienkę z naszytym imieniem Kornelia. Tak miała mieć na imię jej córka.

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 125 (155)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…