Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#85916

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem programistą. Pół roku temu temu trafiłem do pewnej firmy z polecenia współpracownika, którego poznałem w jeszcze innej firmie. Pensja super, ale już po pierwszym większym projekcie wiem, że muszę spierdzielać stamtąd gdzie pieprz rośnie.

System, którym się zajmuję jest dość duży i wiekowy, jednak widać, że przeszedł po drodze kilka poważnych refaktoryzacji. W skrócie umiarkowane spaghetti, nie jest źle. Moim głównym zadaniem jest łatanie ewentualnych błędów i tworzenie importów danych. System zasilany jest danymi wykazywanymi przez kontrahentów najczęściej w postaci plików Excel. Największym problemem jest to, że podczas takiego importu muszę przetłumaczyć logikę danych zawartych w pliku, na logikę naszego systemu. Niestety logika wyjaśniana jest przez kontrahenta na spotkaniach z biznesem, na które nie jestem zapraszany. I tutaj pierwszy zgrzyt...

Zawsze po takim spotkaniu dostaję dwa maile. Pseudo podsumowanie i korespondencję z kontrahentem, co w większości daje mi jedno wielkie nic. No może prawie nic, bo zawsze staram się z tych wypocin wycisnąć jak najwięcej niezbędnych danych. Natomiast wydobycie jakichkolwiek informacji od biznesu to droga przez mękę. Na odpowiedź mailową muszę czekać nawet kilkanaście dni. Dlatego najczęściej latam po całym biurze i "irytuję" wszystkich moimi "zbędnymi" pytaniami. Czasami wydaję mi się, że w ich przeświadczeniu po pół roku pracy powinienem być specjalistą w dziedzinach, którymi zajmuje się wszystkie jedenaście działów i znać ich strategię jak amen w pacierzu. Najgorsze, że nie mogę nic z tym zrobić, bo dział IT nie ma kierownika, tylko podlegamy pod głównego managera i w hierarchii korpo jestem tylko zwykłym szaraczkiem i gdzie mi tam do wielkiego byznes majster kierownika... Co prawda główny majster już kilkukrotnie upominał biznes na operatywkach (na które swoją drogą również nie jestem zapraszany), że powinni dostarczyć nam wszelkich niezbędnych danych. Taka nagana działa przez trzy, cztery dni i wracamy do szarej rzeczywistości. A najgorsze jest to, że zwykle kilka dni po pierwszym imporcie wyszukują jakąś nieprawidłowość, która wynika z tego, że nie przekazali mi jakiegoś, wbrew pozorom, istotnego szczegółu. I kto wtedy musi naprawiać odprawiając istną fekalioplastykę na danych?

Pytacie o analityka biznesowego? A no był taki ktoś i zwolnił się jakieś dwa tygodnie po tym jak zacząłem pracę. Jako główny powód zwolnienia podał (i tutaj cytat): "Prościej wycisnę jakąkolwiek informację od ściany za tobą niż od biznesu". Miał chłop świętą rację... Ps. Nadal szukają.

Drugi zgrzyt. Czasami wydaje mi się, że spychologia stosowana to najbardziej popularny kierunek studiów kończony przez pracowników polskich korporacji. Jednak w tej firmie pracują chyba sami doktorzy rehabilitowani w tej dziedzinie. Poza tym pierwszy raz widzę sytuację, w której wszystkie działy zmówiły się przeciw jednemu, IT. I nie dziwiłbym się gdyby ten system działał jakoś tragicznie źle, no ale kur... nie. W trakcie mojej pracy zdarzyły się cztery błędy, które wynikały stricte z ułomności systemu i na dodatek były marginalne, dotyczące małych wyjątków, których ktoś nie przewidział (lub nie został o nich poinformowany przez biznes). Natomiast w większości wynikają z debilizmu użyszkodników... Zabrzmiałem trochę jak zły programista z wybujałym ego, ale oto przykład:

Kontrahent wysyła nam listownie pisma dotyczące różnych spraw, które są rozróżniane unikalną sygnaturą. Pisma zawierają kwotę, którą należy dobić na sprawę i co ważne może ona przyjąć trzy określone wartości (np. 50, 100, 150 zł). Jaka kwota zostanie wykazana jest zależne tylko i wyłącznie od kontrahenta, nie ma zasady. Kolega usiadł i w pełnej współpracy z osobą, która będzie odpowiedzialna za wprowadzanie tych danych stworzył formularz:

a) w którym należy w pierwszej kolejności wpisać unikalny numer, a jeśli jest błędny (nie ma takiej sprawy w systemie) wywala wielki czerwony komunikat "TAKA SPRAWA NIE ISTNIEJE, UPEWNIJ SIĘ, ŻE NUMER JEST PRAWIDŁOWY I WPROWADŹ KWOTĘ JESZCZE RAZ!"

b) należy wybrać z listy rozwijanej kwotę podaną w piśmie (przypominam: 50, 100, 150 zł), gdzie domyślna była wartość 50 zł (i to zgodnie z założeniami od osoby, z którą współpracował)

Po kilku miesiącach, gdy dział analiz w końcu zdołał stworzyć raport analizujący te w kwoty, wykrył, że wszystkie wprowadzone do systemu kwoty są równe 50 zł, a i kilkuset brakowało. Okazało się, że osoba odpowiedzialna za wprowadzanie danych za nic miała sobie wielki czerwony komunikat i nie wybierała kwoty z listy rozwijanej, bo myślała, że system sobie poradzi. Ostateczny werdykt biznesu to, źle zabezpieczony formularz przez IT, nasz pracownik nie jest niczemu winien. Na szczęście szefu nie jest debilem.

Prawda jest taka, że powyższe anegdotki powinny mnie skłonić do ucieczki w siną dal, ale nie jedno przeżyłem w polskich firmach i oceniam te historie jako zdatne do przeżycia (no i ta wypłata :D). Jednak dzisiejsza sytuacja sprawiła, że w przerwach od pisania tej historii aktualizuję CV. Od miesiąca w firmie wrzało jak w ulu rozjuszonych szerszeni. Oczywiście wiedzieli o tym wszyscy poza IT. Pojawił się kontrahent, który miał mocno specyficzne wymagania, ale proponował miliony monet. Umowa została podpisana, krótko przed wigilią i obsługa miała zacząć się pod koniec stycznia. Czas realny na wykonanie zadania gdybyśmy zostali o tym fakcie poinformowani w dniu podpisania umowy, a najlepiej wcześniej, bo pełna specyfikacja była już znana w październiku. Jak dowiedzieliśmy się o nowym kontrahencie? Przyszedł do nas szefu nad szefami i pyta jak nam idzie, bo w biznesie praca wre... A my świecimy oczami, bo nipanimaju.

Okazało się, że biznes stwierdził, że mają tyle pracy z nowym projektem, że nie mają czasu nas informować, tym bardziej, że zwykle wyrabialiśmy się z importem w około tydzień. Szkoda, że nie pomyśleli, że skoro w normalnych projektach muszą jedynie pamiętać, że jest nowy kontrahent i należy po prostu kliknąć w nową ikonkę w systemie przy obsłudze, a tutaj jednak muszą się troszkę pomęczyć to ile roboty musi mieć IT.

Miałem ochotę kogoś zabić, ale przełknąłem. Do końca stycznia zostało dużo czasu, zdążymy zrobić importer. Zanim zaczną się dziać na sprawach jakieś akcje wymagające użycia bardziej wymagających funkcji systemu minie kilka tygodni. W tym czasie damy radę ogarnąć resztę.

Dzisiaj przyszedł do nas główny manager i poinformował, że w operatywce (na którą ku... nadal nie jestem zapraszany) brał udział główny zarząd i biznes stwierdził, że są gotowi do obsługi nowego kontrahenta, na co zarząd rzekł to obsługujcie od poniedziałku, na co ja rzekłem i główny manager rzekł i dwie z sześciu osób z mojego zespołu rzekły a niech obsługują - i rzuciliśmy papierami.

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 246 (268)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…