Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#85750

(PW) ·
| Do ulubionych
Piekielności ze sklepu ciąg dalszy. Ostatnio opisywałam piekielnych (i chamskich) klientów. Teraz opiszę piekielnych pracowników sklepu.

1. Ruch umiarkowany, ale towaru do wyłożenia dużo. Do pracownicy wykładającej towar podchodzi starszy pan. Z wyglądu widać, że w domu się nie przelewa. Emeryt - pewnie emerytura taka że każdy grosz jest na wagę złota. Prosi o pomoc z przyprawami. Potrzebuje powiedzmy pieprz mielony (nie pamiętam co to było dokładnie). Informuje pracownika, że jest po operacji oka i słabo widzi, literki mu się rozmazują. Co na to pracownik? Zaczyna się drzeć na klienta, że jest dużo roboty i ona z nim zakupów nie będzie robiła. I poszła. Pomogłam panu. Jej wyjaśnienia? Menelowi pomagać nie będzie. Żeby chociaż od niego brzydko pachniało...

2. Po 1szej zmianie robię zakupy. W sklepie, w którym pracowałam nie było toalet dla klientów, jednak któremuś klientowi nie przeszkadzało to w wejściu do pomieszczeń socjalnych i skorzystać z toalety dla pracowników, zostawiając przy tym chlew (nie robił siku...). Robię dalej zakupy, a tu nagle głośno przy kasie. Kierowniczka i pracownica proszą jednego z klientów, że ma po sobie posprzątać (w sumie to proszeniem nie było). Zero dyskrecji, co narobił. Klient obcokrajowiec, to poszedł na nimi, bo nie wiedział o co chodzi. I jak mu pokazały, to zaczął się wypierać że to nie on. Wchodzę do p. socjalnego, bo pan po niemiecku, a one nic nie rozumieją i dalej się drą że na pół sklepu je słychać. Rozmawiam z panem po niemiecku i mówię dziewczynom, że to nie on. One że to on. Zostają kamery - na kamerach widać, że to nie on. Inny klient, podobnie ubrany. Zamiast przeprosić, zaczęły się śmiać. Ja pana przepraszałam, on mówił że nie daruje i napisze skargę. Skarga poszła.

3. Jedna z koleżanek dała L4. No trudno, trzeba jakoś dać radę. Przychodzę na 2gą zmianę, patrzę, a tu jedna alejka z jednej strony całkowicie zastawiona. Reszta pusta. To mówię, żeby palety poprzewoziły na inne alejki, po jednej palecie na alejce, żeby był dostęp do towaru (magazyn zapełniony, a wyjście ewakuacyjne musi być drożne). Nie doczekałam się. Co było piekielne? Nie tylko to, że trzeba było zamówić więcej towaru niż potrzeba (materiał na osobną historię). Ale też brak wyobraźni - bo nie ma miejsca w magazynie, więc walnę gdzie bliżej. A później zdziwienie, że budżet nie zrobiony jak pół jednej alejki dla klientów nie dostępny (zastawione wody latem...)

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 62 (72)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…