Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#85804

(PW) ·
| Do ulubionych
O tym, jak bardzo głęboko w dupie mają moi sąsiedzi przepisy przeciwpożarowe.

Wejście do klatki. Przy domofonie od końca lata stoi nieruszana dziecięca hulajnoga, zagradzając dojście do niego. Żeby wstukać kod, trzeba przyjąć pozycję, której nie powstydziłby się prawdziwy jogin. Za drzwiami wejściowymi znajduje się zazwyczaj wózek, który trzeba omijać przy wchodzeniu/wychodzeniu z klatki plus dwie hulajnogi przy wejściu do piwnicy. Parter: sześć rowerów. Pierwsze piętro: trzy rowery plus mikrosalonik, który urządzono sobie we wnęce przy mieszkaniach (serio, stoją tam szafy i jakiś fotel, tylko stolika i telewizora kurde brakuje). U mnie na piętrze na szczęście tylko kurtki i buty, za to w ilości, jakby ci ludzie mieli co najmniej po pięć par nóg. Hitem były sanki, które z kolei stały całe lato.

Zaznaczę, że bezpośrednio pod budynkiem znajduje się wózkownia/miejsce na rower, a większość sąsiadów posiada również swoje miejsca w garażu. Apele administracji i straży pożarnej nic nie dają (sprawa zgłaszana była przeze mnie nie raz).

Najgorzej, że ci debile nie zdają sobie sprawy, że w razie pożaru ten cały bałagan może komuś zablokować drogę ucieczki z budynku. Mam ochotę wynieść to wszystko na śmietnik, ale niestety na osiedlu są kamery.

Może macie jakiś skuteczny sposób na tych syfiarzy?

sąsiedzi

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 118 (130)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…