Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#85813

(PW) ·
| Do ulubionych
Bardzo dziękuję wszystkim za komentarze pod moją historią https://piekielni.pl/85754#comments. Dzisiejsza historia ma dwojaki charakter - chciałabym się w niej odnieść nie tyle do konkretnych komentarzy, co raczej do pewnych przekonań komentujących, a poza tym przedstawić piekielne sytuacje z poprzedniej sprawy o podwyższenie alimentów. Tak piekielne, że aż śmieszne, no ale to już pozostawiam waszej ocenie.

Przede wszystkim bardzo dziękuję za troskę o moje finanse oraz usilne wysyłanie mnie do pracy przez co poniektórych komentujących. Wow, praca! No dzięki, ale tę metodę pozyskiwania pieniędzy "odkryłam" już wieeele lat temu i do dzisiaj z powodzeniem stosuję. Ale nie, lepiej napisać "do roboty się weź!", zamiast np. zerknąć na moje poprzednie historie, z których część zaczyna się od słów: "Pracuję jako...". Dokładnie to samo podejście zaprezentował ojciec mojego dziecka na poprzedniej rozprawie o podwyższenie alimentów - zamiast zrobić rozeznanie (ot, chociażby mamy wielu wspólnych znajomych), usiłował twierdzić, że tak naprawdę pieniędzy potrzebuję dla siebie, a nie na dziecko, bo nie chce mi się pracować. No cóż, jedyne, co mu się udało, to przyprawić sędziego o atak kaszlu (będącego czymś pośrednim pomiędzy parsknięciem śmiechem, a pełnym dezaprobaty parsknięciem), kiedy stwierdził (idiota, nie sędzia), że żeruję na nim, nie pracuję i (uwaga, dosłowny cytat!) "żyję rozrzutnie za alimenty!" w wysokości 300 zł/mies. Taaak, oczywiście... nawet biorąc pod uwagę opcję, że udało mi się dziecko przestawić na fotosyntezę, to kto z was zna możliwość "rozrzutnego życia" za 300 PLN? Nawet tych +/- 7 lat temu?

Druga sprawa przewijająca się w komentarzach - kwestia nazwania przeze mnie ojca Młodej "idiotą". "Jak z nim szłaś do łóżka, to nie przeszkadzało ci, że jest idiotą". No cóż, wówczas oznak zidiocenia nie wykazywał... A tak poważnie - serio chcecie wiedzieć, co mi się w nim spodobało, czym mnie zauroczył, jakie zalety wykazywał, co spowodowało, że na tamtą chwilę był tym jednym, jedynym? To jest ważne i interesujące tylko dla mnie, a poza tym ja mu tych ówczesnych zalet nie odmawiam. Mimo że związek się rozpadł, ja pamiętam, co w nim było dobre. Czasem nawet ze zdziwieniem uświadamiam sobie, że idiota ma nadal wiele zalet, że to nie była gra, tylko autentycznie on taki jest i ma wiele plusów - niestety minusy przeważyły (znacznie). Tutaj pozdrawiam użytkowniczkę Crannberry, dziękuję ci bardzo za Twoje historie (głównie za tę o "troskliwym misiu"), ja swoich w tym temacie nie zamieszczę! Ale nazwałam go "idiotą" i tego nazewnictwa będę się trzymać, bo jeśli to nie idiota, to po prostu zwykły /wstaw dowolny epitet/, którego nie obchodzi jego własne dziecko! No sorki, wolę "idiota".

Po trzecie "no co w tym dziwnego, że chciał prawnika". No niby nic, zawsze można zatrudnić (czytaj - zapłacić za usługi) prawnika. Jak cię nie stać, to starasz się o prawnika z urzędu. Tylko że w sprawach o alimenty, czy tam podwyższenie alimentów, prawnik przysługuje tylko w ściśle określonych przypadkach (proszę sobie wygooglać). Dlaczego? Bo to nie są sprawy typu "wygrał(a), bo miał(a) lepszego adwokata". Nie, tu nie ma miejsca na niejasności, niuanse prawne, rozmaite kruczki i wybiegi typu "pomroczność jasna". Tutaj jest tylko prosta matematyka na poziomie szkoły podstawowej i zdrowy rozsądek, do tego naprawdę nie potrzeba prawnika... Postaram się jak najkrócej: żeby uzasadnić podwyższenie alimentów, robi się zestawienie wydatków na dziecko za cały ubiegły rok kalendarzowy - na wyżywienie, na ubrania, na zabawki (tak, o zgrozo, dziecko POTRZEBUJE zabawek!), wydatki na szkołę, na pozostałe zajęcia, na przyjemności (o zgrozo do n-tej potęgi!!!), na leczenie (tak, lekarz za darmo, ale recepty już nie), na wakacje, na ferie, na milion innych rzeczy. Sumuje się te wydatki, dzieli przez 12 i wychodzi miesięczny koszt utrzymania dziecka. I wiecie co? Mnie wyszło, że alimenty pokrywają 1/4 tych kosztów... Ja nie żałuję mojemu dziecku (co nie oznacza, że "gwiazdkę z nieba" jej dam, jak będzie chciała), ale dlaczego ja mam ponosić 3/4 kosztów utrzymania dziecka? Owszem, może i pewne wydatki nie są potrzebne. Jestem matką i nie jestem obiektywna w tym temacie. Ale jeśli ktoś (czytaj - idiota) mnie zapyta, dlaczego dziecko ubiera się w "Smyku", to chętnie odpowiem - sorki, wydawało mi się, że warto, masz rację, jakość niewspółmierna do ceny. Pretensje rozumiałabym począwszy od firmy "Wójcik" i "Cocodrillo" - może i dobra jakość, ale i tak dziecko szybciej wyrośnie, niż zniszczy. W sumie nie opłaca się.

Na koniec "smaczek" odnośnie kosztów utrzymania dziecka. Ponieważ idiota nie miał się do czego przyczepić (wszystko wyliczone i poparte fakturami lub rachunkami), oczywiście zakwestionował koszty wyżywienia dziecka. Jedyna wartość w moich wyliczeniach podana orientacyjnie (wg mnie raczej zaniżona niż zawyżona), no bo niby jak mam to wyliczyć? Nie biorę faktury za każdy bochenek chleba, masło, wędlinę czy serek... Więc idiota twardo upiera się, że koszty wyżywienia dziecka są bardzo małe, to co ja przedstawiam, to są absurdalne kwoty wzięte z kosmosu. Pod koniec rozprawy sędzia zainteresował się, jak wyglądają kontakty idioty z dzieckiem:

S (sędzia)
I ( idiota)

S - Jak często spotyka się pan z dzieckiem?

I - Jakieś dwa-trzy razy w miesiącu.

S - Na jak długo?

I - Kilka godzin po południu.

S - Tylko? Nie bierze jej pan do siebie na dwa-trzy dni? Chociaż raz w miesiącu?

I - Nie.

S - Dlaczego?

I - Nie stać mnie na utrzymanie (wyżywienie) dziecka przez nawet dwa-trzy dni.

No zaraz, to jak to jest? Koszty wyżywienia dziecka są bardzo małe i ja żądam niebotycznych kwot, nieadekwatnych do rzeczywistości, czy też koszty wyżywienia dziecka są tak duże, że idioty nie stać na dwu-trzydniowy pobyt dziecka u niego? Dodam jeszcze, że jego i moje zarobki były porównywalne (w tych samych widełkach płacowych).

Dostałam podwyższenie alimentów. Z 300 do 400 zł. W 2012 roku. I teraz ja, wredna, zachłanna matka, chcę następne podwyższenie. No jak mi nie wstyd...

sąd_rodzinny

Skomentuj (46) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 201 (255)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…